Przejdź do treści
Zapraszamy

Czytelników, rozmówców na forum, Autorów, Blogerów, Redaktorów,...

Przeczytaj o możliwościach korzystania z witryny i współpracy

Salon Business Dialog Klub Inspirations Klub Dialog CIO Business Meeting Point Kwintesencja Projekty Business Dialog

W blogu Spostrzeżenia

Blog Iwony D. Bartczak

Zająłem się poszukiwaniem Godzilli. Potrzebuję jej wyłącznie do niszczycielskich celów. Chcę, żeby zionęła ogniem, głośno ryczała i budziła postrach. Chcę, żeby wieszczyła koniec takiego świata jaki jest, żeby niosła nowe...
Oto MIT doniósł - "superkomputer skalkulował, że już po 2040 roku nastąpi koniec świata, a  liczba ludności spadnie do około tysiąca".To już za 22 lata. Nierealne? 22 lata temu widzieliśmy jeszcze biało-czarny monitor komputera, pojęcie giga-czy tera-bajta nie istniało, za telefonem ciągnął się kabel, ze sklepu nie dowozili pękatych toreb zakupów...

W pewnym sensie końce świata sami dostrzegamy. Koniec świata normalnych relacji międzyludzkich, koniec świata dzików, koniec świata antybiotyków, koniec świata poezji, koniec tlenu w powietrzu. 

Godzilla potrzebna jest, żeby przerwać ten szaleńczy bieg. Nie dostrzegamy, że optymalna dla świata jest ściśle  określona perspektywa, poza którą wcale nie jest potrzebny kolejny nowy model iphone'a, internetowe cacko do rozbierania nas ze skóry czy supra modele do wynajdywania bakterii w porannej kanapce.

Czy zdajemy sobie sprawę, że niedługo zniknie z encyklopedii słowo "śnieg", "łąka", "papier"? Tylko z tyłków będzie nam leciał ten sam kał i jak 2,000 lat temu prawie to samo słońce będzie żałośnie oświetlało popisy cudzołożników, morderców, oszustów i im podobnych?

Ja chcę posłać Godzillę tylko po to, żeby jeszcze było zielono, żeby nie było za gorąco, żeby ludzie się kochali, żeby firmy się nie oszukiwały, żeby nie trzeba pracować w korporacjach w weekendy, itd, itp.

A więc Godzillo, przybywaj! Zanim jednak Godzilla się zjawi, może jest tu ktoś, kto się zgodzi, że postęp techniczny jest nudny, że sztuczna inteligencja jest persona non grata, że machine learning to sztuka dla sztuki, a zarządzanie procesami można włożyć do lamusa?

Może pora rozpalić stosy, otworzyć sklepy z biczami pokutnymi, zasłonić tarczę słońca, żeby lepiej zobaczyć tu i teraz? Zacznijmy się prześcigać w pomysłach na to, co i jak można powstrzymać. Stąd do dobrej wieczności może nas doprowadzić wyłącznie uwstecznienie, a nie postęp. A jak ktoś będzie chciał zrobić konkurencję koledze Gwiazdowskiemu, zakładajmy partię "Normalność". Uwstecznienie ma być po to, żeby odwrócić to, co pędzi za szybko. A potem ma już być normalnie. Czy nie tego chcemy?

Perfekcjonizm i ciągłe doskonalenie zaciera nam oczy na przeciętność, dla której też powinno być miejsce. W trakcie jednego z audytów zauważyłem, że firma kalkulując koszty liczyła niewykorzystane zdolności produkcyjne od MAKSYMALNIE zaangażowanego potencjału, jakby nie zważając że są urlopy, remonty, awarie, etc. I nawet jak chlusnąłem po oczach, żeby zmieniła ten model na bardziej normalny, odparła, że to zaburzy porównywalność między okresami. Czy z postępem technicznym i różnymi nowomodnymi teoriami nie jest też tak, że to one nas napędzają jak by ogon napędzał psa? Że imperatyw wyścigu z innymi nie pozwala nam wypiąć z gniazdka zasilacza, nawet jak za chwilę nastąpi zwarcie i spali się cała chałupa razem z nami?

Godzilllooooooooooooo!

W blogu Spostrzeżenia 2019/02/17 - 11:01 Źródło

Nasz kolega, gdy awansuje na szefa, zaczyna zachowywać się inaczej. Na przykład stał się pryncypialny, ma mniej wątpliwości i empatii. Dlaczego? Politycy, kiedy są w opozycji i wypowiadają się na tematy bliskie obywatelom, najczęściej mówią rzeczy dla nich akceptowalne? Natomiast kiedy są u władzy, często, mówią i robią rzeczy, które obywatelom trudno zaakceptować? Dlaczego? Czasami myślimy sobie, że oni „głupieją”. Mówimy, że woda sodowa uderza im do głowy itp. Zjawisko nie jest jeszcze dobrze poznane, ale jest już rozpoznane i w pewnym sensie wytłumaczalne – co nie znaczy, że akceptowalne (!).

Na gruncie polityki, próbował badać je David Owen (2009r). Szybko zauważono, że dokładnie te same mechanizmy funkcjonują w przypadku funkcji kierowniczych w całym życiu społecznym, a więc w biznesie również. Nadano mu nazwę: Zespołu Hubrisa (ZH) lub Syndromu Pychy. Przypisać go można osobie która: 1. postrzega świat jako miejsce służące własnej chwale poprzez użycie władzy; 2. skłania się do działań służących przede wszystkim wzmocnieniu osobistego wizerunku; 3. w stopniu nieproporcjonalnym do sytuacji dba o swój wizerunek i prezentację; 4. wysławia się z mesjanistyczną żarliwością i uniesieniem; 5. jednoczy się z narodem lub organizacją; 6. podczas rozmów używa formy pluralis majestatis „my”; 7. ujawnia nadmierną pewność siebie; 8. okazuje wyraźne lekceważenie innym; 9. czuje się odpowiedzialna tylko wobec wyższej instancji (historii lub Boga); 10. niezachwiane przeczuwa, że ta wyższa instancja odda mu sprawiedliwość; 11. traci kontakt z rzeczywistością; 12. skłonna jest do niepokoju i podejmowania impulsywnych działań; 13. dopuszcza prawość moralną, by odsunąć rozważanie względów praktycznych kosztów i rezultatów; 14. przejawia niekompetencję, lekceważąc praktyczne aspekty uprawiania polityki/zawodu.
Wystarczy zaobserwować trzy z wyżej wymienionych postaw by mówić o Zespole Hubrisa, jeżeli w śród tych trzech, będzie przynajmniej jedna z następujących: 5;6;10;12;13. Wyłączając wyjątki, czy można być skutecznym przywódcą, jednocześnie nie przejawiając cech ZH? Tego, niestety, nie wiem. Być może jest tak, że rezygnując z pychy, pogarszamy swoje walory przywódcze? Być może ZH to tylko zbędny balast, niesiony nieświadomie i ze szkodą?
W blogu Spostrzeżenia 2019/02/15 - 09:58 Źródło

W tzw. „czasach nowoczesnych” rośnie znaczenie rozwiązań B-B, które są również coraz powszechniej wykorzystywane w prowadzeniu ksiąg rachunkowych. Ponieważ czas biegnie dość szybko, więc coś, co kiedyś było nowoczesne stało się już tradycyjne. Jakie zadania wypełnia tradycyjne, a jakie „nowoczesne” B-B.
A więc tradycyjne B-B zapewnia:

  • Dostęp on-line do ksiąg i raportów;
  • Możliwość przesyłania dokumentów drogą elektroniczną;
  • Dostęp do pulpitu zapewniającego przeróżne statystyki;
  • Bazę wiedzy/ dane historyczne.

Tradycyjne B-B to B-B „martwe”, gdzie królują dane, „elektronika” i statystyki. Nowoczesne B-B, to B-B interaktywne, B-B analityczne i B-B cyfrowe. Interaktywność B-B wyraża się przede wszystkim  poprzez podpięcie różnej maści czatów, blogów etc, które umożliwiają błyskawiczną odpowiedź na nurtujące biznes pytania. W dzisiejszych czasach przy konstruowaniu rozwiązań biznesowych niezwykle ważne jest, ażeby uwzględniały one bezpieczne i sprawdzone wybory. Żal na przykład „wpakować się” w ryzykowny schemat podatkowy lub w relację biznesową, która okaże się niebezpieczną karuzelą. W interaktywnym B-B można o te sprawy szybko zapytać, albo też usługodawca poprzez dostępne narzędzia zidentyfikuje ryzyka i poinformuje w porę klienta.
B-B analityczne niewątpliwie i słusznie kojarzy się dziś z rozwiązaniami kontrolingowymi. Po oddaniu ksiąg na zewnątrz przyszedł czas na kontroling. Analityczny usługodawca jest już w stanie dostarczyć nie tylko raporty dla GUS i ZUS, ale również narzędzia do zarządzania firmą. Analityczne B-B zadba również o raporty związane z bezpieczeństwem i cyberzagrożeniami, podpowie, kto „interesuje się” daną firmą. W B-B można z powodzeniem podpiąć czujniki, które w trybie on-line informują o krytycznych zidentyfikowanych zjawiskach, czegokolwiek miałyby dotyczyć. Tak więc pora przestać już dopytywać i martwić się, co mi zagraża – system sam „zadba”, żeby na czas poinformować o tym, co powinno leżeć na sercu.
B-B cyfrowe wymusiły oczywiście zmiany regulacyjne. W tym przypadku B-B zapewni odpowiednią konwersję plików sprawozdań finansowych, zadba o ich podpis i ewentualną akceptację biegłego rewidenta. B-B odkoduje tzw. XML i sprawdzi, czy transmisja do sądowych baz danych odbyła się jak należy. To również sprawna obsługa jpk, ZUS i pozostałych wymagań regulacyjnych.
Co więc czeka B-B w najbliższej przyszłości? Na pewno dalsze otwarcie na sztuczną inteligencję. Szczególna rola będzie tutaj przypadała różnym rozwiązaniom „przepowiadającym” przyszłość i rysującym alternatywne rozwiązania do ich dalszej analizy. 

W blogu Spostrzeżenia 2019/02/08 - 14:01 Źródło
Po licznych politycznych awanturach o sprawy n-rzędne z punktu widzenia funkcjonowania państwa, zaczęły się awantury o to kto zaczął awantury i awanturował się bardziej. Moim zdaniem nieważne kto pierwszy zaczął i kto gorzej się zachowywał. Ważne, żeby jedni i drudzy przestali. Ale właśnie zaczęli się kłócić o to, kto pierwszy powinien przestać. Dlaczego po prostu nie przestaną? Zrozumienie przyczyn ułatwia zrozumienie skutków!

 
Przyczyną jest to, o co oni walczą. O wizję Polski? To niby z miłości do Polski dwóch konkurentów zaczyna się nienawidzić – jak z miłości do dziewczyny, której dobra pragną i każdy uważa, że to on właśnie jej zapewni to dobro? Walczą o jej „posag”. O to, kto będzie nim władał. Czyli o spółki partyjne, nazywane przez nich spółkami skarbu państwa. I jedni i drudzy uważają, że „strategiczne” – czyli największe, czyli mające najwięcej pieniędzy – muszą pozostać „państwowe”, czyli partyjne. By to oni mogli o nich decydować. Gangsterzy też strzelają do siebie nie z powodu sporu o jakość kokainy, tylko o to kto nią będzie handlował.
I to trzeba zmienić. Będzie mniej powodów do nienawiści. Idea prywatyzacji została mocno skompromitowana z powodu tego jak była robiona. Więc trzeba zrobić uwłaszczenie.
Po roku od uchwalenia ustawy (żeby niektórzy mogli się zdecydować na dziecko) każdy obywatel – bez względu na wiek (z noworodkami włącznie) – otrzyma na rachunek inwestycyjny otworzony przez niego w Banku Gospodarstwa Krajowego równą liczbę akcji „strategicznych” spółek skarbu państwa. Będą mogli wykonywać z nich prawo głosu na walnych zgromadzeniach akcjonariuszy (zgromadzenia mogą odbywać się internetowe), powoływać rady nadzorcze, które powołają zarządy i otrzymywać co roku dywidendę. Będzie zachęta, żeby nie głosować na polityków, których działania powodują, że dywidenda może być niższa. A troska o wysokość tej dywidendy może połączyć hejterów z obu stron. Bo przecież każdy otrzyma dywidendę taką samą. Nieważne „nasz” czy „nie nasz”, zwolennik aborcji, czy jej przeciwnik. Skoro obywatel może współdecydować, kto będzie rządził całym krajem, to dlaczego miałby nie móc współdecydować, kto będzie rządził jakąś spółką? Że obywatele są na to za głupi? To powiedzcie proszę to swoim wyborcom wprost. Ja swoim mówię, że nie są. Jak uwłaszczano chłopów też niektórzy mówili, że nie będą potrafili gospodarstw prowadzić.
A prawdziwe „interesy państwa” w strategicznych obszarach gospodarczych to państwo zapewni sobie ustawowo – jako „imperator”. Mieszanie „imperium” z „dominium” to bomba! Bo jak ma „imperator” reagować na to co dzieje się w „dominium” skoro to jego własne „dominium”?

W blogu Spostrzeżenia 2019/01/30 - 10:10 Źródło
Sztuka networkingu i sposoby nawiązywania kontaktów zmieniają się za każdym razem kiedy powstają nowe sposoby komunikacji. Wszyscy pamiętamy emocje, jakie niosły za sobą pojawienie się na rynku aplikacji tj. Snapchat, Tinder czy FB Messenger. Jeśli zależy Ci na sukcesach i rezultatach, zawsze warto pamiętać o podstawowych zasadach budowania sieci kontaktów. W tym artykule nie opowiem Ci o nich, bo jest mnóstwo innych źródeł, w których możesz przeczytać o tym, jak przygotować wizytówki, jakie pytania zadawać dołączając się do rozmówcy i dlaczego warto pisać notatki po spotkaniu. Zwrócę Ci uwagę na osoby, które być może są w Twoim otoczeniu, na tzw. Super Connectorów.
Zakładam, że wiesz już, czym jest networking i uczestniczyłeś w spotkaniach wymiany kontaktów. Znasz mnóstwo ludzi osobiście, z kolei niektórych wyłącznie internetowo. Nie jest niczym dziwnym, że masz setki, a nawet tysiące znajomych na LinkedIn i Facebook, które mogą sprawić, że Twój social-mediowy świat jest tak niechlujny i hałaśliwy, jak zatłoczona impreza w wielkomiejskim klubie pełnym nieznanych Ci osób. Dlatego też wiedza Super Connectora jest bezcenna.
Rozwój technologiczny i gospodarczy z każdym rokiem przyspiesza, a tym samym łatwiej nam dotrzeć do wiedzy i informacji. Kiedyś trzeba było siedzieć nad książkami w bibliotece przez wiele godzin, a dziś wystarczy, że w parę sekund wyjmiesz smartfona z kieszeni i masz dostęp do praktycznie każdej informacji.
Miliardy osób łączy się teraz w internetowe sieci społecznościowe i każdy uważa się za eksperta.
ZGODNIE Z WYSZUKIWANIEM TWITTERA NA STRONIE FOLLOWERWONK.COM 180 000 OSÓB IDENTYFIKUJE SIĘ JAKO GURU MEDIÓW SPOŁECZNOŚCIOWYCH, EKSPERT, NINJA W DANYM TEMACIE.
Tysiące ludzi opisuje siebie jako „networker”. Jeszcze kilka lat temu na palcach u rąk można było policzyć ile osób miało ponad 500 znajomych na LinkedIn. Dziś w gronie aktywnych przedsiębiorców rzadko spotyka się osobę, która ma mniej niż 500 znajomych w sieci, co nie zawsze odzwierciedla prawdziwą wartość listy kontaktów.
Chęć oszczędności czasu, odsiania ziarna od plew w kontekście przydatności biznesowej wyjaśnia pojawienia się we współczesnej gospodarce bytu, który nazywamy Super Connector.
W rzeczywistości Super Connectorzy działali od momentu powstania mediów, łącząc pomysłowych ludzi ze środowiskami inwestorskimi lub przedsiębiorców z klientami. W erze cyfrowej, łatwiej niż kiedykolwiek jest nawiązać kontakt z dowolną osobą w sieci i stać się łącznikiem dla naszych znajomych w dotarciu do określonej osoby – jest to tak łatwe, że potrzebujemy pomocy w filtrowaniu szumu networkingowego jaki powstał.
SUPER CONNECTOR TO OSOBA, GRUPA LUB TECHNOLOGIA, POSIADAJĄCA ZAUFANIE DUŻEGO GRONA LUDZI, MA MOŻLIWOŚĆ BEZPOŚREDNIEGO KONTAKTU Z NIMI I DBA O ZYSK KAŻDEJ ZE STRON. TE TRZY SKŁADNIKI POZWALAJĄ NA ŁATWIEJSZE I SKUTECZNIEJSZE MODEROWANIE POŁĄCZENIEM OSÓB LUB FIRM ZE SOBĄ.
Tradycyjne wskazówki dotyczące networkingu sprowadzają się najczęściej do wylistowania wydarzeń, w których biorą udział osoby, z którymi chcesz się spotkać i rozdawaniu w ich trakcie swoich wizytówek. Bądź we właściwym miejscu, przygotuj dobry elevator pitch i bądź asertywny wobec osób proszących o pomoc - według mnie teraz to już nie wystarczy. Z drugiej strony, doświadczeni networkerzy proponują bardziej skuteczne podejście: „Budowanie sieci kontaktów polega na budowaniu relacji, które są autentyczne i szczodre” mówi Keith Ferrazzi autor książki „Never Eat Alone”. Dobrze znany wszystkim termin „networking” według mnie został dziś zdeprecjonowany do poziomu „szperacz wizytówek”. Gdy obserwuję osoby na spotkaniach networkingowych, to w wielu przypadkach dla uczestników tych wydarzeń liczy się ilość wizytówek, a nie ich jakość; chciwość, a nie hojność co dalej prowadzi do chaosu i demotywacji uczestnika, bo angażuje swój czas, a nie realizuje własnych celów biznesowych.
Miałem przyjemność obserwować wielokrotnie Super Connectorów w działaniu na spotkaniach biznesowych. To osoby, które najczęściej prowadzą własną firmę, klub biznesu bądź pełnią funkcję menadżerską i znają tych, których trzeba, a jeszcze więcej osób zna ich, bo kiedyś im pomogli lub podpowiedzieli rozwiązanie problemu, które zadziałało u kogoś z ich otoczenia.
DLA TYCH Z WAS, KTÓRZY CHCĄ WYKORZYSTAĆ MOC SUPER CONNECTORA JEST PROSTA FORMUŁA: ZAMIAST PROSIĆ O RZECZY, DAWAJ WARTOŚĆ!
Rafał, prowadząc własną firmę zajmującą się tłumaczeniami, był stałym członkiem kilku organizacji biznesowych w Warszawie, zrzeszających po kilkudziesięciu przedsiębiorców. Uczestnicząc regularnie w ich spotkaniach łączył swoją osobą co najmniej dwie zorganizowane sieci kontaktów. Dawał im tym samym wielką wartość na dużą skalę, za co został wielokrotnie nagrodzony pozyskując wiele zleceń dla własnej firmy.
Innym przykładem jest Robert, który nie prowadzi własnej firmy, ale pracuje jako menadżer na rzecz kilku uzupełniających się grup biznesowych. Jego głównym zadaniem jest budowanie relacji z właścicielami firm, którzy potrzebują PR, marketingu, zwiększenia sprzedaży lub uzyskania przewagi konkurencyjnej w swojej branży. Jest rozpoznawalny i skuteczny w tym co robi, dlatego każdej firmie, którą bierze pod swe skrzydła jest w stanie zaproponować spersonalizowane korzyści biznesowe z koszyka usług wszystkich organizacji, na rzecz których aktywnie działa.
Natomiast Elżbieta przez wiele lat organizowała spotkania i konferencje dla biznesu. Obecnie w województwie lubelskim prowadzi Klub Odpowiedzialnego Biznesu i wspiera aktywne firmy lokalne. Każdy członek KOB może liczyć na bezpośrednie zaangażowanie jego założycielki w umożliwienie poznania przedsię- biorców z wielu branż, do których ona sama ma pełne zaufanie.
Powyższe przykłady osób różni na pewno typ osobowość i tempo działania, ale łączy umiejętność zjednywania do siebie licznych grup ludzi i skuteczność w działaniu. Działają w różnych częściach kraju i przez wiele lat pracowali na markę osoby, która „zna wszystkich” dzięki czemu wiele drzwi biznesowych stoi przed nimi otworem.
Jeśli jesteś przedsiębiorcą, któremu zależy na wejściu do kręgu osób decyzyjnych i otrzymaniu bardziej zyskownych zleceń, ale nie masz czasu na udział we wszystkich spotkaniach networkingowych, warto abyś poszukał w najbliższym otoczeniu Super Connectora. Zainwestuj we współpracę z nim, a być może już po pierwszym spotkaniu otworzą się dla Ciebie możliwość biznesowe, do których wcześniej nie miałeś dostępu.
 
Reguła 4s
Należąc do grona Super Connectorów w Polsce i prowadząc kilka projektów biznesowych, mam stosunkowo mało czasu, więc staram się pracować z przedsiębiorcami według reguły 4S.
 
Strategia
Współpraca zaczyna się od opracowania „strategii” działania w oparciu o dostępną sieć kontaktów. Podejście do networkingu nie na zasadzie wielu przypadkowych sytuacji, z których może kiedyś coś wyjdzie, ale jak do kanału sprzedaży, w którym określane i mierzone są parametry do ewaluacji.
Skondensowanie
Druga reguła to „skondensowanie” zadań i miejsc do działania. Osoby przychodzące do Super Connectora po poradę nie chcą już poświęcać swojego cennego czasu na udział w śniadaniach wymiany kontaktów i konferencjach, z których nic później nie wynika. Chcą otrzymać konkret: Gdzie mają być? Po co? Kogo mogą tam poznać, co przybliży ich do realizacji celu?
Skuteczność
Trzecią regułą jest „skuteczność” w działaniu i pilotowanie tematów do końca. Wiele transakcji biznesowych często nie dochodzi do skutku, ponieważ osobie pilotującej brakuje determinacji oraz umiejętności egzekwowania zobowiązań i terminów, na które strony się wspólnie umówiły. Super Connector mając często interes finansowy między wykonawcą, a zamawiającym przejmuję rolę osoby pilotującej temat, aby każda ze stron była maksymalnie zadowolona, również ze współpracy z nim.
Sprzedaż
Ostatnią, najważniejszą regułą, jest „sprzedaż”. Dlaczego? Ponieważ jest główną miarą naszej skuteczności. Bez sprzedaży, trudno mówić o długoterminowej współpracy, która opłaca się każdej ze stron. Super Connector wie jedno: jeśli ludzie, którymi się otacza zarabiają pieniądze, to i on będę je zarabiał. Tym bardziej, jeśli swoją pracą, kontaktami i zaangażowaniem przyczynia się do tego w oparciu o zaufanie i wzajemny szacunek.

Powyższe reguły są przepisem działalności Super Connectorów, do których Ty również masz dostęp. Być może z jakiegoś powodu nie postrzegałeś tego w ten sposób, ale od dziś mam nadzieję, że to się zmieni.
Autor: Sławomir Stańczuk

  • Założyciel i Prezes Zarządu Polish Business Club.
  • Pomysłodawca portalu CluB2B.pl – Społeczność Ludzi Biznesu
  • Członek Zarządu Stowarzyszenia Młodych Przedsiębiorców „Young Business Club”
  • Absolwent wydziału Informatyki na Polsko-Japońskiej Akademii Technik Komputerowych w Warszawie.
W blogu Spostrzeżenia 2019/01/30 - 10:10 Źródło

Działalność gospodarczą prowadzi się dla zysku! Ludzie nie zakładają spółek, żeby stworzyć miejsca pracy. Oni chcą zarobić. Skoro więc połowa z nich nie płaci w Polsce podatku dochodowego CIT, bo nie osiąga zysku, tylko stratę, to znaczy, że prowadzą działalność charytatywną? Czy może ich realny zysk jest w kosztach podatkowych?
Atrakcyjność danego kraju jako miejsca prowadzenia działalności gospodarczej zależy od:

  • zasobów naturalnych
  • zasobów ludzkich (ilość i jakość)
  • położenia geograficznego (odległość od szlaków handlowych, źródeł zaopatrzenia i rynków zbytu)
  • kosztów energii
  • infrastruktury technicznej (drogi, kolej, lotniska i porty)
  • infrastruktury prawnej

Nie ma dobrych podatków – jak pisał Jean Baptiste Say. Wszystkie są złe. Ale niektóre są gorsze od innych. Podatek przychodowy od spółek, który proponujemy, to bardzo zły podatek. Ale lepszy od podatku dochodowego od tych spółek i w szczególności lepszy od podatku dochodowego od wynagrodzeń osób fizycznych – szczególnie młodych ludzi wchodzących w wiek produkcyjny i reprodukcyjny – który postulujemy zlikwidować. Ale jakieś podatki do skarbu państwa płynąć muszą – choćby na emerytury, do wypłaty których państwo się zobowiązało. Ciąg dalszy wpisu  http://www.businessdialog.pl/profiles/blogs/czy-na-pewno-za-o-y-e-szlafmyc
Za dostęp do tych zasobów trzeba płacić! Jak się w jakimś kraju wydobywa surowce, to się płaci podatki od kopalin! Więc jak się w jakimś kraju chce mieć dostęp do jego zasobów ludzkich, infrastrukturalnych i renty geograficznej, to też powinno się za to zapłacić. Trzeba tylko i wyłącznie skalkulować odpowiednio rentowność działalności i w marżach uwzględnić także koszty podatkowe! Bo podatek jest kosztem prowadzenia działalności w danym kraju – podobnie jak zapłata dla dostawców i pracowników. To nie jest skomplikowane.

Podobno jak ktoś inwestuje, to nie powinien płacić podatku, bo nie ma zysków, a tworzy miejsca pracy i zatrudnieni przez niego ludzie płacą podatki dochodowe i konsumują, więc płacą też podatki pośrednie. Ale przecież z jakichś powodów ten ktoś inwestuje właśnie w tym, a nie w innym miejscu! Może zainwestować na Kajmanach. Może tam zbudować sieć dyskontów, fabrykę AGD, czy nawet samochodów. Ale przecież nie buduje ich na Kajmanach gdzie nie ma podatku dochodowego, tylko akurat w Polsce. Dlaczego? Właśnie dla tych zasobów, które są w Polsce, a których nie ma na Kajmanach. Jak opodatkujemy go w Polsce, to przeniesie się ze sklepami lub fabryką AGD na Kajmany? Do raju podatkowego można przenieść znak towarowy, co zwiększy koszty i zmniejszy dochody, a nie przychody.
Podatku CIT nie płaci 66% działających w Polsce spółek – mają one stratę podatkową. Co ciekawe, bez względu na to, ile wynosiła stawka podatku CIT, przychody Skarbu Państwa z tego podatku nie przekraczały 0,5% przychodów osiąganych przez podatników tego podatku! I to bez względu na to, czy stawka wynosiła 40% (jak w latach 1992-1996) czy 19% – jaka jest obecnie. Czy to nie znamienne? Jednak to właśnie podatek CIT uznany został za szczyt rozwoju myśli podatkowej. Wszystko się zmienia coraz bardziej i coraz szybciej we współczesnym świecie, a podatki już się mają nie zmieniać? Podatki dochodowe to złe podatki, a nie dobre i nie nowoczesne. W zmieniającej się szybko rzeczywistości są już one wręcz przestarzałe.
Zacznijmy od tego, że przychód jest kategorią ekonomiczną – to jest wartość sprzedaży netto. Sprzedaż jest czynnością prawną ale odzwierciedlającą zdarzenie gospodarcze. Ukrywanie sprzedaży – nie wystawianie faktur – jest prostym przestępstwem. Natomiast dochód jest kategorią jurydyczną – bo kategorią jurydyczną są koszty uzyskania przychodu. A dochód to ekonomiczny przychód pomniejszony o koszty jego uzyskania, zdefiniowane nie ekonomicznie tylko prawnie. To przepis prawa, a nie zdarzenie gospodarcze, rozstrzyga dziś, co jest, a co nie jest kosztem uzyskania przychodu – ergo rozstrzyga o tym jaki jest dochód. Żeby nie móc robić trików z interpretacją na gruncie podatkowym umowy sprzedaży, możemy specjalnie w tym celu zdefiniować pojęcie „transakcji handlowej” i to ona będzie podstawą rozliczeń między kontrahentami i między nimi a fiskusem.
Gdybyśmy chcieli być konsekwentni i stworzyć wszystkim takie same warunki, powinniśmy uznać, że dla pracownika uzyskującego przychód z tytułu zatrudnienia w jakiejś spółce, kosztem jego uzyskania jest wszystko co służy mu utrzymaniu się w zdolności do uzyskiwania tegoż przychodu – jedzenie, picie, ubranie, mieszkanie, dojazd do pracy, mycie się itp. Dla pracujących w korporacji kosztem powinien być nawet zakup nie tylko zwykłego ubrania, ale garnituru/garsonki i odpowiedniej ilości koszul/bluzek. Ale jakoś nikt na to nie wpadł, żeby w ten sposób określać koszt uzyskania przychodu z tytułu wynagrodzenia. Może dlatego, że to bez sensu?
Wszystkim, którzy narzekają na rujnujące firmy konsekwencje podatku przychodowego zwrócę nieśmiało uwagę, że takiej „Biedronce” już zdarzało się płacić w Polsce podatek CIT w wysokości prawie 1% osiągniętego przychodu ze sprzedaży (np. w roku 2011). Zapłaci więc i 1,5%, gdy nie będzie musiała ponosić ryzyka związanego z ustalaniem kosztów będących lub nie będących kosztem uzyskania przychodu, zatrudniać specjalistów od cen transferowych i prowadzić podwójnej księgowości. Od razu wyjaśnienie: przyjęło się uważać, że „podwójna księgowość” to określenie działalności nielegalnej. Tymczasem jest to działalność nie tylko legalna, ale wręcz konieczna. Księgowość zarządcza i podatkowa to są dwie różne rzeczy.
Padają argumenty, że podatek ten łatwo ominąć. Być może, aczkolwiek wątpię – o czym będzie za chwilę. Ale co za różnica, czy nie płaci się podatku dochodowego, czy nie będzie się płaciło przychodowego? Podatek przychodowy nie jest dobry dla tych, którzy dziś nie płacą podatku dochodowego, tylko dla tych którzy go płacą. Ci, którzy prowadzą działalność gospodarczą charytatywnie, bo ciągle mają straty, w dalszym ciągu będą mogli to robić.
Podobno przedsiębiorstwa będą się łączyły w struktury pionowe, by wyeliminować szczeble, które wystawiają faktury i które byłyby opodatkowane podatkiem przychodowym. Ale ponieważ stawka tego podatku będzie w granicach 1-2%, to cała operacja, ze względu na skomplikowanie struktury operacyjnej i niejednoznaczność zarządczą w znacznej większości przypadków zniechęci do takiego działania. W przedsiębiorstwach postępuje obecnie outsourcing szeregu procesów. Oszczędności, wynikające z takiego rozwiązania niosą ze sobą wynoszą 15, 20, a nawet czasem 30%. Dlatego podatek 1-2% nie zahamuje tego procesu ani nie spowoduje procesów odwrotnych.
Podobno jeśli obciążymy sprzedawców podatkiem od przychodów, to nasze produkty, wytwarzane w Polsce, będą droższe od importowanych. Przypomnę, że mówimy o hipotetycznym podniesieniu ceny o 1-2% versus znacznie wyższe koszty wytwarzania we wszystkich innych krajach, poza krajami Azji i Afryki. Ale wówczas dochodzą koszty transportu. Więc te 1-2% doliczane do ceny, gdyby to miało nastąpić w ten sposób, że każdy wytwórca w Polsce doliczy do swojej ceny ten nowy podatek, to jest to tak mały poziom wrażliwości dla kształtowania ceny, że aż nie wart rozważania.
Funkcja dochodów podatkowych państwa to funkcja liniowa pierwszego stopnia:
Wp = sP x d
d = (p – k)
Wp = Sp x (p – k)
gdzie:
Wp – wpływy podatkowe; sP – stopa podatkowa; d – dochód; p – przychód; k – koszty
My proponujemy nadanie funkcji dochodów podatkowych państwa następującą postać:
Wp = Sp x p
Proszę wziąć pod uwagę, że pozycja „k” (koszty) to nieograniczona ilość pozycji kwalifikowanych. Podatnik musi prowadzić dwie księgowości – zarządczą i podatkową, gdyż głównym imperatywny jest dla niego zarządzanie pozycją „k”. Jest to całkowicie kontrproduktywne. Służy jedynie eliminowaniu ryzyka prawnego, że coś zostanie doliczone, albo wyłączone z „k”. Dlatego proponujemy zlikwidować „k” – aby ograniczyć koszty zarówno dla podatnika jak i dla państwa i wykluczyć ryzyka prawne po stronie podatnika, które też mają swoją „cenę”.
Ale reforma podatkowa musi być kompleksowa – zgodnie z teorią szwedzkiego socjalisty – Gunara Myrdala, nota bene laureata nagrody Nobla z ekonomii z 1974 roku, którą otrzymał wraz z przedstawicielem liberalnej szkoły austriackiej – Friedrichem Hayekiem. Podatnicy coś tracą, ale też coś zyskują: Biedronka zatrudnia około 47 tys. pracowników. Zmiana systemu opodatkowania ich pracy sprawi, że średnio za każdego zapłaci ona ok. 75 zł miesięcznie mniej. Rocznie da jej to oszczędności rzędu 40 mln zł z tytułu samych kosztów zatrudnienia. Nie wiem ile Biedronka wydaje na doradców podatkowych – ale po zmianach będzie wydawała znacznie mniej. Podobnie będzie z personelem zajmującym się rozliczeniami składek i podatków pracowników. Dziś podstawą wymiaru składek ubezpieczeniowych – emerytalnych, rentowych, chorobowych, wypadkowych, zdrowotnych, pracy i gwarantowanych świadczeń pracowniczych jest kwota wynagrodzenia brutto. Nie interesuje ona ani pracownika, ani pracodawcy. Pierwszy otrzymuje dużo mniej, drugi wydaje więcej. Razem jest osiem różnych tytułów, które albo obniżają wynagrodzenie pracownika, albo zwiększają koszt pracodawcy. Ale to dopiero początek komplikacji. Składka na ubezpieczenie emerytalne wynosi 19.52% podstawy wymiaru. Połowę, czyli 9.76% płaci pracownik, drugą połowę pracodawca. Ale czy ktoś, kto nie prowadzi działalności gospodarczej płaci składkę emerytalną? Nie! Całość płaci pracodawca, tylko że połowę odlicza od kwoty wynagrodzenia brutto, a drugą połowę dodaje – to tak pewnie dla ułatwienia. Podobnie jest ze składką na ubezpieczenie rentowe, tylko rozkład procentowy jest inny. Składka wynosi 8% podstawy wymiaru, ale 6.5% przypada na pracodawcę, a 1,5% na pracownika. Składkę chorobową w wysokości 2,45% płaci tylko pracownik, a wypadkową – w wysokości od 0,40% do 3,60% (w zależności od wypadkowości branży) – pracodawca. Składki na fundusz pracy w wysokości 2,45% i fundusz gwarantowanych świadczeń pracowniczych w wysokości 0.1% płaci pracodawca. Po potrąceniu od wynagrodzenia brutto składek na ubezpieczenia społeczne otrzymujemy podstawę wymiaru składki na ubezpieczenie zdrowotne. Wynosi ona 9%.
A na koniec trzeba obliczyć zaliczkę na PIT. W przypadku wynagrodzenia mieszczącego się w pierwszym progu podatkowym wynosi ona 18% podstawy opodatkowania. Podstawą opodatkowania jest wynagrodzenie brutto pomniejszone o składki na ubezpieczenia społeczne i o określoną ustawowo kwotę kosztów uzyskania przychodu. Ale od obliczonej w ten sposób zaliczki na podatek dochodowy odejmuje się składkę na ubezpieczenie zdrowotne – jednak nie w pełnej wysokości 9% tylko w wysokości 7.75%. Płacimy więc zaliczkę 18% na PIT, ale w tej kwocie jest już składka na ubezpieczenie zdrowotne. Jednak nie cała, którą możemy odliczyć! Niektórzy pracownicy mają urlop, raz płatny, raz bezpłatny, niektórzy chorują sami, inni opiekują się chorymi dziećmi i też mają zwolnienie lekarskie. Nie wiem ile dokładnie płaci za to Biedronka, ale średnia stawka firm zajmujących się zewnętrzną rachubą płac wynosi ok. 50 zł. za pracownika miesięcznie. Nie trudno policzyć, że przy 47 tys. pracowników Biedronka ociera się o koszt 30 mln zł rocznie (to jest 10% podatku, który płaci). Podatek od funduszu wynagrodzeń obliczy jedna osoba!
Biedronka wyeliminuje też ryzyko naliczenia jej wstecz podatku wraz z odsetkami na skutek zmiany interpretacji co jest, a co nie jest kosztem uzyskania przychodu (wyeliminuje też ryzyko zastosowania niewłaściwej stawki podatku VAT – bo kompleksowe zmiany prawa podatkowego zakładają ujednolicenie tych stawek, ale to odrębne zagadnienie).
I dlatego pozwolę sobie postawić odważną tezę, że Biedronka nie przeprowadzi integracji pionowej – to znaczy nie kupi kutrów, nie zatrudni rybaków, nie kupi też zakładów przetwórstwa rybnego, producenta linii do pakowania ryb w puszki, huty produkującej blachę na te puszki, ani kopalni rudy, z której w hucie produkuje się stal na te puszki, żeby sprzedawać u siebie w sklepach makrelę w puszkach!
I jeszcze pozwolę sobie postawić drugą tezę, że Jeronimo Martins nie zrobi w Biedronkach sprzedaży komisowej puszek z rybami, żeby zapłacić jedynie 1-2% podatku od przychodu z pośrednictwa komisowego. A jak tak zrobi, to producent rybek w pusze zapłaci 1-2% od ceny komisowej otrzymanej z Biedronki. I nie będzie prowadzić u siebie komisu ze sprzedażą puszek do rybek. Producenta tych puszek też raczej nie kupi – nie mówiąc już o hucie produkującej blachę na te puszki.
Jan Statystyczny ma dziś wynagrodzenie netto 2.850 zł. Przyjmijmy, że je wydaje w całości. Po uwzględnieniu zakupów towarów i usług z różną stawką VAT statystyczna stawka VAT wynosi 16%, czyli jego siła nabywcza netto wynosi 2.456,50 zł. Przyjmijmy dla uproszczenia, że dobra kupowane przez Jana dostarczane są przez jedynego producenta wszystkiego – nazwijmy go Wielkim Narodowym Championem (WNCH) – który wszystko sprzedaje we wspominanej Biedronce. Jeśli cena netto w sklepie wynosi 2.456,50, a marża sklepu jedynie 1% (dlatego podobno nie może płacić podatku przychodowego w wysokości wyższej) to nasz Wielki Narodowy Champion musi sprzedać to wszystko, co ma kupić Jan Statystyczny za 2.432,20. Przyjmijmy teraz dla uproszczenia, że ma on dziesięciu dostawców. Każdy z nich ma po trzech kolejnych, a każdy z tych trzech po 2 dalszych, z których każdy ma jeszcze jednego. Dalej upraszczając przyjmijmy, że wartość sprzedaży każdego z nich jest taka sama, że każdy dokłada 10% wartości do tego co sam nabył i też „jedzie” na marży 1%. Jeśli każdy z nich „dołoży” po zmianie systemu podatkowego 1% do swojej ceny sprzed zmiany, to cena netto wzrośnie w Biedronce z 2.456,50 netto na 2.502 zł. O 45,50 zł. Jeśli VAT po zmianie systemu będzie wynosił 20%, to cena brutto wyniesie 3.002 zł. A wynosiła 2.850 zł. Wzrośnie o 152 zł.
A teraz druga strona medalu: po likwidacji PIT i składek na ZUS i wprowadzeniu podatku od funduszu wynagrodzeń w wysokości 25%, 47 tys. pracowników Biedronki otrzyma wyższą pensję netto o ponad 400 zł miesięcznie!!! Ale oni zarabiają mniej niż Jan Statystyczny. Jemu zostanie więcej – prawie o 600 zł.
Choć wszystkie podatki są przerzucalne, nie wszystkie są przerzucalne w tym samym stopniu. Decyduje o tym elastyczność cenowa popytu. Nawet, jak on się zwiększy, to nie wszystkim uda się podwyższyć ceny. Wielu nie będzie nawet próbowało – bo o klienta w dzisiejszej Polsce rywalizuje się ceną. Nie będą też musieli, bo sami zyskają na obniżeniu kosztów pracy, kosztów obsługi księgowej i prawnej i na wyeliminowaniu ryzyk podatkowych.
Ale na tym nie koniec sprzężenia zwrotnego istotnego dla gospodarki. Sami pracownicy Biedronki będą dysponować kwotą ponad 225 mln zł rocznie większą niż dotychczas. Można spokojnie założyć, że większość wydadzą w Polsce. Część pewnie w samej Biedronce. Do Skarbu Państwa wpłynie z tego powodu 45 mln zł podatku VAT (jak będzie jednolita stawka 20%) i prawie 3 mln podatku przychodowego od tych podatników, u których pracownicy Biedronki wydadzą te swoje 225 mln zł, które otrzymają extra. Z przepływem pieniędzy w gospodarce jest jak z wodą w przyrodzie. Liczy się nie tylko ile wpływa do zbiornika, ale także którędy i jak dużymi strumieniami.

W blogu Spostrzeżenia 2019/01/28 - 11:13 Źródło

Kiedy 10 lat temu powstawał Klub Dyrektorów Finansowych "Dialog", Ula Gąsior - jako wiceprezes Avivy - była jednym z założycieli. Dzisiaj jest członkiem The John Maxwell Team i ekspertem w dziedzinie przywództwa. "Stanowisko nie czyni Cię liderem, nie sprawia, że ludzie podążają za Tobą." Wspólnie zapraszamy do studium przywództwa, które rozpocznie się 14.02.
Dla Klubowiczów mamy kilka bezpłatnych miejsc, zainteresowanych proszę o kontakt.
Model Johna Maxwella "5 poziomów przywództwa" jest to praktyczny i sprawdzony na świecie i w Polsce model przywództwa, stosowany w tysiącach firm i organizacji, który daje jasny i klarowny obraz przywództwa. 
Pięć poziomów przywództwa

Prawa przywództwa według Johna Maxwella  inspirują, pokazują nowe perspektywy myślenia i działania, zmuszają do refleksji i mobilizują do zmiany.
21 praw obejmuje m.in. następujące zagadnienia:
Prawo górnej granicy: Co zależy od przywództwa i dlaczego warto rozwijać umiejętności przywódcze?
Prawo wpływu: Co to jest przywództwo i czym różni się od zarządzania? Jakie są cechy skutecznego lidera? Prawo procesu: Jak pracować nad sobą i rozwijać swoje umiejętności przywódcze?
Prawo nawigacji: Jak wyznaczać cele i angażować ludzi do ich realizacji?
Prawo wartości dodanej: Jak zbudować wewnętrzną motywację ludzi do działania? Jak najlepiej służyć ludziom?
Prawo solidnego gruntu: Jak zyskać zaufanie swoich ludzi?
Prawo szacunku: Jak zyskać szacunek swoich ludzi i zbudować osobisty autorytet?
Prawo intuicji: Co to jest intuicja i w jaki sposób wykorzystać ją?
Prawo magnetyzmu i Prawo ścisłej współpracy: Jakich ludzi przyciągamy do siebie? Jak w strategiczny sposób zbudować swój zespół i wewnętrzny krąg?
Prawo więzi: Dlaczego i jak budować więzi z ludźmi i angażować ich do współpracy?
Prawo upełnomocnienia: Jak dzielić się władzą ze swoimi ludźmi?
Prawo wizerunku: Jak dając przykład kształtować postawy i zachowania ludzi? Jak kształtować swój wizerunek?
Prawo akceptacji: Jak zyskać akceptację swoich ludzi?
Prawo zwycięstwa: Jak odnosić zespołowe zwycięstwa?
Prawo dynamiki: Jak nabierać przyspieszenia w działaniu i biznesie?
Prawo priorytetów: Jak ustalać priorytety i podnosić swoją efektywność?
Prawo ofiarności: Z czym związany jest sukces?
Prawo wyczucia czasu: Jak wykorzystać czynnik czasu?
Prawo eksplozywnego rozwoju: Jak zwielokrotniać wartość dla firmy poprzez rozwój liderów?
Prawo dziedzictwa: Jak budować sukcesję?
Stanowisko nie czyni nikogo liderem, nie sprawia, że ludzie podążają za nim. Żeby nie być samotnym spacerowiczem warto pracować nad rozwojem swoich umiejętności przywódczych.
W tym załączniku  jest broszura najnowszej edycji studium przywództwa według Johna Maxwella, którego jesteśmy partnerem. Bardzo polecamy go uczestnikom naszego serwisu Business Dialog i naszego Klubu Dyrektorów Finansowych "Dialog".  

W blogu Spostrzeżenia 2019/01/27 - 23:39 Źródło

Jest takie popularne powiedzenie, że firma to takie miejsce, gdzie całkiem przeciętni ludzie dokonują rzeczy niezwykłych. Niedawno wyszła w Polsce książka "Growing Pains. Sztuka skalowania przedsiębiorstw", w której są przekonujące dowody, że sukces firmy w długim okresie dużo bardziej zależy od doskonałości jej organizacji niż od talentów zatrudnionych liderów, menedżerów czy innowatorów. 
Wszyscy znamy wiele przykładów, gdzie mało wykwalifikowani pracownicy działając według inteligentnie przygotowanego dla nich scenariusza, osiągają pożądane efekty, nawet jeśli rzecz dotyczy skomplikowanych zagadnień. 
I dla odmiany znamy przykłady, gdy zbiór wybitnych uznanych ekspertów nie znajduje trafnego rozwiązania, a zespół przypadkowych ludzi - wypracowuje je.
Też jestem przekonana, że doskonalenie organizacji i procesów w firmach prowadzi firmę do trwałych sukcesów, do harmonii w rozwoju i codziennym działaniu.
Ale.....
Ale obserwuję - albo i uczestniczę - w organizacjach, które źle funkcjonują, są nieefektywne w osiąganiu celów i niszczące dla ludzi. Co gorsza nie widać sposobu jaki miałby spowodować zmianę na lepsze, bowiem niemal każde działanie czy wydarzenie umacnia podziały, podejrzliwość, krótkofalowość celów i niecne praktyki dla doraźnych celów. 
Tak dzieje się teraz np. w państwie polskich. Ale znam i mniejsze organizmy - firmy, stowarzyszenia -  w takim dramacie.
Wtedy nasuwa się przypuszczenie, że jest odwrotnie: od jakości ludzi zależy jakość organizacji, którą tworzą czy stworzą. Że dopóki nie zadbają o swój własny rozwój, o sprawny format intelektualny, pozwalający rozumieć złożone sprawy, o zdobycie kanonu wiedzy obowiązkowego dla człowieka XX wieku, o poziom empatii humanisty każdych czasów, o wzbudzenie w sobie ciekawości innym człowiekiem czy inną kulturą, a także o ambicje większe niż rywalizacja o status materialny czy społeczny, organizacja której są członkami nie będzie lepsza, nie pokona swoich problemów, nie przyniesie im dobra, korzyści i satysfakcji. Będzie taka, jak najsłabsze jej ogniwo, czyli najmniej ambitny i wrażliwy uczestnik.
Możnaby przypuszczać, że wystarczą liderzy, mądrzy przywódcy, co stworzą dobre ramy i mechanizmy dla organizacji, i ludzie - ci mali, przeciętni, słabi - wskoczą w odpowiednie tryby, i wszystko zacznie funkcjonować na wysokim poziomie.
Nieprawda. Liderzy są emanacją społeczności, z której wyszli i którą dowodzą. Są tak źli lub dobrzy jak organizacja. Nawet jak są trochę lepsi, to we własnym interesie dostosowują się do poziomu i konwencji swojego stada. Bo inaczej ich wykluczy.
A więc jakość człowieka, po pierwsze. Tylko skąd się ma wziąć jakość człowieka w miernym środowisku dowodzonych przez miernych - adekwatnych do środowiska - liderów?

W blogu Spostrzeżenia 2019/01/21 - 00:21 Źródło

Kilka dni temu opublikowaliśmy tutaj pierwszy odcinek podsumowania Digital Finance Excellence programu wsparcia dyrektorów i firm w usprawnianiu zarządzania procesowego i automatyzacji procesów. Zawierał kilkanaście liczb: ile objął osób i firm, ile rozpoczęto projektów, ile firm zdecydowało się na zamówienie u nas prototypu robota software'owego RPA, ile spotkań się odbyło.
Dzisiaj kilka wniosków sformułowanych podczas realizacji tego programu. Sporo z nich pochodzi z artykułów i relacji publikowanych na bieżąco na stronie DFE www.dfe.org.pl . Tam też jest bardziej szczegółowy opis programu. Jego autorem i liderem jest Bartosz Radziszewski, zarządzający razem ze mną Business Dialog, a w szczególności Klubem Dyrektorów Finansowych "Dialog".
Dlaczego zarządzanie procesowe tak bardzo zyskało na znaczeniu w ostatnich latach?
Jeszcze trzy lata temu nie spodziewaliśmy się, że temat zarządzania procesowego i automatyzacji procesów stanie się czołowym zagadnieniem w firmach. Koniunktura pozwalająca na szybką ekspansję biznesu, mnogość nowych regulacji prawnych, a także brak pracowników na rynku spowodowało, że CFO i działy finansowe (ale też inne: HR, marketing, logistyka) zaczęło szukać sposobów, które pozwalają nadążyć za zmianami w biznesie, a więc optymalnie wykorzystać czas i kompetencje pracowników, unikać błędów i ryzyk prawnych, szybciej dostarczać trafne informacje menedżerom. Zarządzanie procesowe wpisuje się idealnie w te cele.
Generalnie zarządzanie procesowe pozwala na zarządzanie rozwojem firmy, zamiast koncentrowania się na gaszeniu pożarów. W takiej firmie wiemy co się wydarzy i w którym miejscu, jeśli podejmiemy jakąś decyzję biznesową albo zaistnieją określone okoliczności biznesowe.
Jednym z najważniejszych celów modernizacji, w tym  robotyzacji procesów biznesowych i finansowych jest zapewnienie firmie efektywność i skalowalności, czyli możliwości elastycznego działania w różnych warunkach: • w czasie koniunktury i dekoniunktury  • gdy biznes szybko rośnie i gdy zmniejsza się jego skala • podczas łączenia podmiotów i dzielenia podmiotów
 
Zmiana roli CFO i działu finansowego z Back Office na Business Partner
Zarządzanie procesowe i automatyzacja procesów zmienia organizację i orientacje firmy na efektywniejszą, skoncentrowaną na tworzeniu wartości dla klientów wewnętrznych i zewnętrznych, na realizacji celów biznesowych.
CFO i dział finansowy wyprowadzając lub wspierając wdrożenie zarządzania procesowego i automatyzacji procesów wprowadza logiczny porządek w funkcjonowanie firmy, każdy wie co ma robić i czego się spodziewać. Pozwala rozwiązywać problemy - i zwiększać wartość wytwarzaną w procesach - nie punktowo, lecz u źródła problemów lub ograniczeń, zapobiegając im i umożliwiając rozwój firmy i poprawę efektywności działania. Zmniejsza się ryzyko powstawania i ponownego pojawiania się tych samych błędów.
Decyzja biznesowa jest wyzwalaczem działań, a nie pojawienie się dokumentu (np. faktury), natomiast dokumenty, dane i informacje służą do weryfikacji aktualności, zasadności i poprawności działań.
Układając i koncentrując pracę pracowników na właściwych zadaniach, przyspiesza się ich realizację. W uporządkowanych i wystandaryzowanych procesach, większość zadań jest zresztą wykonywana w sposób zautomatyzowany lub zrobotyzowany, co znacząco ogranicza czas i koszty procesów lub uwalnia zasoby do innych zadań i realizacji celów. 
Realizacja zadań i przebieg procesów jest rejestrowany, monitorowany i analizowany oraz raportowany na bieżąco, co wspiera podejmowanie strategicznych i operacyjnych decyzji.
 
Automatyzacja procesów, robotyzacja jako szczególny rodzaj automatyzacji
Automatyzację procesów w firmie można uzyskać na kilka sposobów, a najczęściej robi się to integrując systemy IT lub wdrażając rozwiązania IT mające już zaszytą integrację w swojej architekturze, bądź stosując robotyzację poprzez roboty software’owe (po ang. Robotic Process Automation – RPA). Często firma ma ważne systemy IT, których z różnych powodów nie da się klasycznie zintegrować lub jest to za droga operacja w stosunku do biznesowego efektu, wówczas człowiek jest tym interfejsem białkowym, który łączy je, pełniąc tę rolę niejako z konieczności. Robot może go zastąpić.
Robot robi dokładnie to, co robi człowiek wykonujący jakieś zadanie czy proces, klikając po kolei w różne systemy IT. Roboty software’owe RPA odciążają go, zastępując w tej roli. Pracownik ma czas na ważniejsze rzeczy niż żmudne pracochłonne rutynowe czynności.
Robotyzacja wymaga stosunkowo najmniejszego zaangażowania działu IT i zespołów operacyjnych, jest też dużo mniej kosztowna i szybsza niż inne sposoby automatyzacji. 
Software’owe roboty mają zastosowanie w każdej branży i praktycznie w każdym procesie. Są w stanie szybko połączyć ze sobą dowolne dane i informacje wykorzystując praktycznie dowolne narzędzie informatyczne (aplikację, system, www, środowisko pracy, itd.). Są też pomocne wszędzie tam, gdzie musimy w dalszym ciągu korzystać z różnorodnych rozwiązań starszych generacji, często zamkniętych i nie oferujących wymiany danych (szyna wymiany danych, api, api gateway, web services, pliki) z nowymi.
Dzięki software’owym robotom integracja i komunikacja pomiędzy różnymi rozwiązaniami tj. ERP, workflow, CRM, SRM, DMS, CMS, arkuszami kalkulacyjnymi, dokumentami, klientami poczty elektronicznej, bazami danych, aplikacjami internetowymi czy w innych systemach nie stanowi już problemu i pozwala na usprawnienie procesów i wykonywania czynności.
 
Jakich błędów się wystrzegać podczas automatyzacji procesów?
Wszelka automatyzacja części procesu, podprocesów czy czynności musi uwzględniać kontekst całego procesu oraz innych powiązanych procesów. Przyspieszenie pracy, np. poprzez zastosowanie robota na jednym odcinku może bowiem spowodować spiętrzenie jej na innych lub inne nieprawidłowości. Oto podstawowe zasady:

  1. Mapowanie procesów jest konieczne, aby jakakolwiek automatyzacja przyniosła znaczący i trwały efekt biznesowy, żeby dobrze wybrać procesy do poszczególnych sposobów automatyzacji. Są odpowiednie narzędzia, które pozwalają to zrobić szybko i sprawnie. Nie musi to być szczegółowa mapa wszystkich procesów.
  2. Najpierw optymalizacja i standaryzacja procesów, aby podczas automatyzacji nie sankcjonować nieefektywności.
  3. Porządek w danych podstawowych, wdrożenie procesu master data management.
  4. Regulacje w takim samym stopniu jak rynek wymuszają kolejne zmiany w organizacji firmy i w automatyzacji procesów, mimo że chwilę wcześniej wydawało się, że wszystko działa optymalnie.
  5. Warto pomagać poddostawcom, aby podnieśli swoją kulturę technologiczną, bo wówczas i w naszej firmie będzie łatwiej osiągnąć optymalny stan automatyzacji.
  6. Ważne jest zaufanie pracowników, np. księgowych, do technologii, aby mieli przekonanie, że procesy, za które odpowiadają, przebiegły prawidłowo, mimo że wykonał je np. robot software’wy. Ktoś musi być odpowiedzialny za robota.

 
Jedną z najważniejszych korzyści z robotyzacji jest duża oszczędność czasu pracowników. Ale trafnie tę inwestycję można policzyć dopiero wtedy, gdy w firmie wiemy, ile czasu zajmują czynności, które chcemy zautomatyzować, czy one wszystkie na pewno są konieczne, a także generalnie – czy sama optymalizacja procesu bez automatyzacji nie rozwiązałaby problemu.
Na początku dzięki robotyzacji osiąga się szybkie i spektakularne korzyści, ale utrzymanie przyrostu tych korzyści w miarę wdrażania kolejnych RPA jest czymś zupełnie innym. Po pierwszych sukcesach oczekiwania rosną, ale osiągnięcie ich wymaga wiedzy nie tylko o procesach i robotach, ale i wiedzy o optymalnej organizacji pracy ludzi w takich mieszanym cyfrowo – białkowym środowisku.
W pośpiechu, aby coś wdrożyć, niektóre firmy pomijają aspekt komunikacyjny pomiędzy różnymi działami, pracownikami, interesariuszami, analizę. Automatyzacja, zwłaszcza z udziałem robotów, jak żadne inne narzędzie w firmie, wymaga ciągłej wymiany wiedzy i informacji o zmianach.
 

W blogu Spostrzeżenia 2019/01/20 - 20:58 Źródło

Firmy wiele uwagi poświęcają swoim klientom. Starają się spełniać ich oczekiwania, dbają o jakość, sporo deklarują im też w publikowanych dokumentach dotyczących polityki firmy czy wyznawanych wartości. Wcale nierzadko, mowa jest tam również o tym jak wielką rolę odgrywają ludzie - pracownicy firmy. Jak to bez nich zaspokajanie potrzeb klienta nie byłoby możliwe na oczekiwanym poziomie. Wystarczy wpisać w wyszukiwarkę np. hasło „wartości firmy” i poczytać.
Ale czy firma składająca takie deklaracje nie powinna myśleć też o kooperantach, o swoich dostawcach? Gdzie możemy o tym przeczytać? Gdzie znajdziemy managerów, którzy sprostają równaniu jak na ilustracji? Piszę te słowa rozczarowany obserwowanym, nie raz, przykładem relatywizmu managerów, którzy w ciągu kilku godzin, mogą odbyć dwa spotkania. Jedno z klientem, gdzie miód wylewa się uszami i drugie z dostawcą, gdzie wylewa się jad. Czy nie jest przypadkiem tak, że często powiemy klientowi: „jesteś dla nas wyjątkowy”, a dostawcy powiemy „na twoje miejsce czeka już następny”. I nie myślę tu o uzasadnionych pretensjach, wystarczy dopominanie się o poszanowanie przez dostawcę jego praw. Powiemy tak klientowi, kiedy przyjdzie do nas z pretensjami?
Ale to są odczucia, w dużej mierze, subiektywne. Przejdźmy do faktów. Porównajmy na przykład w firmach, w których pracujemy, jak wygląda współczynnik jakości i terminowości dostaw do klientów, z terminową płatnością dostawcom. Jaką umowę przygotuje prawnik firmy naszemu dostawcy i jaką zaproponuje klientowi? Czy będą się one różnić tylko tym co niezbędne, czy może będą tam też inne różnice, gdzie wobec dostawcy postaramy się mieć więcej roszczeń niż zawrzemy w tej drugiej umowie, względem roszczeń klienta wobec nas?
Jeśli ktoś uważa, że "to jest normalne', to ja się z tym nie zgodzę. Zgodzę się, żę jest powszechne, a nie normalne.

W blogu Spostrzeżenia 2019/01/17 - 14:44 Źródło

Business Dialog Bulletin - widok książki

Premium Drupal Themes by Adaptivethemes