Przejdź do treści
Zapraszamy

Czytelników, rozmówców na forum, Autorów, Blogerów, Redaktorów,...

Przeczytaj o możliwościach korzystania z witryny i współpracy

Salon Business Dialog Klub Inspirations Klub Dialog CIO Business Meeting Point Kwintesencja Projekty Business Dialog

W blogu Spostrzeżenia

Blog Iwony D. Bartczak

Przedsiębiorcy, właściciele, CEO, CFO i menedżerowie finansowi to największa grupa uczestników naszego serwisu Business Dialog. Przygotowujemy program działania Klubu na przyszły rok, czyli konferencji i spotkań, także tematów, które będą poruszane w naszym serwisie oraz na kolumnach w Rzeczpospolitej, naszego głównego partnera medialnego.
Proszę o uwagi do tego programu, propozycje innych tematów, a także sugestie co do sposobów upowszechniania wiedzy, doświadczen, a także kojarzenia potrzebujących kompetencji z posiadającymi ją.
Proszę pisać w komentarzach lub emailem.
Aspekty prawne i podatkowe wykorzystania robotów i sztucznej inteligencji w firmach i bankach. Wykorzystanie robotów a kwestie VAT. Odpowiedzialność za narzędzia AI. Prawa konsumenta. Prawo autorskie – utwory tworzone przez AI.Konsekwencje strategiczne i podatkowe wejścia MSSF 16. W firmach korzystających z leasingu operacyjnego – nieruchomości, maszyny, samochody - MSSF 16 znacząco zmieniają wiele wskaźników finansowych, ujawniają wysokie zobowiązania. Zmiana sposobu raportowania spowoduje również łatwiejsze porównywanie firm. MSSF 16 wprowadza jednolity model wyceny umów leasingu dla leasingobiorców, zgodnie z którym wszystkie umowy leasingu o okresie trwania powyżej roku powinny być ujęte w bilansie jako prawo do korzystania ze składnika aktywów oraz drugostronnie jako zobowiązania z tytułu leasingu.Gdy tabory nie nadążają za ekspansją biznesu….. Cieszymy się dobrą koniunkturą w Polsce, sprzyja nam również sytuacja międzynarodowa. Firmy zwiększają ofertę, skalę, zwiększa się różnorodność rynków, klientów, operacji, transakcji. Jednocześnie jednak komplikuje się prawo i zwiększa presja organów kontrolnych. W wyniku tych zjawisk narasta w firmach potrzebna usprawnienia procesów wewnętrznych, głównie związanych z rozliczaniem klientów, dostawców, księgowością, raportowaniem i sprawozdawczością, bezpieczeństwem danych, zarządzaniem ryzykami finansowymi i podatkowymi. Efektywność zespołów księgowych. Jakie działania warto podjąć, aby podciągnąć tabory, tak aby przestały hamować rozwój biznesu?Cudza wiedza – naszym kapitałem. Cykl szczególnie dedykowany dla małych i średnich firm. Kiedy cudza wiedza jest wiarygodna? Jak korzystać z doradców, konsultantów i ekspertów, aby ich wiedza naprawdę pracowała na rzecz rozwoju naszej firmy? Kiedy uznać, że mamy wiedzę niewystarczającą, doradztwo nie załatwi sprawi i outsourcować dany obszar? Jak przeprowadzić taki rachunek?Nowe ryzyka podatkowe i regulacyjne. Organy zmieniają podejście do kontroli i coraz częściej kwestionują rozwiązania, które wcześniej akceptowały. Jakie obszary są szczególnie narażone na kontrolę? Jak dochować należytej staranności i zachować odpowiedni poziom bezpieczeństwaPrzyszłe potrzeby klientów. Cykl szczególnie dedykowany dla małych i średnich firm. Można i trzeba przewidywać przyszłe potrzeby klientów i w ten sposób budować nowe przewagi konkurencyjne. Szukanie nisz. Innowacje. Badania i rozwój – 90% firm MSP to robi, ale tego tak nie nazywa.Ścieżka rozwoju i awansu dyrektora finansowego. Coraz mniej jest możliwości pionowego awansu, ponieważ struktury są płaskie, ponieważ centralizowane są w regionach, ponieważ "pukają" ci na niższych szczeblach, którzy chcą awansować, mają siły i entuzjazm, a kosztować będą mniej. Gdzie - na jakie podmioty, na jaki segment rynku, na jakie branże - powinien patrzeć menedżer finansowy czy nawet dyrektor, aby znaleźć ciekawe miejsce do dalszego rozwoju, awansu i wzrostu zamożności?Relacja – bank i firma. Kiedy firma zmienia bank albo sięga po usługi kolejnego? Skala biznesu, specyficzne potrzeby, zmiana oceny banku, niezadowolenie z usług? Idzie za swoim opiekunem, gdy on zmienia pracę, a firma jest z niego zadowolona? Rola CFO w tym procesie. Skąd czerpana wiedza o banku jest dla niego wiarygodna?
Będziemy się starać, aby w przyszłym roku te - lub skorygowane przez klubowiczów - tematy były zrealizowane we wszystkich 10 oddziałach Klubu Dyrektorów Finansowych "Dialog"

W blogu Spostrzeżenia 2017/11/20 - 21:31 Źródło

Wczoraj w „Rzepie” był mój artykuł o podatkach dochodowych – głównych powodach ich istnienia i problemach, które wywołują. I wczoraj Sueddeutsche Zeitung dorobił pointę do tego artykułu ujawniając kolejną dawkę informacji o rajach podatkowych. Skoro korzysta z nich królowa brytyjska, to czy MI6 mogło o tym nie wiedzieć? Moim zdaniem doskonale wiedziało – właśnie pisałem w „Rzepie” o służbach specjalnych w rajach podatkowych. I dodam jeszcze, że informacje z Sueddeutsche Zeitung to pewnie jedynie jakieś informacje szczątkowe. I dlatego właśnie skazani jesteśmy na istnienie złych z zasady podatków dochodowych – bo przecież to właśnie o nie chodzi. W rajach nie unika się ceł, czy podatku VAT. Unika się podatków dochodowych. I inwigilacji urzędów skarbowych. Naraża się za to na inwigilacje ze strony dziennikarzy śledczych – ale oni co najwyżej mogą sobie popisać i ujawnić hipokryzje niektórych polityków i celebrytów głoszących idee sprawiedliwości społecznej z raju podatkowego. Dlatego wszyscy muszą męczyć się na ziemskim padole, by niektórzy mogli trafić do raju. Bo co to by był za raj, gdyby mogli trafić do niego wszyscy?

 W „Rzepie” pisałem, że:
 „Nie ma dobrych podatków – pisał Jean Baptiste Say. Są tylko bardziej lub mniej złe. Najgorsze są podatki dochodowe. Przez wieki odrzucano pomysły ich wprowadzenia argumentując, że zebranie potrzebnych informacji o podatnikach byłoby bardzo kosztowne i stanowiłoby bezzasadne naruszenie ich prywatności. Dziś uważane są za największe osiągnięcie w dziejach skarbowości. Ich znaczenie polityczne i propagandowe jest nieproporcjonalne do ekonomicznego. Wiele osób fizycznych i prawnych podatków dochodowych nie płaci w ogóle albo płaci w wysokości symbolicznej w stosunku do uzyskiwanych przychodów.  Wykorzystują do tego instrumenty międzynarodowego planowania podatkowego i tak zwane raje podatkowe – czyli jurysdykcje, w których stawki podatku dochodowego są niskie lub go w ogóle nie ma. Większość rządów prowadzi walkę z tymi podatnikami i nieuczciwą konkurencją podatkową ze strony państw, które tworzą przepisy pozwalające na obniżenie zobowiązań podatkowych, by przyciągnąć do siebie podatników z krajów, w których podatki są wyższe. Kombinacja instrumentów ekonomicznych, prawnych, politycznych i policyjnych powinna przynieść efekty w tej walce. A jakoś nie przynosi. Gdyby wszyscy płacili podatki, stawki podatkowe nie musiałyby być tak wysokie. Małych państewek, które są rajami podatkowymi nie powinno być trudno przymusić do porzucenia stosowanych przez nie praktyk przy pomocy prostych zabiegów dyplomatycznych, wspartych ewentualnie sankcjami administracyjnymi i ekonomicznymi, a w ostatecznym razie przy pomocy służb specjalnych i policji.  Dlaczego zatem to się nie udaje? Bo nie chodzi o to „by złapać króliczka, ale by gonić go” – jak śpiewali Skaldowie. 

Podatki dochodowe od osób fizycznych nie zostaną zlikwidowane, bo służą do inwigilacji obywateli pod pretekstem zbierania informacji o ich zobowiązaniach podatkowych. Raje podatkowe nie zostaną zlikwidowane, bo działają w nich spółki zakładane przez służby specjalne różnych państw. Niektórych operacji specjalnych nie da się finansować przecież z budżetu. Więc służby specjalne wykorzystują swoją wiedze specjalną do prowadzenia nie tylko militarnych operacji specjalnych, ale także gospodarczych i finansowych. Najłatwiej jest to robić z raju, w którym nawet nie trzeba prowadzić księgowości – jak to w raju. Trzeba jednak pozwolić także innym działać w ten sam sposób, bo inaczej byłoby wiadomo, że spółka z siedzibą w takim miejscu jest powiązana z jakimiś służbami specjalnymi – a przecież nie o to chodzi. Żeby nie było widać drzew, pozwolono żeby wyrósł las.

Państwa potrzebują też narzędzi do dyskrecjonalnego traktowania wybranych przez siebie podatników – szkodzenia jednym i wspierania drugich. Koszty uzyskania przychodu w podatku dochodowym są doskonałym do tego narzędziem. Już na poziomie ustawowym można niektóre wydatki uznać za koszty podatkowe, a niektóre nie. Mało tego, te same wydatki można uznać za koszty, albo nie, w zależności od tego, kto je ponosi. I na koniec jest jeszcze praktyka stosowania prawa – kontrolę można prowadzić u jednych podatników, a u innych jej nie prowadzić w ogóle, a jak się już ją prowadzi to taki sam wydatek u jednego podatnika można uznać na koszt uzyskania przychodu, a u innego – już nie.
 
Z opublikowanego właśnie raportu z audytu amerykańskiego urzędu podatkowego (IRS) wynika, że specjalnie wybierano organizacje wspierające niektóre inicjatywy społeczne bądź poglądy polityczne do dodatkowych „bardziej inwazyjnych” kontroli. Były one narażone na opóźnienia w zatwierdzeniu ich aplikacji o przyznanie statusu non-profit, wielu z nich podczas kontroli finansowej zadawano pytania na temat poglądów politycznych. Co ciekawe, tego typu „specjalne traktowanie” organizacji lewicowych zdarzało się znacznie rzadziej niż w przypadku organizacji uważanych za konserwatywne. Nie ulega wątpliwości, że bezprawnie używano prawa podatkowego, by represjonować podatników na podstawie ich poglądów politycznych. Z różnych kryteriów stosowanych w celu zidentyfikowania organizacji, które wymagają dodatkowej kontroli, część koncentrowała się na polityce i była podstawą przeprowadzenia dodatkowych czynności kontrolnych w wielu z przeanalizowanych przypadków. Można śmiało przyjąć, że amerykańskie organy podatkowe nie są pod tym względem wyjątkowe – tylko w Ameryce jest więcej transparentności i łatwiejszy dostęp do informacji,  które maj a charakter publiczny, więc tego typu skandale częściej ulegają ujawnieniu.

Z tych wszystkich powodów wspierany przez coraz więcej środowisk gospodarczych pomysł wprowadzenia podatku przychodowego od spółek zamiast podatku dochodowego – także od osób fizycznych, bo większe wpływy od spółek pozwoliłyby na likwidację opodatkowania wynagrodzeń –wzbudza takie opory polityczne. Stosowane argumenty ekonomiczne i prawne przeciwko podatkowi przychodowemu są tak śmieszne, że można podejrzewać, iż są używane przez rozsądnych, skąd inąd, ludzi właśnie dlatego, że tych prawdziwych argumentów, o których była przed chwilą mowa, użyć oni nie mogą.
Intencje ustawodawcy można dostrzec analizując przepisy podatkowe. Pokazują one jak, już na poziomie legislacyjnym, próbuje się „załatwić” nielubianych konkurentów lubianych podatników.

Podatki dochodowe, płaci się od dochodu – czyli od przychodu pomniejszonego o koszty jego uzyskania. Jednak tylko o te, które przez ustawodawcę i organy podatkowe oraz sądy zostaną uznane (bo są koszty, które są kosztami ekonomicznymi, ale nie są uznawane za koszty podatkowe – co wynika albo wprost z ustawy, albo z jej interpretacji). Z drugiej strony przychodem są też przychody, których w sensie ekonomicznym podatnik wcale nie uzyskał. Przychodem jest to, na co opiewa faktura, a nie to za co podatnik otrzymał zapłatę. Państwo twierdzi, że to to podatnicy ponoszą „ryzyko doboru kontrahenta”. Owszem ponoszą – jak kontrahent im nie zapłaci, odnotowują stratę. Ale państwo chce, żeby mu płacili nie ci, którzy oszukali, tylko ci, których oszukano.

Aby nieściągalne wierzytelności, które zostały uznane za przychód, móc uznać za koszt uzyskania tego przychodu trzeba spełnić szereg warunków. Po pierwsze trzeba je uznać za nieściągalne raz na zawsze i wyksięgować z ksiąg rachunkowych – co utrudnia ich dochodzenie w przyszłości. Po drugie, trzeba tę nieściągalność udokumentować – sam fakt, że dłużnik nie płaci nie jest dla fiskusa żadnym dowodem. Można jeszcze zaliczyć do kosztów podatkowych dokonaną na potrzeby rachunkowości aktualizację wartości wierzytelności, której nieściągalność została przynajmniej uprawdopodobniona. Odpisanie wierzytelności jako nieściągalnej jak i dokonanie odpisu aktualizującego jej wartość dla celów uznania ich za koszty podatkowe może mieć miejsce tylko w odniesieniu do wierzytelności nieprzedawnionych. O ile jednak przedawnienie wierzytelności po jej odpisaniu nie wywołuje skutków podatkowych, o tyle przedawnienie wierzytelności, na którą dokonano odpisu aktualizacyjnego powoduje konieczność jej ponownego zaliczenia do przychodu!

W branży produkcyjnej, handlowej, czy usługowej problem stanowią niezapłacone faktury sprzedażowe towarów lub usług, bo z kolei wierzytelności dostawców, na jakie opiewają faktury zakupowe, stanowią koszt uzyskania przychodu, nawet wówczas jak nie zostaną zapłacone. Koszty takie pomniejszają więc dochód do opodatkowania. Problemem jest więc uznanie za koszt uzyskania przychodu, takiego przychodu, którego podatnik de facto nie uzyskał, choć de iure musiał go do swoich przychodów zaliczyć.

Inaczej wygląda sytuacja w branży usług finansowych, w której podstawowym problemem są niespłacone kredyty i pożyczki. Ich udzielenie, co do zasady, nie stanowi kosztu uzyskania przychodu, a z drugiej strony ich spłata przez kredyto- czy pożyczkobiorców nie stanowi przychodu dla kredyto- czy pożyczkodawców. Ich przychodem są odsetki i inne należności z tytułu udzielenia kredytu czy pożyczki. W przypadku ich spłaty nie ma problemu. W przypadku braku spłaty problem jest i to dużo większy niż w przypadku braku zapłaty za faktury sprzedażowe w przypadku podatników działających w innych branżach. Jest to problem odwrócony: nie dotyczący de iure przychodu, którego de facto nie ma, ale kosztu w postaci udzielonego kredytu czy pożyczki, który de facto jest. Ale jako, że państwa zadłużają się jak oszalałem na rynkach finansowych, to traktują instytucje finansowe na tych rynkach działające w sposób uprzywilejowany – na przykład pod względem możliwości uznania za koszt uzyskania przychodu wierzytelności z tytułu nieściągalnych kredytów lub pożyczek. Z tym jednak, że nie cała branża finansowa. Są równi i równiejsi. Dla banków kosztem uzyskania przychodu jest, po pierwsze, rezerwa na ryzyko ogólne. Nie dotyczy ona konkretnych wierzytelności ale jest wyliczana statystycznie. To trochę tak, jakby sprzedawca przysłowiowej pietruszki mógł wliczyć w koszty jakąś część kwoty należności, której statystycznie nie otrzymuje od klientów. Po drugie, banki tworzą rezerwy celowe – pokrywające już konkretne wierzytelności, których nieściągalność została uprawdopodobniona. Ustawodawca przy tym nie wymaga uprawdopodobnienia ich nieściągalności w jakiś szczególny sposób – wystarczy, że bank utworzy na nie rezerwę i już ma koszt podatkowy. Po trzecie, banki mogą dokonywać transakcji sekurytyzacyjnych, w ramach których jakaś pula ich aktywów wraz z generowanymi przez nie strumieniami gotówkowymi zostaje wyizolowana z ich bilansów na rzecz spółek specjalnego przeznaczenia. Do 2013 roku mogły to robić tylko banki. W 2013 do tych „równiejszych” państwo polskie zaliczyło także spółdzielcze kasy oszczędnościowo-kredytowe (SKOKi). Ale firm pożyczkowych już nie. Oczywiście tylko z punktów widzenia prawa podatkowego traktuje się je inaczej, bo równocześnie poddaje się je ograniczeniom i wymaganiom jak banki i SKOKi. Po zmianach ustawy o kredycie konsumenckim, o ochronie konkurencji i konsumentów, prawa bankowego i powołaniu Rzecznika Finansowego za takim zróżnicowaniem nie przemawia żadna przesłanka ekonomiczna. O co więc chodzi? Jak nie wiadomo o co chodzi, to wiadomo, że chodzi o pieniądze. Przeżywające trudności finansowe SKOKi mają mieć łatwiej niż inne instytucje finansowe, które nie miały żadnego politycznego parasola, więc musiały działać ostrożniej, dzięki czemu trudności finansowych nie mają. Dla SKOK-ów byłoby pewnie najlepiej, gdyby one w ogóle zniknęły. Zakazanie im działalności byłoby niezręczne. Więc przy pomocy podatku dochodowego można je do zniknięcia zachęcić. I do takich rzeczy przydają się właśnie podatki dochodowe.”

Po publikacji w Sueddeutsche Zeitung mogę dodać, że na szczęście są raje podatkowe. Na nieszczęście, żeby się dostać do raju trzeba na to zasłużyć. Inni są strącani do podatkowego piekła przez urzędy skarbowe. Problem w tym, że nie są one tak sprawiedliwe jak Pan Bóg.

W blogu Spostrzeżenia 2017/11/08 - 09:46 Źródło

To całkowity przypadek, że moje dwa kolejne wpisy mają zabarwienie militarne w tytule. Akurat tak układa się tematyka tego o czym chcę tutaj napisać. Nie planowałem, działam pod wpływem impulsu. Ale, być może, otaczająca nas rzeczywistość sprawia, że o takie właśnie asocjacje teraz łatwiej niż jeszcze jakiś czas temu?
Kolejna tragedia w Ameryce, w kościele ginie 26 osób z rąk jednego człowieka. Teksas, matecznik wolnego dostępu do broni, a ja zastanawiam się jaki wpływ ma dotkniecie tą osobistą tragedią na tych, którzy byli za dostępem do broni, a teraz utracili bliskie sobie osoby? Czy takie doświadczenie wpływa, w sposób istotny, na poglądy większości z nich, czy może, dla większości dotkniętych jest bez znaczenia i oddziałuje, co najwyżej, na jednostki?
A teraz przejdę już do biznesu, bo przecież tym się tutaj zajmujemy - filozofując sobie troszeczkę. Otóż bardzo wielu z nas, w tym ja, jesteśmy wdzięczni losowi, że mamy wolną wolę wyboru gospodarczego. Od 1994 roku nie pracuję na etacie i nie chcę tego zmieniać. Nie zawsze fortuna mi sprzyja, ale zawsze doceniałem, że mam możliwości i nie tęsknię za państwem opiekuńczym. Jednak  uświadamiam sobie, że znaczna część ludzi z mojego otoczenia nie chce "walczyć; zdobywać i mieć realny wpływ na własne losy". Oni chcą zarabiać tyle ile zarabia się w ich przedziale społecznym, uczciwie pracować, przynosić do domu wypłatę i realizować się na innych polach. Inaczej mówiąc chcą żeby ktoś im to wszystko zorganizował, poinstruował; wyegzekwował i zapłacił. Wielu z nas, tych lubiących być kowalami swojego losu, może czuć się już wypalonymi, kolejną porażką. Ona już ich nie wzmacnia. Po cichu tęsknią za stabilizacją, zmęczeni własną przedsiębiorczością. I tak dalej.
Może tacy jak ja, domagający się rozszerzania wolności gospodarczej, popełnia błąd nie dostrzegając tych drugich ludzi? Może nasza "wolność gospodarcza" powinna oznaczać więcej państwa opiekuńczego dla tych, którzy tego potrzebują? Może to "państwo opiekuńcze" jest nie tyle potrzebne nam, ile pozostałym, a my (dzieci Hayeka), w imię głoszonych ideałów, powinniśmy pamiętać i o tych drugich i dobrowolnie zgodzić się na ustępstwa socjalne dla nich właśnie?
Nigdy o tym tak nie myślałem, aż do teraz. Tragedia w Teksasie, niczym "efekt motyla" oddziałuje na moje postrzeganie ustroju polityczno gospodarczego.

W blogu Spostrzeżenia 2017/11/06 - 10:18 Źródło


Pasjonatom technik komputerowych z pewnością znane jest pojęcie rzeczywistości rozszerzonej. Przypomnę, że jej cechą jest równoczesne funkcjonowanie dwóch światów - świata rzeczywistego oraz świata wirtualnego - z reguły opartego na grafice komputerowej. Przykładowo, jadąc autem, zakładamy specjalne okulary i od razu "widzimy" co się dzieje za kolejnym wzgórzem, jak daleko od brzegu właśnie pływa rekin lub też czy np. w mieście, do którego się udajemy, lokalny szeryf wdał się znowu w strzelaninę z lokalnym bandziorem, czy też może właśnie go powiesił.

Próbując przenieść pojęcie rzeczywistości rozszerzonej do świata finansów, nie unikniemy zastanowienia się nad pozornie błahą kwestią z dziedziny "co jest pierwsze - kura czy jajko". Świat finansów w przeciwieństwie do tego, co jeszcze go charakteryzowało setkę lat temu, jest obecnie przesiąknięty różnego rodzaju narzędziami informatycznymi. W sumie do tego stopnia, że jeżeli określimy finanse jako "rzeczywistość realną", to wręcz możemy mieć wrażenie, że pozostaje ona w tle - trochę inaczej niż w "prawdziwej" rzeczywistości rozszerzonej. Wracając do przykładu z autem: piękne góry, potoki, łany zbóż, pasące się konie czy krowy, dominują nad tym, co rysuje nam grafika.

W finansach mamy obecnie  do czynienia z sytuacją, że to model komputerowy, symulator, wykres, Excel determinują to, jak trawimy finanse. Tych "nakładek" na finanse zrobiło się już tak wiele, że niestety musimy powiedzieć coś bardzo brutalnego. Finanse znajdują się w tle pracujących z nimi i nad nimi narzędzi. Jeszcze raz wracając do przykładu z samochodem - to tak, jak byśmy przez szybę widzieli narysowane góry i rzeki, a fragmenty rzeczywistości byłyby do obejrzenia jak przez dziurkę prostytutka w salonie erotycznym.

Jakie to ma konsekwencje dla wszelkich działań w obszarze finansów? Czy mamy się pogodzić, że finanse będziemy już zawsze oglądać przez coraz mniejszą dziurkę w ścianie? Czy na obecnym etapie raczej myśleć o wyrąbaniu pięścią dużej dziury, czy jednak o dalszym zwiększaniu dystansu, oddaniu władzy maszynom, symulatorom, specjalistycznym programom?

Moim zdaniem - chociaż nie mam żadnych na to dowodów, a odpowiedź jest czysto intuicyjna, pęd w kierunku końca świata jest nieunikniony. Przełom XXI i XXII wieku przypieczętuje już zapewne koniec realnego świata finansów. Pozostanie nam już tylko "pójście na ryby". Ponieważ do końca wieku jeszcze 83 lata i dopiero zza grobowej deski będę mógł ocenić, czy miałem rację, czy nie, dziś nie pozostaje nam nic innego, jak płynąć zgodnie z trendem.

Co to oznacza? Przede wszystkim kreatywne dodawanie kolejnych "innowacyjnych" nakładek na realny świat finansów. Wygra ten, kto ogłosi wszem i wobec: ja już nic nie widzę i nic nie wiem. Wie i widzi kolega komputer. Dyrektor Finansowy? Dobre...

Rozszerzenie rzeczywistości finansowej może mieć oczywiście ewidentne plusy. Przykładowo będą to: możliwość analizy parametrów finansowych według wielu koncepcji równocześnie, szybsze korygowanie błędnych decyzji, mimo wszystko też poczucie bezpieczeństwa, że sprawdzony model sprawniej i lepiej określi co i jak ma być. Zapewne już wkrótce nadejdą czasy, że perspektywa operacyjna zamieni się z miesięcy w dni, a perspektywa strategiczna będzie dzielona na miesiące.   

W blogu Spostrzeżenia 2017/10/23 - 12:33 Źródło

"Krypto" może kojarzyć się dziś na 2 sposoby. Z jednej strony mówimy o szyfrowaniu ruchu, na tyle inteligentnym i na swój sposób skomplikowanym, że skutkiem tego procesu może być powstanie tworów takich jak np. wirtualna waluta. Z drugiej strony "krypto" kojarzy się z siecią rozproszoną, w której każdy może samodzielnie posługiwać się wykreowanym instrumentem, co do którego jest duże zaufanie - tak duże, że nie jest potrzebny nadzór nad nim ze strony "czapy" w rodzaju np. banku centralnego.

Nie chciałbym, żeby to zabrzmiało przewrotnie, ale "krypto" kojarzy mi się z komunizmem. Bo przecież nie gdzie indziej, jak właśnie w tym systemie ludzie mieli pracować według swoich zdolności i zdawało się, że też nie będzie potrzebny tam żaden nadzór - każdy miał od siebie dawać tyle, co najlepiej potrafi. No a na końcu miało być już "według potrzeb".

Idąc dalej ścieżką skojarzeń, wchodzimy w koncepcję dostępu do Internetu przez system TOR -  "cebulkowo" rozproszony i na tyle zaszyfrowany, że prawie na pewno dający każdemu uczestnikowi dużą dozę anonimowości.

Na koniec dla mnie najlepszą oznaką, że za "krypto" kryje się rewolucja, jest zmasowany opór ze strony tych, co czują się zagrożeni. I tak np. Chiny ostatnio zabroniły rozliczeń w bitcoinie, a np. szef JP Morgan James Dimon nazwał wprost tych, którzy uciekają się do krypto "głupcami".

Jak więc mogłyby wyglądać krypto-finanse? Przede wszystkim krypto-finanse to świat bez szefa, czyli bez dyrektora finansowego. Nawet pójdę dalej, bez nadzoru i kontroli, z człowiekiem mimo wszystko bardzo zmarginalizowanym. To świat w pełni sparametryzowany, w którym wszystko odbywa się według z góry opracowanych algorytmów. To świat, w którym królują:
a) kryptolog;
b) algorytmolog;
c) procesor ((żeby nie było wątpliwości - Ten (człowiek), co przyciska guzik, żeby uruchomić proces)).

...to świat, w którym nie będą potrzebne narady i prezentację w Powerpoint. To po prostu świat, w którym powstaną złote standardy (coś w rodzaju miliardów różnych "bitcoinów"), do których egzekucji będzie potrzebna wyłącznie wyżej wymieniona "święta trójca".

A teraz kilka przykladów:
a) krypto-płatności - koniec z fakturami papierowymi, a nawet elektronicznymi! Faktura zostanie wysłana w świat wirtualny wraz z kodem, który będzie "mówił", którym firmom ma się ona przypisać i kiedy opłacić;
b) krypto-inżynieria finansowa - koniec z Excelami i im podobnymi. Dane "same" się zbiorą z wirtualnego świata. Sieć będzie wiedziała wszystko o każdym i każdy będzie w sieci kupował wyłącznie krypto-rozwiązanie według jakiegoś standardu - będzie standard na plan pięcioletni, połączenie firm, optymalizację podatkową, etc. Przewagi konkurencyjne będą symboliczne. Budowa przewagi będzie trwała nie rok, czy dwa, ale jeden dzień.
c) krypto-księgowość - SAP i im podobne pójdą do kosza. Dotychczasowe systemy klasy ERP zastąpią krypto-systemy. Wspomniana już wyżej faktura sama będzie wiedziała jak się zaksięgować w kryptoświecie, bo już w momencie jej wystawiania będzie mógł jej zostać przypisany unikalny kod związany np. z międzynarodowymi standardami rachunkowości, ustalony pomiędzy partnerami biznesowymi.

Świat stanie się wreszcie bezpieczny, bo nie będzie żadnych przewałek, mafii, itp. Procesy staną się bardzo tanie, a ludzie będą zarabiać po prostu za to, że żyją...
  

W blogu Spostrzeżenia 2017/10/22 - 20:29 Źródło

To znamiennie, że w naszym środowisku Business Dialog i Fabryki i3 – a więc wszelkiego biznesu, i korpo, i rodzinnych firm, i startupów – toczą się równolegle dwie rozmowy. Mamy ambicję rozumienia świata, rozumienia trendów i zmian, mamy też ambicję oddziaływania na gospodarkę, na firmy, na własne życie. Stąd te dociekania, nie mniej ważne niż codzienna praktyka zarządzania.
 
Jedna rozmowa toczy się wokół automatyzacji i robotyzacji. Narastają te procesy. Automatyzacja i robotyzacja w firmach ma kilka istotnych przyczyn. Oczekuje się, że umożliwi lepsze zaspokajanie potrzeb klientów, zmniejszy koszty, przyspieszy osiąganie korzystnej skali biznesu, urealni prognozy. Dla zarządów, a zwłaszcza dyrektorów finansowych ważne jest także, żeby ograniczyła ryzyka wynikające i ze zmiany charakteru i liczby transakcji w biznesie, i ze zmian w regulacjach prawnych.
 
W Klubie Dyrektorów Finansowych „Dialog” i w Fabryce i3 wypracowaliśmy szereg usług w tym zakresie, np. sposób automatyzacji procesów w centrach usług wspólnych, tworzenie algorytmów uczących się do analizy ryzyka kredytu kupieckiego lub prognozowania popytu czy spływu należności, inteligentne narzędzia do monitorowania ryzyk finansowych i podatkowych w firmach. Szukamy najlepszego modelu wdrażania Przemysłu 4.0, a szczególnie zajęcia przez polskie firmy w nowym cyfrowo tworzonym łańcuchu wartości tego miejsca, w którym można wygenerować najwyższą marżę. Rozmawiamy o outsourcingu. Rozmawiamy o modelu, w którym korzystniejsza jest elastyczna dostępność do funkcjonalności maszyn i urządzeń niż ich posiadanie na własność.
 
Im więcej automatyzacji i robotyzacji, tym mniej człowieka, zarówno mniej jego fizycznej obecności i sprawczości, jak i mniejsze znaczenia jego motywacji, odpowiedzialności, wiedzy, kreatywności, choć i... słabości, złej woli, omylności. 
 
Wydawałoby się, że sprawę człowieka załatwiliśmy. A tymczasem...

Gdy próbujemy przewidzieć, czy w Polsce odżyją inwestycje w sektorze prywatnym, nagle odkrywamy, że inwestycji na większą skalę raczej nie będzie, mimo że wydawałoby się, że mamy do nich wszystko, co potrzebne. Rośnie konsumpcja, więc i popyt, moce produkcyjne są prawie wykorzystane, na kontach firm leży masę gotówki. Ale... nie ma ludzi do pracy, albo często zmieniają pracę i nie można na nich liczyć, albo nie są dostatecznie zmotywowani i zaangażowani w pracę, albo są za mało wyedukowani, kreatywni, sprawni. Od razu chciałoby się powiedzieć: to zainstalujmy roboty, automaty. To zła odpowiedź, bo potrzeba jest i praca człowieka, i praca maszyny czy algorytmu. 
 
Czytamy w mediach oszałamiające liczby o nowopowstających centrach usług wspólnych, ale od przedsiębiorców wiemy, że nie wszyscy się na to decydują, albowiem są przekonani, że zaplecze firmy powinno być w emocjonalnym i odpowiedzialnym kontakcie z działami biznesowymi. I ci przedsiębiorcy szukają sposobów angażowania ludzi: przede wszystkim ich szanują  oraz dają im głos i wpływ na życie firmy. Ale taka praktyka przychodzi z trudem i nie jest powszechna w naszej gospodarce z folwarcznym stylem zarządzania ludźmi. Ale dobrze, że w ogóle jest taka refleksja, a nie tylko okrzyk: wydzielmy ich i rozliczajmy się jak firma z firmą!
 
Zatrudniający pokolenie 20latów ze zdziwieniem dostrzegamy, że mają oni inne wzory życia i pracy niż przyjęte przez 40- i 50latków. Chcą pracować z sensem, z umiarem i nie przepracowując się, w atmosferze szacunku od przełożonych i ucząc się wartościowych rzeczy. Nie są zafiksowani na pieniądzach, choć wejście w nadmiarowe kredyty dość szybko to zmienia. Jednak do tego czasu są pracownikami, stanowiącymi wyzwanie dla starszego pokolenia ich szefów, z którym radzą sobie raczej źle, choć szczerze próbują.
 
Okazuje się, że umiejętność zarządzania ludźmi i ich pracą staje się kluczowa dla rozwoju firm i kraju. Jak zawsze w historii gospodarowania, gdy wydawałoby się, że ludzie stają się niepotrzebni w wyniku postępu technicznego, okazuje się, że tym bardziej są potrzebni i tym lepiej trzeba nimi zarządzać.
 
Doświadczamy dzisiaj szczególnej zbieżność dwóch niezależnych procesów:

  • technologia rozwinęła się na tyle, że umożliwia na wielką skalę robotyzację i automatyzację wielu zadań, procesów, wręcz całych działów czy fabryk, uniezależnienie ich od człowieka
  • firmy weszły na taki poziom wzrostu i dojrzałości, że nieudolne zarządzanie ludźmi stało się uświadomioną barierą dalszego rozwoju.

 
Technologia nam wiele załatwia, w tym rozwiązuje wiele problemów związanych z nieprawidłowymi zachowaniem pracownika, ale wcale nie załatwia kluczowego wyzwania: motywacji i zaangażowania szefów i podwładnych. Choćby w wyniku automatyzacji zostało w firmie tylko 5 ludzi, to relacje między tymi ludźmi przesądzą o sukcesie tej firmy, a nie robotyka i informatyka, która wykonuje - wydawałoby się - całą pracę w jej biznesie.
W ub. tygodniu w Fabryce i3 odbyła się inauguracja produktu, przygotowanego na zamówienie menedżerów i przedsiębiorców, świadomych że z zarządzaniem ludźmi muszą wejść na całkiem inny poziom niż dotąd. Chcą zacząć od audytu motywacji, aby zobaczyć, jaki jest potencjał do współpracy w firmie oraz jakie zagrożenie wypaleniem lub wypadnięciem ludzi, którzy pracują na stanowiskach niezgodnych z ich profilem motywacyjnym. Zapraszam do zapoznania się z krótką prezentacją http://fi3.pl/docs/Mapa_Motywacji_Fi3.TL.PDF , a następnie kontaktu z Tomaszem Lajfertem lub po prostu  Fabryką i3 info@fi3.pl

W blogu Spostrzeżenia 2017/10/21 - 23:00 Źródło

A gdyby tak zrobić powszechny protest pacjentów i przez, np. trzy miesiące solidarnie nie płacić składek NFZ?

Tak, wiem, technicznie nie jest to możliwe. Prawny obowiązek, pracodawca pobiera składki za pracownika i ten może płatnika zaskarżyć, ZUS ma możliwość zajęcia konta itd. itd. Jest więc to pytanie czysto utopijne. Ale to pacjenci są najbardziej poszkodowaną grupą w całym systemie opieki zdrowotnej.

Jako pacjenci jesteśmy zarówno płatnikami jak i beneficjentami systemu opieki zdrowotnej. W naszym imieniu wypowiada się minister zdrowia, wypowiadają poszczególne komisje parlamentarne, wypowiadają się też pracownicy służby zdrowia. Dla dobra pacjenta, w trosce o zdrowie pozostawia nam się miejsca widzów w widowisku, za które sami zapłaciliśmy Pomimo stałego „zainteresowania” nami nie jesteśmy stroną partnerską w rozmowach pomiędzy poszczególnymi grupami. Jeden z nielicznych, o ile nie jedyny przykład systemowego rozwiązania wygodnego dla pacjenta to wprowadzenie śląskich kart ubezpieczenia zdrowotnego. Szkoda, że tworzący system EWUŚ już z tego przykładu nie skorzystali, a sam twórca Andrzej Sośnierz musiał stoczyć walkę z powstającym NFZ i przez cztery lata procesu tłumaczyć się z niegospodarności. Od wielu lat mówi się o zmianie sposobu dystrybucji na „idący za pacjentem”, ale nadal możemy występować tylko jako płatnik, lub jako numer na liście oczekujących. 

Pielęgniarki mogą odejść od łóżek pacjentów. Jest ich mało, coraz mniej w Polsce. Pensje do najwyższych nie należą. Mediana w tym zawodzie, łącznie w sektorze publicznym i prywatnym, wynosi 2715,- zł A jeśli chodzi o szacunek do zawodu, to wśród samych lekarzy nadal można usłyszeć opowieści o „personelu niższym”, pochodzące z czasów kiedy pielęgniarze kształcili się w liceach medycznych (obecnie odradzających się) i nie mieli wyższego wykształcenia przeciwieństwie do panów doktorów z tytułem magistra. 

Ale i liczba lekarzy maleje. Kto w ostatnim czasie szukał pediatry dla dziecka? Czy udało się w pierwszej placówce? To samo dotyczy innych specjalizacji. Wg danych NFZ do kardiologa dziecięcego w słynnym obecnie szpitalu przy ul Żwirki i Wigury w Warszawie średnio się czeka 107 dni, ale pierwszy wolny termin to... 24 września 2018 r. Dużo lepiej jest z kardiologami dla dorosłych, średni czas oczekiwania według raportu Watch Health Care (WHC) to 3,2 miesiąca. Raport pokazuje również dane o czekaniu na badania diagnostyczne, ale nie pokazuje, że np. co roku coraz mniej studentów wybiera patomorfologię. Wydłużenie czasu pracy lekarzy nie tylko nie rozwiązuje problemu, ale stwarza też nowe: przepracowanie i zła ocena stanu pacjenta, ograniczenie czasu na dokształcanie się. Stąd też strajki i tej grupy pracujących w służbie zdrowia.

Pod koniec roku zaczną się negocjacje z NFZ. Która placówka ma lepszych menedżerów, która lepiej potrafi się targować otrzyma lepsze warunki i czasami ma to przełożenie na pacjenta, a czasami nie. Negocjowane są opłaty za zabiegi i wizyty oraz ich ilość w ciągu roku. Słynny protest lekarzy POZ z ministrem Arłukowiczem w styczniu 2015 r. doprowadził do zamknięcia przychodni na początku roku, wydłużenia kolejek w szpitalach i wcale nie wzbudził sympatii pacjentów do leczących. Był to pierwszy rok w historii, kiedy minister, który do najlepszych zdecydowanie nie należał, nie ugiął się pod groźbą corocznego strajku. Ostatecznie podpisane umowy, nie spełniały oczekiwań lekarzy, ale też nie sprawiły, że pieniądze „poszły za pacjentem”. 

A pacjent? A pacjent ma swoją kartę praw i obowiązek comiesięcznego wpłacania na niedziałający system.

1. Prawo do ochrony zdrowia.
Ale nikt, nigdzie nie napisał jak długo mamy na nią czekać. Przychodzenie na wizytę do lekarza o umówionej godzinie określa jedynie czas, o którego zaczyna się nasze czekanie na nią. Kolejka, zarówno ta w przychodni jak i w oczekiwaniu na wizytę u specjalisty, to - według wspomnianego raportu WHC - jest technologią o udowodnionej szkodliwości. człowiek (przyp. aut. nie pacjent!), który czeka w kolejce cierpi, jego choroba rozwija się, może nie doczekać skutecznego leczenia, a choroba może dać w międzyczasie przerzuty i/lub przejść do stadium, w którym nie będzie możliwa terapia ukierunkowana na wyleczenie, a jedynie na paliację. 

2. Prawo do świadczeń zdrowotnych odpowiadających wymaganiom wiedzy medycznej, opartej na dostępnych metodach i środkach zapobiegania...
Jeden z moich ulubionych przykładów - telemedycyna. Wszczepienie pierwszego urządzenia do pomiaru arytmii dokonano w Polsce w 2004 r. W ciągu czterech kolejnych lat dokonano 90 implantacji i wszystkie one były finansowane przez pacjentów lub producentów. Regularnie prowadzone badania wykazują, że poprawa diagnostyki i podjęcie właściwego leczenia nastąpiło u 73% pacjentów z wszczepionym urządzeniem. W 2016 roku procedura ta nadal nie była finansowana z NFZ, można się o nią starać indywidualnie dla szpitala przeprowadzającego zabieg. Czas oczekiwania na zgodę od tygodni do kilku miesięcy.

4. Prawo do intymności i poszanowania godności osobistej w czasie udzielania świadczeń zdrowotnych.
oraz
12. Prawo do pomieszczenia i wyżywienia odpowiednich do stanu zdrowia pacjenta w zakładach opieki zdrowotnej.
Coraz rzadziej, ale nadal zdarzają się łóżka z pacjentami ustawione na korytarzach, a posiłki są stałym obiektem rozmów, memów, zdjęć ze szpitala i informacji prasowych. Aby procedura medyczna się opłaciła nawet w przypadku badania EEG u dziecka (trwa ok. 40 minut, ale musi być przeprowadzone w fazie snu), trzeba przebywać dwa dni w szpitalu. Absolutnie nie można w tym czasie przeprowadzić innych wskazanych badań, np. rezonansu magnetycznego, jeśli nie ma zagrożenia życia. NFZ za to na pewno nie zapłaci, a pacjent najlepiej jak się stawi na kolejne dwa dni. Człowiek już nawet nie jest pacjentem, tylko przypadkiem medycznym, opiekę nad którym refunduje NFZ. A że NFZ sam nie zarabia... Choć rzadko zdarza mi się cytować w pozytywnym kontekście prezesa ZUS, to jedno zdanie bardzo mi się podoba. Jako instytucja jesteśmy zwolennikami skutecznego i szybkiego leczenia. Zdrowy człowiek, to nasz płatnik - Zbigniew Derdziuk, Sopot 10 października 2014 r. podczas Baltic Electrocardiology Autumn: Telemedicine & Arrhytmia.

6. Prawo do informacji.
oraz
19. Prawo do dostępu do dokumentacji medycznej na wniosek pacjenta
Jest to prawo do otrzymania karty wypisu ze szpitala w dniu wyjścia ze szpitala. Jest to prawo pacjenta do uzyskania informacji o wszelkich możliwych metodach leczenia, nie tylko o wybranej przez lekarza. Jest to prawo do zadawania pytań, jeśli cokolwiek jest niejasne. Jest to prawo do wglądu we własną dokumentację medyczną bez długiego okresu oczekiwania na znalezienie czasu przez sekretarkę medyczną. Jest to również prawo do przekazania kopii dokumentacji medycznej innemu lekarzowi i wcześniejszy nie ma prawa zasłaniania się „autorskimi metodami leczenia”.

7. Prawo do wyrażenia zgody na przeprowadzenie badania lub udzielenia innych świadczeń zdrowotnych po uzyskaniu od lekarza odpowiednich informacji. 
Wchodząc do gabinetu lekarza ze świadomością, że czeka nas zabieg mamy prawo zadawać pytania, mamy prawo odmówić zgody, choć wszyscy pacjenci przed nami „nie zawracali lekarzowi głowy”.

13. Prawo do dodatkowej opieki pielęgnacyjnej sprawowanej przez osobę bliską.
To prawo niestety nie gwarantuje rodzicom łóżka przy chorym dziecku. 

17. Prawo do wypisania ze szpitala, gdy stan zdrowia pacjenta nie wymaga dalszego leczenia w szpitalu bądź na własne żądanie - w takiej sytuacji pacjent ma prawo do informacji o możliwych następstwach zaprzestania leczenia w szpitalu. Przy wypisie pacjent ma prawo do otrzymania oryginału oraz jednej kopii Karty Informacyjnej z Leczenia Szpitalnego z podaniem rozpoznania w języku polskim.
Nawet i w tym wypadku zachowujemy prawo do otrzymania karty informacyjnej ze szpitala: jak byliśmy leczeni, jakie leki nam podawano, jakie są wskazania do dalszej opieki. Lekarz nie może odmówić wydania takiej karty, tylko dlatego, że sami się wypisujemy.

To tylko wybrane punkty z karty praw pacjenta. Już często zwykłe pójście do publicznej placówki z przeziębieniem zniechęca nas do całego systemu opieki zdrowotnej w Polsce. Każda większa choroba czy niepełnosprawność przy jednoczesnej niemocy systemu działa na nas frustrująco. Nasze prawa zanikają gdzieś po drodze, w odmętach biurokracji placówki. Lekarze muszą biec do kolejnego pacjenta. A kolejni politycy, ministrowie zdrowia nie mają odwagi, aby spojrzeć na czas dłuższy niż do kolejnych wyborów. Dlatego część ich działalności to gaszenie pożarów, ot takich jak strajk rezydentów. 
Aby powstała strategia potrzeba wysiłku, potrzeba spojrzenia na system opieki zdrowotnej z wielu stron: administracji, finansowania, edukacji, lekarza, pacjenta, chorób cywilizacyjnych i chociażby starzejącego się społeczeństwa. Program taki nie powstanie w jeden dzień, nie może być spisany na kolanie jak „pakiet onkologiczny”, który po pierwszym kwartale zakończył swój żywot. Musi zawierać cele, musi być weryfikowany po wprowadzeniu i musi się finansować. 

Miesięczne wpływy z tytułu składek NFZ wynoszą ponad 6 mld złotych, średnio jest to mniej więcej ok. 400,- PLN opłacone przez każdego pracującego Polaka. 
Drodzy płatnicy, to co, robimy strajk?

____
żródła:
Raport Watch Health Care
Czas oczekiwania na wizytę

W blogu Spostrzeżenia 2017/10/17 - 12:36 Źródło

Finanse są i będą tradycyjne od czasów starożytnych po nam współczesne. Finanse to nic innego, jak sztuka zamiany pieniądza w nie-pieniądz i w pieniądz z powrotem.

Spójrzmy na tę smakowitą babkę. Czyż nie leci nam ślinka na choćby jeden wykrojony kawałek?. Podobnie jest z finansami. Jak wyobrazimy sobie cykl zamiany pieniądza w pieniądz opisany w pierwszym zdaniu, również doznajemy podobnych reakcji. Na końcu jest to już pieniądz z lukrem, czyli z zyskiem.

I tu tkwi największa pułapka naszych finansowych popędów - nasza wyobraźnia zakłada tworzoną naprędce prognozę przepływów finansowych jako stan faktyczny. Stąd właśnie bierze się tyle nietrafionych inwestycji, jak również błędnych decyzji operacyjnych, które na sam koniec przekładają się na finanse.

Moim zdaniem, sztuka unikania błędów w finansach jest podobna do zarządzania naszą reakcją na ślinotok. Ulegnę pokusie, czy nie? Owszem, sama pokusa w finansach, czy w biznesie szeroko, jest bardzo dobra. Otwiera ona nasze zmysły na nowe pomysły, patenty i rozwiązania. Ważne jest tylko jedno - nie dać się skusić na te rozwiązania, które mogą skończyć się finansową klęską.

Swego czasu "leciał" w kinach bardzo kontrowersyjny film "Nieodwracalne". Był do obejrzenia dopiero od 21 lat. Nie to jednak było tam najważniejsze. Zdecydowano się na pokazanie wszystkich sekwencji od tyłu. Najpierw morderstwo, wcześniej gwałt, jeszcze wcześniej seks, miłość, sielanka etc. W Finansach przez duże "F" chodzi właśnie o to, żeby skutki naszych złych decyzji nie były nieodwracalne. A żeby tak było, trzeba zrobić wszystko, żeby film z naszym pomysłem moc obejrzeć od końca.

Jakie okoliczności mogą w tym pomóc? Na początek - co już chyba radzą wszyscy guru zarządzania, trzeba wsiąść w helikopter i odlecieć od swojego genialnego pomysłu na pewną odległość. Chodzi po prostu o pokorę - doznanie poczucia małości tego, co przede mną. Następnie warto wziąć przeliczyć - choćby wzorami naszego profesora Artura Hołdy, co takiego może się wydarzyć, żeby pomysł zbankrutował. Czy to tylko relacja kosztów stałych do zmiennych, nadmierna dźwignia, a może po prostu ryzyko rynkowe.

Kolejna sprawa, której nie doceniamy, to zwykła burza mózgów. "Genialność" naszego widzenia konkretnych koncepcji wynika stąd właśnie, że wszelkie słowa krytyki są złe i nie raz wyzywamy na wojnę wszelkiej maści bluźnierców, którzy na co dzień dzielą z nami ten sam pokój lub piętro w biurze. I wreszcie znane nam wszystkim słowo "prototyp", który w mikroskali warto przetestować na dowolnie wybranym mikrorynku. W jednej ze znanych mi firm pewien "genialny" pomysł testowano tylko w jednym powiecie. Udało się - były z tego konfitury. W tej samej firmie, przy innym produkcie, było tak mocne przekonanie co do jego sukcesu, że ruszono pełnym frontem. A gorycz porażki, a nawet klęski, była tym większa.

Na koniec myślę jeszcze o jednej kwestii - predykcyjnej analizie danych, dostępnej w arsenale big data. Jeśli tylko pozwoli nam ona na pokazanie kilku scenariuszy - tych dobrych i złych, nie pozostanie już nic innego, jak:
a) ocenić, jak duże są szanse ziszczenia się niekorzystnych okoliczności;
b) ocenić, czy tym co niedobre uda się mądrze zarządzić - tylko dlatego, że może być z tego całkiem smaczna babka z makiem, doprawiona konfiturami.

W blogu Spostrzeżenia 2017/10/08 - 11:31 Źródło

Dlaczego strefa wolnocłowa jest tak przez nas lubiana na płycie lotniska?
Otóż dlatego, że mamy przeświadczenie, że kupujemy tam taniej, mimo że co do zasady drogo.
Dziś mamy prawdziwą III wojnę światową o talenty. Moim pomysłem na utrzymanie pracownika w każdej firmie mogłaby być "strefa wolnocłowa".
Chodzi po prostu o to, żeby pracownik był nie tylko podniecony tym, że przychodzi do pracy, ale żeby miał przekonanie, że robi na tym najzwyczajniej świetny interes bez PIT.
Oto jak mogłaby wyglądać przykładowa strefa wolnocłowa:
a) na korytarzu leży zawsze pełny kosz soczystych polskich jabłek, wolnych od PIT;
b) w firmowej lodówce 3 kg pomarańczy, z których każdy może wycisnąć sobie na firmowej sokowirówce świeży, pełen witamin sok wolny od PIT;
c) na korytarzu szeroka kanapa, obok stolik z Delicjami Wedla nie tylko dla gości, wolne od PIT;
d) w firmowej piwnicy bieżnia, rowerek, atlas i Prysznic, gdzie można przed i po lunchu zejść i poćwiczyć bez PIT;
e) zamiast palarni, sala telewizyjna, gdzie podczas lunchu można bez PIT obejrzeć w TVP Info najświeższe wiadomości;
f) kaplica, gdzie bez PIT można prosić o pomoc samego Boga, 
g) i najważniejsze! W swoim gabinecie mądry szef, który udziela wyłącznie mądrych porad wolnych od PIT.
 

W blogu Spostrzeżenia 2017/10/07 - 09:28 Źródło

Business Dialog Bulletin - widok książki

Premium Drupal Themes by Adaptivethemes