Przejdź do treści
Zapraszamy

Czytelników, rozmówców na forum, Autorów, Blogerów, Redaktorów,...

Przeczytaj o możliwościach korzystania z witryny i współpracy

Salon Business Dialog Klub Inspirations Klub Dialog CIO Business Meeting Point Kwintesencja Projekty Business Dialog

W blogu Spostrzeżenia

Blog Iwony D. Bartczak

Cztery czy pięć lat temu napisałam tutaj w Business Dialog tekst pt. "Grzech człowieka bogatego". Pisałam wtedy, że człowiek bogaty grzeszy w ten sposób, że woli kupić niż otrzymać w darze albo w zamian za coś, co sam dał, że stawia swoją niezależność i brak zobowiązań ponad relacje z ludźmi, z natury zobowiązujące, że zmienia swoje życie w zbiór transakcji zamiast w zbiór więzi. 
Dzisiaj napisałabym tekst nieco inaczej. 
W dalszym ciągu uważam, że miałkość więzi z innymi ludźmi jest największym grzechem, jaki człowiek może popełnić, a bogactwo - różnorodność, wielość, głębokość - tych więzi największym dobrem, jakie może wnieść w ten świat oraz największym szczęściem, jakiego można zaznać.  Nie wycofuję się też z opinii z pierwszego akapitu tego tekstu.
Ale jest jeszcze coś, o czym wtedy nie napisałam. Pieniądze zarabiamy z takim samozaparciem, godząc się nawet na koszt zdrowia i sumienia, redukując swoje "ja" do "ja" zarobkowego, bowiem mają one - te pieniądze - zdolność zastępowania tych cech u człowieka, za które jest on szanowany i kochany przez innych ludzi.  
Pozornie szanowany i podziwiany, ale bardzo długo nie widać, że to pozorne zastępstwo. I dopóki dobrze nam idzie, majątek rośnie, a wraz z nim status społeczny i wdzięczność tych, których rachunki wspaniałomyślnie płacimy - jesteśmy zadowoleni i spokojni. Nie zdajemy sobie sprawy, że kupiliśmy sobie akceptację i respekt, a może nawet miłość... A moglibyśmy rzeczywiście stać się takim człowiekiem, jakiego się podziwia i szanuje, którym można się zachwycać, iść z nim w świat i tworzyć nowe dobro.
No, cóż,  "kupiliśmy" sobie przeświadczenie, że tacy jesteśmy, więc zaniedbaliśmy stanie się takim człowiekiem.
Pewnie każdy człowiek chce być ważny dla innych ludzi, chce być podziwiany, chce być im niezbędny, chce pochwały i uznania. Pewnie każdy zdobywa to, jak umie. Jeśli umie zarabiać pieniądze, to zdobywa to pieniędzmi. Aby zarobić pieniądze też trzeba być kimś, więc można mieć również w tego powodu poczucie własnej wartości. I sądzić, że inni też to cenią. Czy cenią? Jeśli sami nie zarabiają wielkich pieniędzy, to co wiedzą o tym, jakim trzeba być i co umieć, żeby je zarabiać? Pewnie mało, więc i mało cenią. Cenią efekt - pieniądz. 
To spostrzeżenie przyszło do mnie z całkiem nieoczekiwanej strony: z obserwacji losów dyrektorów, którzy stracili - z powodów przez siebie zawinionych lub niezawinionych, a czasem wręcz na własne życzenie - doskonale płatną posadę w korporacji. Przestali zarabiać wielkie pieniądze. 
Prawie natychmiast pojawiają się wielkie problemy, nie tylko te praktyczne, wynikające z tego, że kończy się gotówka, a zgromadzony majątek i inne zobowiązania wymaga płacenia licznych rachunków.
Problem najważniejszy i najbardziej dolegliwy polega na tym, że natychmiast widać, czego tak naprawdę otoczenie od nas oczekiwała, co ceniło i do czego jest przywiązane. Do naszego portfela, do naszego stanowiska i jego budżetu, do logo na wizytówce, do statusu społecznego. Nasze "ja" jest gdzieś na szarym końcu. 
Zapewnialiśmy "im" kasę, poczucie bezpieczeństwa i możliwość realizowania swoich pasji lub interesów, a "oni" dawali nam honorowe miejsce przy stole, pochwały i uśmiechy oraz wygodne kapcie. 
Jak "im" to zabraliśmy, to nie tylko nie wspierają nas, nie tylko nie dziękują za to, co dotąd otrzymali, ale wręcz żywią urazę, że naraziliśmy na szwank ich interesy czy samopoczucie. W dobrej wierze "wyprodukowaliśmy" roszczeniowe postawy i wyuczoną bezradność.
Zarabiajmy pieniądze, bogaćmy się, gromadźmy majątki  - przyda się, uraduje nas, pomożemy mniej zaradnym, no i to pasjonująca robota. Ale... po pierwsze, ja, po pierwsze, budujmy siebie, człowieka, człowieka wartościowego, pięknego, pasjonującego, człowieka do zachwytu i wspólnej drogi. Zadbanie tego - to dopiero grzech, grzech niewybaczalny!

W blogu Spostrzeżenia 2017/09/17 - 12:40 Źródło

Z ciekawością obserwuję różne wyroki sądów administracyjnych w sprawach podatkowych. Idziemy w bardzo duże subtelności, gdzie o sentencji wyroku decydują cytaty ze słownika języka polskiego, na samej wokandzie ma miejsce ekwilibrystyka rodem z sądów amerykańskich i w ogóle niepewność czy mądrość często kilku siwych sędziów odzianych w togi, jest tą właściwą.

Ostatnio na przykład toczył się spór odnośnie stawki opodatkowania VAT-em wody mineralnej. Ta z kranu ma 8%, więc zrozumiałym jest, że sprzedający wodę w butelkach bardzo by się ucieszył z możliwości obniżki ceny o 15 punktów procentowych. No, niestety, sąd nie podzielił argumentów, że obie wody nalane do różnych szklanek przeważnie tak samo wyglądają, tak samo pachną i pewno podobnie smakują. Ta z butelki ma mieć VAT 23%! A wszystko przez nasze mózgi. Tak!!! Po prostu przez to, że w podświadomości traktujemy wodę z kranu jako niezbędną do życia, a tą z butelki już nie. Butelkowa to "luksus", "tymczasowa przygoda", a może "nowobogackie zachcianki"?

W końcu ktoś docenił nasze człowieczeństwo - bo pewno dla kota lub psa nie miałoby znaczenia, czy wypije wodę z butelki czy z kranu.

Czy my w ogóle zauważamy, że z dnia na dzień stajemy się coraz bardziej subtelni? Jakie to ma konsekwencje? Mi subtelność na przykład kojarzy się z sanatorium, gdzie oto starsza pani, kuracjuszka, ma dylemat czy dziś założyć pończoszki brązowe czy czarne, czy nosić się z kapelusikiem z kwiatkiem czy bez (Iwona to nie do Ciebie!), a może włożyć białe rękawiczki lub nie? A co w sprawie subtelnych panów? Hm, koszula w kratkę lub w paski nie stanowi powodu do istotnej rozprawy. Podobnie dżins versus szmaciane gatki też nie powoduje dłuższych refleksji.

Spójrzmy więc subtelnie na to, co się dzieje w świecie biznesu. Oj nie dzieje się wiele...Wysychają źródła ciekawych pomysłów, które uda się wdrożyć z sukcesem. Mijają czasy, kiedy doświadczymy wynalazku koła, żarówki, silnika, nowego leku, etc. Dziś wygrasz, jeżeli odkryjesz subtelność, dobrze ja opakujesz i sprzedasz. Czy taką subtelnością nie jest na przykład samochód elektryczny czy farma paneli słonecznych?

Subtelność może być źródłem sukcesu i źródłem zguby. Sukcesu - z wyżej podanych powodów. Zguby - jeżeli zamyka nam perspektywy na to, co najważniejsze, na widok z helikoptera, na wielkie bum!!!

Czy nie pora więc ogłosić i wykładać na Uniwersytetach nowej nauki, która po angielsku brzmiałaby dostojnie "Subtlety Management"? Ja z tej nauki przynajmniej chciałbym się dowiedzieć:
a) jak wyostrzyć węch, smak, słuch biznesowy?
b) czy z wielu subtelności można zrobić coś wielkiego?
c) jak oddzielać subtelne ziarna od subtelnych plew?

W blogu Spostrzeżenia 2017/09/16 - 18:24 Źródło

Dr Stephen Larkin jest autorem pozycji "Pokonaj drogę na szczyt. Masturbacja jako technika sukcesu biznesowego". Autor nawołuje do miłości samego siebie, co wydaje się zbieżne z nauką samego Jezusa, który nauczał: Kochaj bliźniego jak siebie samego.
Co masturbacja może mieć wspólnego z Twoim sukcesem? Prawdziwe pytanie trzeba postawić trochę inaczej: "Czego masturbacja nie ma wspólnego z sukcesem"? Bo wszystko jest swego rodzaju grą mentalną! Pomyśl o sobie. Pomyśl, dokąd chcesz iść...Skojarz "szczytowanie" z celami, które chcesz osiągnąć w swojej karierze...

Musisz zwrócić się całym swoim umysłem w kierunku myślenia o tym, że Tobie na prawdę się uda!!! Sukces jest w Tobie i musisz go wydobyć na zewnątrz! Jeżeli powiążesz pracę z przyjemnością, jesteś w domu! Odkryłeś tajemnicę...
Jaki jest więc związek masturbacji z pracą? Pracujemy, ażeby być wolnymi! Wolność przychodzi w formie pieniędzy. Ale finałem ma być przyjemność, satysfakcja z bycia zajętym!!! Obie koncepcje są więc identyczne. Dosłownie chodzi o to, że ostatecznie kochasz się za to, jak pracujesz i co osiągasz!!!Dążąc do celu, bądź zafascynowany, niech krew się w Tobie zagotuje!
Reasumując, warto pokazać "swoje jaja" i być sobą, ale przede wszystkim po prostu kochać siebie - za to co się robi, co się osiąga i jakim się jest.

 

W blogu Spostrzeżenia 2017/09/09 - 17:15 Źródło

2) cdn...
=================================================================
1) Jak już zapowiadałem w jednym z poprzednich artykułów, będę na tym forum omawiał własną strategię na rynku forex. To może być też ciekawy przyczynek do wymiany doświadczeń oraz dyskusji na temat czynników kształtujących notowania na rynkach finansowych.

Dzień pierwszy. Zmagamy się przede wszystkim z czynnikami z otoczenia pozaekonomicznego. Kształtują je Korea Północna oraz huragany w Ameryce. Mówi się, że mogą one ostudzić zapał do podwyżek stóp procentowych w USA (uwaga! rynek już w minimalnym stopniu zaczął wyceniać obniżki stóp w USA).

Trochę w cieniu tych wydarzeń przeszło ustąpienie Stanleya Fischera ze stanowiska wice-szefa FED oraz ogłoszenie przez Mario Draghiego, że w prognozach finansowych ECB zakłada kurs EUR/USD na poziomie 1,18.

A teraz podsumowanie wyników z dnia otwarcia, czyli 8.09:
1) Liczba transakcji zyskownych: 14/ Liczba transakcji stratnych: 4
2) Bilans otwarcia:      350     EUR;
3) Bilans zamknięcia:  713,13 EUR;
4) Dynamika wzrostu za dzień:      103.8%;
5) Dynamika wzrostu narastająco: 103.8%;
6) Wskaźnik wartościowy udziału transakcji stratnych: 23%.

W załączonym pliku szczegółowy wykaz operacji. 

akademia%20forex.docx

W blogu Spostrzeżenia 2017/09/09 - 05:33 Źródło

Wikipedia podaje, że "Controlling działa na pograniczu funkcji zarządczych i kontrolnych. Controlling obejmuje ustalanie celów, planowanie, sterowanie w zakresie finansów i skuteczności ekonomicznej oraz kontrolę. Istotnym zadaniem controllingu jest scalenie zazwyczaj oderwanych od siebie czynności kontrolnych w jedną spójną całość."

Controlling zwykle bywa postrzegany w płaszczyźnie operacyjnej i strategicznej. Dziś skupię się na controllingu operacyjnym, który zdaje się być istotą controllingu. Jego kluczowe perspektywy, to:
a) sterowanie wynikiem ekonomicznym (RYZYKO);
b) regulacja wewnętrznych procesów w firmie (PROCES);
c) identyfikacja i weryfikacja w w obszarach kluczowych czynników sukcesu (INNOWACJA);
d) analiza otoczenia biznesowego i regulacyjnego (PODATKI).
 
W swojej "sokowirówce" postanowiłem wycisnąć sok z tych zagadnień, które wychodzą poza hasła, a stanowią dziś W POLSCE krytyczne determinanty sukcesu każdej firmy w przyszłości. Zostały one pokazane w nawiasach przy każdej z czterech perspektyw.

RYZYKO

Zarządzanie wynikiem w wersji dynamicznej, to zarządzanie ryzykiem. Obłędnie kluczowym "driverem" jest znane skąd inąd pojęcie dźwigni. Dźwignie w każdej firmie wymagają ustawicznego definiowania. Dźwignia, to ten obszar w firmie, w którym:
a) angażujemy nieproporcjonalnie duże zasoby;
b) spodziewamy się sukcesu szybciej od konkurencji.

Dźwigni towarzyszą:
a) działania na pograniczu start-upu. Nakłady generujące duże koszty stałe;
b) finansowanie domagające się ponadprzeciętnych stóp zwrotu z uwagi na ryzyko.

Praca z dźwignią wymaga:
a) przesunięcia perspektyw decyzyjnych ponad rok czasu;
b) periodycznego pochylania się nad projektem i jego oceny w układzie zero-jedynkowym na zasadzie: gram dalej/ wycofuję się. Wskazuje to też na rosnącą potrzebę wyodrębnienia kluczowych projektów i ich monitorowania.

Analizując wymagane wewnętrzne stopy zwrotu projektów innowacyjnych należy oczekiwać, że minimalna stopa zwrotu przesuwa się coraz wyżej. Wydaje się, że dziś oscyluje ona w okolicach 15-20% w skali rocznej. 

PROCES

"Proces" to szara codzienność, chleb powszedni każdego biznesu. Banałem jest już dziś stwierdzenie, że moje procesy powinny być "optymalne", "zsynchronizowane", "zautomatyzowane", etc.

"Proces" jest jak promień świetlny - dziś wyznacza historię mojej firmy, a za kilka miesięcy trzeba ogłosić jego pogrzeb. Sam proces  - jeżeli ma nie być oderwany od tego, co dzieje się w dynamicznym otoczeniu, musi być wyposażony w "czujnik". Czujnik ma informować:
a) na ile proces jest efektywny w stosunku do wymaganych założeń;
b) na ile jest już nieefektywny z uwagi na sygnały płynące z otoczenia.

Dostępne obecnie narzędzia softwarowe czy też klasy ERP niezbyt dobrze wypełniają wyżej wymienione 2 kryteria. Z prostego powodu. One analizują tylko przeszłość, a co być może ważniejsze, nie dostrzegają perspektywy nie-finansowej.

Stąd ewidentna potrzeba regularnego mapowania procesów i ich konfrontowania z nowymi wymogami zarówno operacyjnymi, jak i strategicznymi.

INNOWACJA

W kwintesencji kluczowych perspektyw controllingu świadomie przypiąłem do identyfikacji i weryfikacji kluczowych czynników sukcesu słowo "innowacja".

Dotychczas ten obszar kojarzył nam się głównie z budżetowaniem, rozliczaniem odchyleń, cięciem kosztów, etc. Ja w dzisiejszej perspektywie mam swoje określenie innowacji - "inofacja", czyli "inna twarz biznesu".  

Dzisiejszy controlling, żeby mógł sprostać dynamicznym zmianom w otoczeniu, musi wskazywać alternatywne rozwiązania, analizować "za", "przeciw", przeliczać to na NPV i szybko proponować cały pakiet działań zwiększających wartość biznesu.

Controlling jako partner biznesu musi wpisać do swojego kanonu nie tylko analizę przychodowo-kosztową, ale również nowe propozycje w obrębie procesów. Dlatego też myślę doczekać jeszcze przed emeryturą nowego stanowiska zastępującego "dyrektora finansowego". Będzie nim "Inżynier finansowy".

PODATKI

Myślę, że każdy się zgodzi, że wskazywanie podatków w kontekście kontrolingu może być dość anachroniczne. To jednak nie teoria, a praktyczne oczekiwania będą powodowały, że podatki muszę znaleźć się w orbicie zainteresowania controllingu. Nie może być to obszar pozostawiony wyłącznie głównej księgowej.

Przyczyny są co najmniej następujące:
a) księgowość jest skoncentrowana na liczbach wewnątrz firmy, natomiast dla minimalizacji ryzyk podatkowych potrzebna jest już dziś także analiza otoczenia biznesowego (patrz: należyta staranność);
b) szereg wymaganych dokumentów statutowych (np. dokumentacja cen transferowych) na potrzeby podatkowe jest dziś ściśle związana z otoczeniem biznesowym firmy, do którego księgowemu dość daleko (przykładem wszelkiej maści benchmarki);
c) "planowanie podatkowe", mimo że ciągle nam się źle kojarzy, ma ścisłe konotacje biznesowe. Dzisiaj bez uwzględnienia wątków podatkowych, nawet najlepszy plan może być pierwszym wrogiem każdej firmy.

Grożące członkom zarządów, dyrektorom finansowym i głównym księgowym surowe kary, w tym więzienia będą dostatecznym motywatorem, żeby patrzeć na podatki controllingowo. A przy tym nie zapominajmy, że wśród czynników postrzeganych przez menadżerów jako te, gdzie wsparcie zewnętrzne jest dziś nieodzowne, są właśnie podatki.  

W blogu Spostrzeżenia 2017/09/09 - 05:33 Źródło

Mimo że żyjemy w dojrzałych czasach, praktyka pokazuje, że w tej czy innej sytuacji decydujemy się na malowanie trawy na zielono.
Jakie są tego przyczyny?
1. Po pierwsze - nie czujemy się dostatecznie zidentyfikowani z firmą. Nie traktujemy firmy jako krótkookresowej przygody. Trzeba zapytać wprost - czy cele, które firma nam stawia nie sprawiają wrażenia jak by były z kosmosu? Czy możemy poczuć się dostrzegani?
2. Po drugie - malowanie trawy na zielono łączy się wprost z kamuflażem, przyjęciem barw obronnych. Bo jeżeli sprawi się wrażenie, że "w interesie jest ruch", to z założenia szef może mylnie założyć, że jest to ruch konstruktywny i jako taki zostanie doceniony. Taka strategia faktycznie czasami pozwala ugrać parę miesięcy, ale w końcu ktoś musi wystawić rachunek za efekty lub po prostu powiedzieć "sprawdzam".
3. Po trzecie - ja nazywam to brakiem inteligencji zbiorowej. Rzeczona okoliczność wynika stąd, że zarządzający firmą nie dostrzegają "różnorodności prędkości" osób zatrudnionych w danym biznesie i ustawiają cele pod najlepsze jednostki. A cały mechanizm firmowy idealnie zadziała, jeżeli wszystkie jego elementy będą dobrze naoliwione i zsynchronizowane. Jeżeli więc ktokolwiek zauważa, że otoczenie mu odjeżdża, bierze pędzel i maluje...

Chciałbym się dziś skupić na ostatniej kwestii. Rola inteligencji zbiorowej będzie dramatycznie rosła. Minęły już bowiem czasy, w których do firmy będą rekrutowane same wybitne jednostki. Nawet jeżeli się to uda, z różnych powodów taka jednostka może nas bardzo szybko opuścić. Powiem przekornie - to dobrze. Mamy bowiem przykład firmy Arthur Andersen, która rekrutowała samych "geniuszy" i dobrze wiemy, jak to się skończyło. Wszem i wobec więc ogłaszam, TRZEBA W KAŻDEJ FIRMIE ZROBIĆ PORTRET WAD MOICH LUDZI I ZDEFINIOWAĆ PLAN ZARZĄDZANIA TYMI WADAMI. Ja przynajmniej podczas jednej z ostatnich rekrutacji, zapytałem kandydata czy ma jakieś wady. Odparł, że "nie". Cóż - powiedziałem, nie nadaje się pan do naszej firmy. Szukamy ludzi z wadami...

 

W blogu Spostrzeżenia 2017/09/09 - 05:33 Źródło

Często słyszę, czytam (także i na tym portalu), że świetlana przyszłość biznesu to zarabiać nic nie mając, obracać nie swoim, dzierżawić na chwilę, podzlecać itd.
Sztandarowe przykłady tej propagandy, np. internetowe pośrednictwo wynajmu mieszkań, mnie nie całkiem przekonują, że bez własności zarabia się więcej. Bo nawet zakładając, że taki pośrednik bierze 9% (zbójectwo by to było, a nie chwalebny biznes), to jednak właściciele mieszkań w sumie biorą wtedy 10 razy tyle. A ktoś obiecane mieszkanie musi mieć do udostepnienia. Mój brak przekonania, nie zmienia jednak faktu, że biznes bez własności zarabia grubo, a praktyka biznesowa staje się wykładaną ideologią biznesową.
Hola, hola powie ktoś, spoko z tymi udostępniającymi. Wcale nie muszą być właścicielami, może to mieszkanie na kredyt. A ja znów na nie. Wydaje mi się, że jak kupuję na kredyt, to jednak będzie moje. Tyle, że podpisałem, iż gdybym przestał spłacać, to mi w biały dzień wolno to będzie odebrać siłą. A więc rzeczywiście łatwo mi ze świata własności przenieść się do świata bez własności. Mnóstwo osób od lat żyje w takim stanie zawieszenia, niby moje ale nie całkiem.
Chyba jedno z drugim: i ten biznes niby bez „asetów”, i ta własność ale bez gwarancji, stworzyły dobry grunt dla prawdziwego dobicia własności w życiu człowieka.
Nikt w XXI wieku nic nie będzie kupował, skoro wszystko można użyć, kiedy się ma chęć i zostawić, gdy chęć minie. Po co np. kupować filmy na DVD, kiedy można płacić za dostęp. Ja zebrałem przez lata ze 300 pozycji, które warto obejrzeć więcej niż raz. Abonent ma do wyboru chyba tysiące (zauważyłem, iż to że każdy z nas może oglądać na raz tylko jeden film, argumentu o możliwych tysiącach nie osłabia :-) ).
Po co kupować dyski albo licencje na email – wszystko jest w chmurze w usłudze, nie trzeba samemu dbać. Na początek dotyczyło to fanaberii – filmy, muzyka - ale teraz już i samochód, i kolejne obszary zamieniają swoje oferty w usługi. Nie kupno na kredyt, nie leasing z opcją wykupu (choćby teoretyczną). Od początku, ku obopólnemu zadowoleniu, strony ustalają: będziesz płacił i używał, nigdy nie będziesz miał.

A czy coś w tym złego? Nie wiem, nie jestem sędzią Zła i Dobra. Owszem, ja w świecie bez własności czuję się źle, fatalnie, ale to mój problem. Skoro problem mój, to pewnie bym nie skreślił tych uwag, gdyby nie Pan Robert Gwiazdowski, który napisał na tym portalu:
http://www.businessdialog.pl/profiles/blog/show?id=4362065%3ABlogPost%3A73815&xgs=1&xg_source=msg_share_post
„Z trzech rodzajów wolności: osobistej, politycznej i ekonomicznej, największe znaczenie ma ta trzecia stanowiąc warunek i gwarancję dla dwu pozostałych”
A potem jeszcze:
„Najsilniejszą formalnoprawną i ekonomiczną gwarancję wolności stanowi własność”.
Pan Robert ujął to ściśle, precyzyjnie, poparł naukowymi autorytetami. Ja, prosty człowiek, podsumowuję to sobie tak:
Jak nazwać osobę, która musi pracować całe życie, i nic nie ma, bo wszystkie owoce jej pracy trafiają do innych?
Odpowiadam krótko: taka osoba to niewolnik.

Nie zgadzacie się? Że niby niewolnicy byli zmuszani siłą do oddawania owoców swojej pracy, a ludzie dziś mają swobodny wybór. Jeśli coś oddają to z własnej woli. Pewnie, że mają wybór, ale ciekawe, co się stanie z ich życiem, jeśli zmienią zdanie, i przestaną oddawać wtedy gdy już wejdą na dobre w świat bez własności. Jaka będzie ich realna swoboda wyboru?
Dla mnie ten gloryfikowany świat bez własności, to świat nowego niewolnictwa. Co będzie miał mieszkaniec wynajmowanego mieszkania, jeżdżący dzielonym samochodem, itd., itd., jeśli po 30 latach z jakichś powodów nie będzie w stanie dalej płacić co miesiąc?
No chociaż super wspomnienia mu zostaną.
Nie, sorry, wszystkie zdjęcia zostały w chmurze, dostęp zablokowany...

W blogu Spostrzeżenia 2017/09/03 - 12:35 Źródło

PLUSY DODATNIE

1. Mega sexy. Księgowa przynosi ostateczną wersję bilansu i z eksplozją radości oznajmia "Mam to!"

2. Nie mniej sexy jest, jak budżet zostanie przekroczony, a szefową jest kobieta

3. Jest też nieźle, jak koleżanka w firmie usiądzie na biurku i po prostu zapyta "jak minął dzień"

4. Roczna Premia

5. Łajba na wyjeżdzie integracyjnym. Dziesiątka lub więcej koleżanek w bikini wije się w rytm "The Shape of you". To jest to!

MINUSY UJEMNE

1. Mało energetyczne, jak facet ogląda w pracy porno i zapomni wyłączyć głośnik

2. Sekretarka i szef robią to. Be.

3. Nie zapięty rozporek

4. Plotki o tym co kto robi, z kim i dlaczego

5. Po prostu wszystkie zbędne myśli

W blogu Spostrzeżenia 2017/09/02 - 14:06 Źródło

Na Forex Factory, najbardziej docenianym blogu foreksowym na świecie, niezmiennie drugą pozycję zajmuje inwestor nazywający się Gatorinla. Jako zawód podaje "męska kurwa". 
Ponieważ jestem stałym "klientem" Gatorinli - oczywiście jako obserwator jego fantastycznych komentarzy walutowych, które nie mają sobie równych - niejako sprowokowany tym wpisem Gatora - zarysowałem kilka pytań tylko dla facetów.
Co dziś znaczy się sprzedać? Przede wszystkim sprzedać się tanio - dać się "wydymać" np. pracodawcy, który zabiera moją prywatność, mobbuje mnie, zabiera mi wolność, punktuje każdą moją wypowiedź na "nie", etc. etc.
"Sprzedać się" znaczy także być obojętnym na ludzką krzywdę, na zło, przejść obojętnie na ulicy jak facet wrzeszczy na kobietę lub uderza ją w twarz. 
"Sprzedać się", to także porzucić fragment swojego życia na pastwę losu...
Pozytywną przeciwnością opisanego stanu jest świadome dzielenie się swoimi najlepszymi cechami, wiedzą, mądrością i czasem z drugim człowiekiem. Jakie to proste! 
A oto moje punkty. Dla utrudnienia nie piszę czy to dobre czy złe. Sam sobie proszę odpowiedz.
1. Czy sprzedajesz swoją decyzyjność?
...................................................................................................................................
2. Czy sprzedajesz swoją brutalność?
...................................................................................................................................
3. Czy sprzedajesz swoją niezależność?
...................................................................................................................................
4. Czy kupujesz marzenia?
...................................................................................................................................
5. Czy po prostu "kupujesz" siebie?
...................................................................................................................................

 

W blogu Spostrzeżenia 2017/09/02 - 14:06 Źródło

2) cdn...
===========================================================
1) Miałem chyba 8 lat. Leżałem w łóżku zbity grypą. Mama kładła mi na czoło zimną pieluchę. Temperatura nie chciała schodzić ani o punkt poniżej 41.2 stopni Celsjusza. Najważniejsza w tym wszystkim oczywiście była Mama, a nie temperatura. To dzięki Niej to wszystko po kilku dniach zaczęło podążać w kierunku normalności.

Zainspirowany tym motywem z przeszłości, ale również już historycznym wpisem Iwony Bartczak nt. szkolenia z zarządzania instrumentami pochodnymi, postanowiłem zainwestować  na platformie forexowej 41.2 EUR na cześć Mojej Mamy. Zyskami w ciągu najbliższego miesiąca podzielę się z Mamą po połowie, chyba że wszystko stracę...Dla Mamy warto. Jeżeli jednak coś z tego wyjdzie, w kolejnych miesiącach będę przeznaczał połowę zysków na inne fajne cele.

Nie wiem, czy ta formuła się przyjmie - ale jedno jest pewne. Ten post będzie "żył" jeszcze jakiś czas.

W blogu Spostrzeżenia 2017/09/02 - 09:45 Źródło

Business Dialog Bulletin - widok książki

Premium Drupal Themes by Adaptivethemes