Przejdź do treści
Zapraszamy

Czytelników, rozmówców na forum, Autorów, Blogerów, Redaktorów,...

Przeczytaj o możliwościach korzystania z witryny i współpracy

Salon Business Dialog Klub Inspirations Klub Dialog CIO Business Meeting Point Kwintesencja Projekty Business Dialog

W blogu Spostrzeżenia

Blog Iwony D. Bartczak

W naszej społeczności realizujemy w tym roku Digital Finance Excellence, wspierający firmy i dyrektorów w usprawnianiu zarządzania procesowego, optymalizacją procesów, a także ich automatyzacją.
A zajmujemy się tym głównie dlatego, że to podejście zapewnia harmonijne wsparcie szybkiego rozwoju biznesu, przewidywalność konsekwencji podejmowanych decyzji biznesowych (zapobieganie i rozwiązywanie problemów zamiast zajmowania się wybuchającymi nieoczekiwanie pożarami), dostarczanie wartościowej - i na czas - informacji decydentom.
Jednak rzadko kiedy przystępuje się do zmian w zakresie systemów zarządzania w wyniku świadomej decyzji, że trzeba podnieść naszą firmę na wyższy poziom profesjonalizmu, że trzeba zmienić sposób zarządzania firmy. Najczęściej myślenie o procesach, procedurach i praktykach działania stosowanych w firmie i ich automatyzacji pojawia się, gdy firmę zgnębi jakiś problem albo od dłuższego czasu doskwiera jakieś ograniczenie. Dzieje się tak również wtedy, gdy podejmowana jest decyzja biznesowa, a posiadane systemy zarzadzania są niewydolne, aby ją zrealizować, co wymaga szybkiego uporządkowania i optymalizacji procesów, by ją zrealizować ograniczonymi zasobami.
Najczęściej wymieniane następujące przyczyny:
- zwiększanie skali działalności przy występującym na rynku braku pracowników i jednoczesnym zwiększeniu pracochłonności zadań powodujące u pracowników poczucie ciągłego braku czasu na zrealizowanie zadań, a u managerów konieczność „odzyskania” czasu zatrudnionych osób
- powstanie nowej linii biznesowej lub przyjęcie nowego modelu biznesu, gdzie procesy zarządzania i IT muszą być od razu zaprojektowane adekwatnie do nowego modelu biznesu.
- zwiększenie ilości czasu poświęcanego na obsługę narastającej liczby pożarów i konieczności obsługi wyjątków, co generuje pytanie czy w ogóle mamy prawidłowo zbudowane procesy
- zwiększone zapotrzebowanie na informację, kiedy pracownicy mają poczucie, że nie wiedzą co robią inni, a menedżerowie nie wiedzą, w którym kierunku podąża firma, co uniemożliwia skuteczne zarządzanie i realizację planów czy decyzji właścicieli, lub kiedy zadania nie są realizowane zgodnie z planami z uwagi na niedostosowane systemy zarządzania i IT.
- przejmowanie podmiotów o różnych systemach zarzadzania i IT powoduje potrzebę włączenia ich do tych istniejących w naszej firmie przy braku możliwości przeprowadzania skomplikowanych i drogich projektów integracyjnych.
- niedostępność pracowników, a szczególnie informatyków lub niezwykle wysokie koszty ich pracy.
- wzrost sprzedaży nie przekłada się na wzrost zysków, gdyż koszty rosną równomiernie i firma nie korzysta z efektu skali w wyniku nadmiernego lub nieefektywnego zarządzania i wykorzystania zasobów.
Na spotkaniach DFE często zdarza się, że dyskusja o biznesie ostatecznie koncentrują się na ... informatyce. Dyrektorzy mają świadomość absolutnie pierwszorzędnej roli rozwiązań IT dla zaspokojenia potrzeb zarówno rosnącego biznesu, jak i biznesu w kłopotach. Potrafią wskazać te rozwiązania. Ale co z tego, gdy nie mogą ich wdrożyć.
Dzisiaj jednym z największych hamulców rozwoju biznesu jest ograniczona możliwość  wdrożenia dostępnej technologii i systemów informatycznych, ze względu na wysokie koszty projektów informatycznych i brak informatyków lub ograniczone możliwości realizacyjne własnych działów IT, brak czasu na projekty wdrożeniowe i integracyjne, bagaż przestarzałych rozwiązań obecnych w firmie. CEO i CFO wskazują też na brak rzetelnych, wiarygodnych i kompetentnych doradców zarządów w zakresie systemów zarządzania i IT. Polegamy przede wszystkim na rekomendacjach kolegów po fachu z innych firm, m.in. formułowanych w Klubie Dyrektorów Finansowych „Dialog”.
Tutaj trzeba jednak pamiętać, że w Klubie Dyrektorów Finansowych „Dialog” spotyka się raczej elita dyrektorów i menedżerów finansowych. Są to osoby nie tylko kompetentne, ale też o otwartych umysłach, śledzących trendy gospodarcze, społeczne i technologiczne, a w swoich firmach odgrywający rolę również współautora modelu biznesu i strategii biznesowej. To nie jest norma na rynku, wielu dyrektorom brakuje wiedzy, w tym szczególnie wiedzy na temat nowoczesnych zintegrowanych systemów zarządzania i technologii w celu realizacji celów.
Zasypanie tej luki między potrzebą a brakiem zasobów a szczególnie brakiem pracowników posiadających niezbędną wiedzę i umiejętności jest dzisiaj największą troską zarządów nastawionych na szybki i rentowny rozwoju firm.
Wymieniano się różnymi pomysłami i doświadczeniami. Sporo nadziei pokłada się w robotach software’owych RPA ze względu na to, że naśladując pracę ludzi mogą łączyć systemy, pobierać i przetwarzać pobrane z nich dane bez kosztownych, wymagających informatycznych specjalistów, długotrwałych projektów integrujących systemy IT.
Nasze rozmowy na ten temat Bartosz Radziszewski, autor programu DFE podsumowuje następująco: „Generalnie nasuwa się wniosek, że opisana wyżej trudna sytuacja firm i ich zarządów, o ile nie skończą jedynie na narzekaniu, spowoduje następujące zmiany na rynku i w praktyce firm:

  1. Poszukiwanie rozwiązań IT, które wymagają minimalnej pracy informatyków, które mogą budować i stosować pracownicy posiadający minimalne przeszkolenie informatycznie.
  2. Wdrażanie rozwiązań raczej własnymi siłami, poza kluczowymi systemami typu ERP.
  3. Rozwój firm partnerskich jako długoterminowych doradców zarządów w zakresie systemów zarządzania, strategii IT, usprawniania procesów i ich automatyzacji.
  4. Podejmowanie raczej mniejszych projektów rozwojowych wymiany części starych systemów na aplikacje dedykowane konkretnym potrzebom niż wielkich wdrożeń dużych rozwiązań.
  5. Wzrost zastosowania robotów software’owych RPA.”

Wygląda na to, że to znak dzisiejszych czasów: jak najmniej informatyków, jak najmniej wdrożeń, ale też jak najwięcej rozwiązań zwiększających efektywność pracy i dostęp do aktualnej informacji zarządczej.
Czy to da się pogodzić?

W blogu Spostrzeżenia 2018/12/10 - 23:38 Źródło

Wielkimi krokami zbliża się nowy rok 2019 … a w raz z nim nadchodzą kolejne zmiany w polskim systemie podatkowym.
Za sprawą regulacji MDR czeka nas mała rewolucja w doradztwie podatkowym (a przy okazji i dodatkowe raportowanie)…
Istotnie zmienią się również przepisy dotyczące podatku u źródła (WHT); Ministerstwo postanowiło bowiem – w szczególności w odniesieniu do dużych płatności – zmienić mechanizm poboru tego podatku. Co do zasady najpierw uiścić będzie trzeba podatek według podstawowej stawki (19% lub 20%) a następnie płatnik lub podatnik dochodzić będzie mógł jego zwrotu. Rozszerzeniu uległa również definicja rzeczywistego właściciela płatności co prowadzić może w określonych przypadkach do konieczności identyfikowania jako podatnika innego podmiotu, a w konsekwencji zmiany stosowanych stawek podatku.
Nowe regulacje w zakresie podatku u źródła nie są może szczególnie obszerne, ale jako że dotyczą skomplikowanej nieraz materii transgranicznych relacji gospodarczych Ministerstwo zadeklarowało gotowość do wydania stosownych objaśnień przepisów.
Dlatego też z inicjatywy jedenastu bilateralnych izb gospodarczych powołana została grupa robocza, której zadaniem było zidentyfikowanie kwestii budzących wątpliwości i przygotowanie kierunkowej propozycji stosownych objaśnień - miałem okazję uczestniczyć w pracach tej grupy jako reprezentant Polsko-Szwajcarskiej Izby Gospodarczej.
(Rezultatem naszych prac jest Stanowisko grupy, które załączam do postu)
WHT%20Stanowisko%20Grupy%20Roboczej.pdf

W zaszły piątek spotkaliśmy się z przedstawicielami Ministerstwa by omówić nasze postulaty – z satysfakcją odnotowałem, że Ministerstwo odniosło się do nich z uwagą i zrozumieniem … choć oczywiście nie oznacza to, ze podziela w wielu kwestiach nasze stanowisko czy wyrażane przez nas obawy (bywa, że nasz punkt widzenia jest diametralnie różny).
W toku dyskusji uzyskaliśmy deklarację, że projekt stosownego rozporządzenia wykonawczego (odraczającego m.in. wejście w życie części regulacji o okres sześciu miesięcy) będzie dostępny do publicznych konsultacji w ciągu kilku najbliższych dni, zaś projekty szczegółowych objaśnień (ilustrowane konkretnymi przykładami) pojawią się najdalej pod koniec lutego.
Nie pozostaje nam zatem nic innego jak trzymać Ministerstwo za słowo mi czekać na stosowne projekty….
 
Na marginesie prac Grupy toczyła się (krótko) dyskusja czy warto jest brać udział w konsultacjach regulacji WHT na tym etapie prac … stosowne przepisy zostały już bowiem uchwalone i czekają na wejście  w życie.
Cóż, niewątpliwie zdecydowanie bardziej komfortowo i efektywniej rozmawiało by się podczas przygotowywania projektu ustawy, ale takiej możliwości nie mieliśmy; możemy jednak wskazywać na nasze wątpliwości dotyczące nowych regulacji i wynikające  z nich konkretne, biznesowe konsekwencje.
A póki są one z uwagą słuchane zdecydowanie uważam, ze warto rozmawiać …

W blogu Spostrzeżenia 2018/12/09 - 09:46 Źródło

Zasadniczo są 3 przyczyny utraty zębów:
a) wypadają, bo są mleczne;
b) wypadają, na starość;
c) dostajemy w ryja.

Z mleczakami niewątpliwie kojarzy mi się tzw. split payment. Od tego młodego pomysłu zęby same wypadają. Wypadają jednak tym, którzy są naiwni (czyli młodzi) i nie podejmują działań zaradczych. A tych jest sporo - poczynając od tworzenia zagranicznych centrów rozliczeniowych, czy generowania fikcyjnych przelewów mających na celu ogołocenie bankowych kont VAT-u podzielonego. Split payment to w naszym wydaniu wyjątkowy twór, który przypomina grę w szachy, w której gra jest non-stop nie rozstrzygnięta. Bo oto nie zyskuje na tym Urząd Skarbowy (pieniądze i tak leżą nie na jego koncie), nie zyskuje wierzyciel (bo pieniędzy nie może dotknąć) i nie zyskuje bank (bo nie obraca tymi pieniędzmi). 

A gdzie w zmianach podatkowych czuć starością (stęchlizną)?. Tą dziedziną jest dokumentacja cen transferowych. Temat już jest tak stary jak świat, że nawet przestali o tym pisać książki.  W obszarze tym cały czas powstają urzędnicze doktoraty, co roku dodaje się jakieś smaczki, zmiany i uzupełnienia, które niewiele co wnoszą, a nabijają zęby (kieszenie) podatników. Podatnicy z kolei (niestety) dobrze opłacają doradców podatkowych. Praktycznie - z małymi przerwami - nie przypominam sobie ostatnio roku, żeby coś tu się nie zmieniło. 

A za co dostajemy w ryja? Jak już uczciwie i za dużo zarobiliśmy w kraju, wynosimy się za granicę i odpalamy exit tax.

Do końca roku jednak trochę czasu i można uzupełnić plomby lub wzmocnić ząbki niesłodzonym jogurtem. Takim najczęściej wskazywanym polem do popisu jest leasing i możliwość skorzystania z walorów zaliczenia rat leasingowych do kosztów, jeżeli umowę na autko podpisze się do końca roku. A więc mości Panie i Panowie - do salonów!

W blogu Spostrzeżenia 2018/11/21 - 07:30 Źródło

Chciałbym opisać krótko na poniższym przykładzie, że sam pomysł nacjonalizacji nie jest wyłącznie rozważaniem akademickim. W USA obecnie palącym problemem jest ok. 2.7 mln obywateli chorych na żółtaczkę typu C. Policzono, że gdyby chcieć wszystkich leczyć, koszt refundacji dla amerykańskiego podatnika przekroczyłby 100 miliardów USD i stanowiłby ok. 1/3 wszystkich kosztów refundacji. Policzono jednak, że gdyby amerykański odpowiednik naszego Skarbu Państwa przejął akcje producenta leków przeciw WZW typu C (chodzi o firmę Gilead) i sam zapewniał pełną kurację, koszty zostałyby obniżone o 2/3.  To pokazuje, że nie tylko przejmowanie - jak ostatnio w Polsce Damy z łasiczką i paru pałaców lub ratowanie kopalń może być jedynym możliwym działaniem ze strony Państwa. W przypadku jak opisanym powyżej z firmą Gilead, bierze się przecież też pod uwagę możliwość upłynnienia części innych aktywów lub opodatkowania zysków, które przez nowego właściciela mogą być "wymuszone" np. poprzez ściągnięcie na rodzimy rynek części aktywów zagranicznych. A WSZYSTKO PO TO, ŻEBY 1 TABLETKA INNOWACYJNEGO LEKU NIE KOSZTOWAŁA 500 USD.  Jeżeli weźmiemy długopis do ręki, zaraz może się okazać, ze zaangażowanie Państwa może dawać inne liczne bonusy. Takim przykładem mogłaby być rezygnacja - w zakresie w jakim są polskie zamienniki - z refundacji leków producentów zagranicznych. Wiadomo bowiem, że firmy farmaceutyczne generują cały czas bardzo duże zyski, a każde przesunięcie tych zysków z kieszeni zagranicznego podmiotu, to oczywiście dodatkowe złotówki z podatków na program 500+ lub 1,000+.
Żeby nie było zbyt wirtualnie, dodam, że dla mnie nacjonalizacja może mieć charakter podmiotowy (jak wyżej) i procesowy (jak opisuję to dalej).
Nacjonalizacja w ujęciu procesowym, to dla mnie ukrócenie pewnych praktyk stosowanych przez podmioty prywatne, które dla tych podmiotów są innowacyjne, a dla Państwa lub obywateli pośrednio lub bezpośrednio są ewidentną stratą.  Podaję kilka przykładów z działki farmaceutycznej:

  1. networking

W tym modelu trzeba wywołać wrażenie, że się siedzi lekarzowi na kolanach, tzn. żeby czuł się on zobowiązany wypisać receptę. Oczywiście trzeba być ciągle kreatywnym. Z tyłu głowy trzeba mieć, że lekarz ma do wyboru kilku konkurentów. Dla każdego opornego trzeba zbudować indywidualną strategię przekonania do własnych racji. Atrakcyjne szkolenie zagraniczne lub nocleg w hotelu podczas szkolenia, lepszym niż daje konkurencja zawsze może być ważnym argumentem. 
Ważny jest efekt „nachalności”, czyli permanentnego utrzymywania relacji. Na koniec oczywiście rutynowe podsumowanie „Panie doktorze, rozumiem, że mogę liczyć na przepisanie tego lekarstwa”.
W tym kontekście nacjonalizacja może się odbywać poprzez środki przymusu ekonomicznego, czyli jak to zrobiono na Węgrzech, poprzez znaczące opodatkowanie pracy przedstawicieli medycznych. Dzięki temu, praktycznie jedynym "przedstawicielem", który dociera do lekarza jest urzędnik państwowy.

  1. Tzw. innowacyjne produkty

W sytuacji kiedy firmy mają identyczne zasoby, sukces odniesie ta firma, która je lepiej wykorzysta. W tej perspektywie kluczowe jest wykorzystanie sił sprzedaży dla promowania nowych produktów. Nowe produkty muszą pojawiać się sukcesywnie. Oczywiście nie mam na  myśli leków, których opracowanie kosztuje miliardy, a nawet dziesiątki miliardów euro. Wystarczy wymieszać dwie stare jak świat substancje, włożyć w nowe pudełko i oprawić ładną reklamą w TV. Reasumując – jeżeli w jednej firmie przedstawiciel medyczny, który mniej więcej kosztuje tyle samo co w innej, chodzi i promuje cały czas starocie, musi przegrać z jego koleżanką lub kolegą, która/ który od czasu do czasu mówi o nowym leku. Negatywny efekt takich zabiegów jest oczywisty:
a) sztucznie zwiększa się konsumpcję leków w tzw. celach prewencyjnych;
b) naraża się Skarb Państwa na zbyteczne koszty refundacji, zwłaszcza gdy "nowoczesność" nowych medykamentów jest dalece wątpliwa.
Efekt tych zabiegów jest później widoczny w statystykach, gdy okazuje się, że Polacy są jednymi z największych na świecie konsumentów lekarstw.
Nacjonalizacja, czyli zastrzeżenie dla Skarbu Państwa pewnych niekorzystnych dla Państwa lub obywateli procesów, które pompują sztucznie pieniądze do prywatnych kieszeni, a zabierają je niczemu nieświadomym obywatelom miałaby w powyższych przypadkach oczywiście również głęboki walor społeczny. 
Wiadomość z ostatniej chwili (Fakt, 18.11.2018): „W piśmie do prezesa PiS urzędniczka Ministerstwa Zdrowia pisze wprost, że wiceminister Czech łamie ustawę refundacyjną. Wymienia też, o jakie konkretnie leki chodzi. Opisywaliśmy przypadki, kiedy mimo refundacji lek dla pacjenta jest droższy, niż gdyby dopłaty państwa nie było! „Podwyższenie cen leków i łamanie ustawy refundacyjnej przez Ministra Czecha skutkuje tym, że każdego dnia polscy pacjenci płacą kilkaset złotych więcej za swoje leki” – napisała urzędniczka do Kaczyńskiego.”

W blogu Spostrzeżenia 2018/11/21 - 07:30 Źródło

 
"Aśka, Kaśka i Baśka spotkały się na plotki. Aśka mówi do Kaśki - wiesz, jak pieszczę swojego Antka, on ma ciągle zimne jajka. Kaśka, wiesz u mojego Zenka to samo. Poszła Baśka do domu i pieści swojego chłopa. Po jakimś czasie mówi mu - wiesz Antek i Zenek też mają zimne jajka..."
Tak - nie przejmujmy się stereotypami - w biznesie jest podobnie. Stereotyp, że faceci myślą tylko o tym, co na załączonym obrazku, a kobiety nie, zapewne nie pokrywa się z rzeczywistością. Co więcej - stereotypy powodują, że częstokroć dajemy się zaskoczyć...
A z jakimi stereotypami mamy do czynienia w biznesie?. Oto najważniejsze:
NIC JUŻ SIĘ NIE DA ZMIENIĆ;
NIC TO NIE DA;
JUŻ NIE BĘDĘ POPEŁNIAŁ TYCH SAMYCH BŁĘDÓW;
JUŻ JEST ZA PÓŹNO;
NIE DAM RADY
NIE WIERZĘ ŻE ON TO MÓGŁ ZROBIĆ;
MOGĘ SIĘ TYLKO PODDAĆ;
MOGĘ ALE NIE DZIŚ.
CZYLI CZYTAJĄC Z GÓRY W DÓŁ "NIC JUŻ NIE MOGĘ"
W czasach, gdy wszyscy odnoszą sukcesy, wydaje się, że takie stereotypo-slogany to rzadkość. To więc dlaczego aż tyle firm upada, a 3,500 ludzi odbiera sobie życie?
Myślę że wszystko rozgrywa się na ściśle ludzkim gruncie. Złe stereotypy wygrywają głównie dlatego, że:

  1. a) jesteśmy na pewne sprawy obojętni;
  2. b) zbyt szybko podejmujemy decyzje;
  3. c) nie jesteśmy w stanie SAMI ujrzeć światełka w tunelu.

Dlatego właśnie, żeby zobaczyć, że "Antek i Zenek mają zimne jajka" musimy przede wszystkim być otwarci na głos z zewnątrz. Musimy ciągle dopuszczać do głosu nie pasujące nam poglądy i nie odrzucać tych wątków, które na pierwszy rzut oka wydają się bez sensu.
Jako biegły rewident dość często zauważam mylne założenie, że jak coś już coś zostało uruchomione, to działa i jest święte. Oto na bramie jednej z firm udowodniłem, że mogło przejść 25 pijanych, a system nic nie krzyczał. Pokazałem, że przykładowe przyzwyczajenie - że robotnik jest zawsze kosztem bezpośrednim, może istotnie zniekształcać koszty (gdy okazało się że połowę czasu spędza na remontach, a więc jest "kosztem pośrednim"), a to, że funkcjonujący od 30 lat "sprawdzony schemat", że cała armia ludzi może korygować numer konta bankowego dostawców, może sprzyjać wyprowadzeniu przyzwoitej sumki pieniędzy.
Obserwuję też bardzo niepokojący inny trend. Rządząca partia wszystko, co się da nacjonalizuje. Coraz częściej ludzie, którzy tam pracują przypominają dawnych aparatczyków i wprowadzają sobie tylko znane stereotypy, których cały świat nie rozumie. Takim dobrym przykładem jest zakaz cesji wierzytelności, powodujący, że uczciwi płatnicy podatków nie mają na pensje, a państwowe giganty nie wiedzą, co zrobić z pieniędzmi...
Źle się dzieje, że często patrzymy na wszystko z punktu widzenia, że "u mnie na miedzy jest dobrze", a nie rozważamy, że mogłoby być lepiej, gdyby jednak "Zenek i Antek mieli gorące jajka". Co mam na myśli? Kiedyś mój bardzo mądry szef z Pepsico powiedział - jeżeli chcesz mieć niższe koszty u siebie - zobacz jakie koszty ma ten, u kogo kupujesz. Przeanalizuj, nawet za darmo, czy nie może Twój partner biznesowy pewnych rzeczy robić taniej lub lepiej, a sam na tym dużo zyskasz.   
Żeby więc nie przedłużać – stereotyp, to Twój wróg nr 1.

  

W blogu Spostrzeżenia 2018/11/18 - 18:32 Źródło

Jeśli chcesz coś, czego nigdy nie miałeś, musisz być gotów zrobić coś, czego nigdy nie robiłeś.  -  Thomas Jefferson
Słowa te trafiają w punkt kiedy otrzymujemy wiele dowodów na to iż to co robimy ma sens i niesie dużą wartość, oraz zachęt aby iść dalej, więc jak to jest odnieść sukces?
Z jednej strony deklarujemy gotowość zmian i pokazujemy się jako Ci na nie otwarci. Jeśli jednak już coś mamy zrobić to staramy się to robić asekuracyjnie aby ewentualne skutki były jak najmniej odczuwalne. Stosujemy różne zwinne metody i próby udowodnienia koncepcji wszędzie tam gdzie się da aby móc ciągle ograniczać ryzyko, sprawdzać i weryfikować czy aby dobrze wszystko przemyśleliśmy, skalkulowaliśmy i zaplanowaliśmy zanim cokolwiek zrobimy.
Z drugiej chcemy szybkich i mierzalnych wyników. Oczekujemy że przyjdą na czas i dadzą długotrwałe efekty, że wpłynął na wszystko co robimy. Szukamy więc zwinnych metod i sprawdzonych rozwiązań, działania „małymi kroczkami” najlepiej tak, aby prawie nie było ono zauważalne ale aby dawało poczucie wprowadzania nowego i kultury ciągłej zmiany oraz doskonalenia.
Jednocześnie oklaskujemy i stawiamy na piedestałach zwycięzców często bez refleksji ile poświęcili i co przeszli. Jak wiele porażek znieśli, co było kluczowe dla osiągnięcia sukcesu, wierząc że to nie szczęśliwy zbieg okoliczności lub ślepy przypadek, że mieli wpływ.
I tylko pot i łzy, posiwiałe włosy i zszargane nerwy oraz utracone cenne chwile z bliskimi czy relacje z kolegami i koleżankami są niemym dowodem na to ile razy w drodze do sukcesu trzeba ponieść porażkę, że aby osiągnąć coś, coś innego trzeba stracić gdyż matka natura nie lubi nierówności.
Dlatego wszystkim tym którzy mieli to szczęście z szacunkiem gratuluje nie tyle sukcesu co tego że mieli odwagę zrobić coś czego nigdy wcześniej nie robili i ponieść konsekwencje swojej decyzji.
Bartosz Radziszewski

W blogu Spostrzeżenia 2018/11/17 - 02:21 Źródło

Pokazano pierwszy social robot. Wykorzystując tą technologię można zautomatyzować i zrobotyzować np. obsługę klientów lub użytkowników serwisów wspierając ich w korzystaniu z usług. Może to zmienić sposób komunikacji. Pytanie czy jesteśmy gotowi na takie zmiany. Czy bedziemy mieli świadomość interakcji z social robotem czy nie będzie to dla nas miało znaczenia. Czy user experience będzie lepszy czy gorszy a moze po prostu inny. https://youtu.be/GYlN78JNsXs

W blogu Spostrzeżenia 2018/11/12 - 08:01 Źródło

Ministerstwo Finansów pracuje nad nową „matrycą” stawek VAT. Nie wiem ilu pracowników Ministerstwa Finansów – ze średnim wynagrodzeniem 7.500 zł miesięcznie – nie mówiąc już o doradcach zewnętrznych, pracuje nad nową matrycą i jak długo (od lutego to na pewno bo już wtedy pisała o tym prasa biznesowa) z  pewnością jednak pracują bez sensu. Mam do zaproponowania – całkowicie za darmo – moją własną „matrycę” – 16% na wszystko!
Stawki VAT są dziś trzy: 5%, 8% i 23%. Jest też stawka 0% w dostawie wewnątrzunijnej. Są towary i usługi z VAT w ogóle zwolnione (z punktu widzenia wydatków gospodarstw domowych najważniejsze jest zwolnienie z VAT usług finansowych – czyli rat kredytów). Ale dla uproszczenia rozważań o stawkach VAT można je pominąć.
Różni konsumenci nabywają różną ilość towarów i usług, objętych różnymi stawkami. Statystyczny konsument płaci średnio 16% VAT. Jeśli więc ktoś zarabia brutto 3.000 zł miesięcznie (średnia jest wyższa, ale średnią zarabia tylko 1/3 z nas) to netto otrzymuje 2.150. Jak wydaje z tego 2.000 zł na towary i usługi opodatkowane VAT, to płaci 275 zł VAT.
Obrazowo: jakby raz w miesiącu w jednym miejscu płacił za wszystko co w tym miesiącu kupił z uśrednioną stawką VAT, otrzymałby rachunek 1.725 zł + 275 zł (16%) VAT.
Oczywiście, struktura zakupów jest inna w różnych grupach konsumentów. Ci, którzy zarabiają najmniej większy procent swoich zarobków wydają na żywność opodatkowaną preferencyjnymi stawkami – 5% i 8%. Przyjmijmy, że średnia stawka za tę żywność opodatkowaną stawkami preferencyjnymi (część żywności opodatkowana jest stawką podstawową 23%) wynosi 6,5%.  Najniższe wynagrodzenie wynosi 2.000 zł – netto 1.460. Jeśli 50% – 730 zł – wydają na żywność to płacą 45 zł  VAT.
Na jednym rachunku za cały miesiąc przy uśrednionej stawce VAT wyglądałoby to tak: 685 zł + 45 zł (6,5%) VAT = 730 zł
Jeśli pozostałe 730 zł wydają na towary i usługi opodatkowane stawką podstawową – 23% – to płacą 137 zł VAT.
Znów: na jednym rachunku za cały miesiąc wyglądałoby to tak: 593 zł + 137 zł (23%) VAT = 730 zł.
Łącznie, ci najmniej zarabiający płacą dziś miesięcznie 182 zł VAT. Po wprowadzeniu mojej „matrycy” zapłaciliby 202 zł. VAT.
Na jednym rachunku wyglądałoby to tak: 1.258 zł + 202 zł (16%) VAT = 1.460 zł.
Troszkę więcej zapłaciliby za żywność (o 55 zł), a mniej (o 37 zł) zapłaciliby między innymi za prąd czy gaz do gotowania tej żywności. Różnica za cały miesiąc wyniosłaby 20 (słownie: dwadzieścia)!!! złotych. Zważywszy zaś, że część żywności kupowanej przez najmniej zarabiających opodatkowana jest stawką podstawową 23%, różnica w podatku VAT na żywność pomiędzy 16% na wszystko a 5%, 8% i 23% byłaby jeszcze mniejsza.
Na tym idiotycznym  systemie zarabiają:
– urzędnicy i ich doradcy tworzący „matrycę”.
– doradcy podatkowi tworzący schematy sprzedaży (zestaw: hamburger + frytki + cola tańszy niż hamburger + frytki + cola kupowane oddzielnie) lub dokonujący odpowiedniej „klasyfikacji” towaru (lody w wafelku lub kubeczku plastikowym tańsze od lodów w pucharku szklanym, kawa z mlekiem tańsza od kawy bez mleka, lody z kawą tańsze od kawy z lodami, itp.)
Uprzedzając entuzjazm niektórych zwolenników „uszczelniania” systemu podatkowego i zwalczania „prywaciarzy” i innych „oszustów” podatkowych – na takich optymalizacjach ci „prywaciarze” korzystają tylko wówczas, gdy inni ich nie dokonują i to tylko dlatego, że mają niższą cenę, dzięki czemu mogą ewentualnie mieć wyższe obroty, bo niższa cena przyciąga więcej klientów. Jak wszyscy postępują tak samo, korzystają wyłącznie konsumenci – również ci, którzy są zwolennikami „uszczelniania” systemu podatkowego. Traci na tym skarb państwa – ale nie dlatego, że „prywaciarze” zarabiają, tylko dlatego, że konsumenci mniej płacą. Nie traciłby, gdyby stawka VAT była taka sama na wszystko. I w dodatku nie musiałby tracić na tworzenie „matrycy” VAT.
Minimalną pensję zarabia 1,5 mln osób – to one mają być dotknięte ujednoliceniem stawek VAT. Jakby gminne ośrodki pomocy społecznej wypłaciły im 240 zł rocznie – o tyle więcej w ciągu roku osoby te zapłacą podatku VAT) to dałoby 360 mln zł. Osób zarabiających poniżej 3.000 zł jest około 4 mln. Przyjmijmy, że każdej z nich, a nie tylko tym najmniej zarabiającym, wypłacamy po te 20 zł miesięcznie – to dałoby rocznie 960 mln zł.
Dla porównania: utrzymanie administracji podatkowej opracowującej „matrycę” VAT kosztuje nas ponad 5 mld zł rocznie.

W blogu Spostrzeżenia 2018/11/02 - 15:16 Źródło

W ostatnich dniach października odbyła się w Londynie najważniejsza globalna konferencja dotycząca nowych trendów w automatyzacji procesów w firmach. Zostaliśmy - ja i Bartosz Radziszewski - zaproszeni na nią w uznaniu dla naszego programu Digital Finance Excellence przez UiPath, głównego organizatora. Opracujemy dłuższą relację, bo uzyskaliśmy naprawdę bezcenną wiedzę dla modernizacji polskich firm. Teraz na szybko tylko kilka slajdów i myśli. 
W automatyzacji procesów, zwłaszcza z wykorzystanie robotów software'owych RPA, chodzi przede wszystkim o zmianę kultury biznesowej i organizacji firm na taką, w której ludzie wykonują ważne zadania i podejmują decyzje, koncentrują się na wypracowaniu wartości dla klienta i jego obsłudze. Natomiast algorytmy zastępują go w rzeczach rutynowych, choć koniecznych, oraz wspomagają w analizie, prognozowaniu, planowaniu.

Roboty software'owe są wdrażane w finansach, HR, administracji, logistyce, marketingu, sprzedaży, aby każdy tam miał się czym wyręczyć, czym a nie kim.  Robot staje się asystentem człowieka, aby człowiek mógł lepiej wykorzystać swój intelektualny i emocjonalny potencjał.  Dzisiaj robot nie gorzej niż człowiek "rozumie" dokumenty, co jest chyba najważniejszym warunkiem, że może być aż tak użyteczny.
Co potrafią roboty RPA? 

UiPath stworzył otwartą platformę umożliwiającą każdemu menedżerowi lub specjaliście - po prostu każdemu! - stworzenie robota software'owego, realizującego wybrany proces w firmie oraz dopasowanego do jego - człowieka - indywidualnych potrzeb, tak aby on mógł wspierać te procesy. To jest gigantyczna zmiana w modelu automatyzacji!

Możliwe jest już połączenie RPA (Robotic Process Automation) i AI pozwalajace na analizę danych i dokumentow oraz ekstrakcje nieustrukturyzowanych, semi i ustrukturyzowanych danych oraz ich porzadkowanie, kategoryzowanie i ladowanie do systemow i aplikacji w sposób zautomatyzowany, np tworzac tabele i dokumenty lub wpisujac dane w systemy.

Hale produkcyjne czy inne przestrzenie wytwarzania są od dawna są automatyzowane, a roboty są asystentami ludzi lub ich wyręczają. Teraz przyszedł czas na takie narzędzia dla pracowników działów wspierających biznes. Tak jak wyżej wygląda potencjał usprawnień. 


Tak jak wyżej pokazano trzeba się do tego zabrać, a zacząć od optymalizacji i standaryzacji procesów.
Rozwiązania RPA są puzzlem, który dopełnia układankę modernizacji biznesu na bardziej efektywny, dzięki automatyzacji procesów.

Niektóre z tym wątków rozwiniemy na konferencji "Finanse w cyfrowych czasach. Digital CFO" w Warszawie 9.11. Tutaj więcej informacji   https://digital-cfo.evenea.pl/

W blogu Spostrzeżenia 2018/11/01 - 23:29 Źródło

Ponad jedna trzecia firm w Polsce nie podejmuje nowych kontraktów, ponieważ ma niewystarczającą liczbę pracowników - nie może ich znaleźć albo nie może ich zatrudnić (bo są za drodzy w stosunku do możliwości firmy). Dzieje się tak w różnych branżach, nie tylko budowlanej i nie tylko informatycznej. 
Jak zinterpretować taką informację? O czym w istocie się dowiadujemy? Przecież nie tylko o kryzysie demograficznym.
Jakie działania są podejmowane przez firmy? Przede wszystkim próbują znaleźć i zatrudnić pracowników, wiele sięga po obcokrajowców, inne próbują więcej wycisnąć z tych których mają, jeszcze inne ograniczają działalność, kolejne starają się przeogranizować pracę i wdrożyć narzędzia pozwalającego oszczędzać czas. Niektóre myślą o zmianie modelu biznesowego, aby móc więcej płacić pracownikom i w ten sposób uciec od problemu ich braku.
Według Eurostat, w ubiegłym roku Polska wydała największą liczbę zezwoleń na pobyt dla obywateli spoza UE, podała ta agencja statystyczna UE. Polska - 683 000 takich zezwoleń, Niemcy - 535 000, Wielka Brytania - 517 000. W 2017 r. w naszym kraju wydano także 235,6 tys. zezwoleń na pracę, prawie dwa razy więcej niż rok wcześniej.
Wedle tego samego Eurostatu Polska w ub. roku zatrudniała w przemyśle 223 000 osób, tyle 6 razy więcej niż kolejny kraj w tej klasyfikacji czyli Niemcy. 
Dlaczego firmy w Polsce tak rozpaczliwie potrzebują pracowników? Wydaje mi się, że to jest kluczowe pytanie. Bo potrzeba pracowników występuje też w innych krajach "starego" świata, ale nie jest tak dotkliwa.
Różne międzynarodowe badania zgodnie pokazują, że i menedżerowie, i przedsiębiorcy, nie radzą sobie z efektywnym wykorzystanie swojego czasu i swoich pracowników. Według badań IDC, CIMA czy Sage wskazuje na tę swoją bolączkę mięszy 60 a 75% firm. Szczególnie czasochłonne są czynności biurowe i księgowe, jednocześnie uważane za tzw. „stracone" godziny. Na świecie zarządzający biznesem chcieliby "odzyskany" czas poświęcić na poszukiwanie nowych przychodów i na poprawę procesów zwiększających efektywność pracy.
W tym roku w naszej społeczności Business Dialog, głównie w Klubie Dyrektorów Finansowych "Dialog", realizujemy Digital Finance Excellence (więcej na www.dfe.businessdialog.pl ), program wsparcia menedżerów i firm głównie w usprawnianiu procesowego zarządzania i w automatyzacji procesów. Dzięsiątki spotkań w całej Polsce, wizyt w firmach, wywiadów, itd daje nam przegląd postaw zarządzających wobec tego zagadnienia. 
Wynika z nich, że w Polsce nie jesteśmy jeszcze na takim poziomie świadomości, że wybór automatyzowania pracy jest oczywisty i wiąże się z większą umiejętnością przesuwania pracy i uwagi ludzi na rozwój biznesu, pozyskiwanie klientów, ich obsługę oraz sprzedaż bardziej rentownych produktów.
Raczej zatrzymujemy się na utyskiwaniu, że ludzi trudno znaleźć albo że są za mało zmotywowani i pracowici. Jeśli zatrudniamy technologię do rozwiązania problemu, to dopiero wtedy gdy już nie ma innego wyjścia i ciągle też nie wiemy, jak w pełni i ku satysfakcji pracowników i korzyści firmy wykorzystać "odzyskany" czas pracy. Może dlatego, że ten akurat aspekt wiąże się ze zmianą i kulturową zarządzania, i modelu biznesowego. A ta zmiana jest trudniejsze niż wdrożenie robotów software'owych czy innego sposobu automatyzacji procesów i czynności. Czy zostanie podjęta? Czy raczej firmy upadną? Na razie po prostu nie przyjmują nowych zamówień. 
Dopiero teraz w pełni widać, jak zły model budowania biznesu przyjęliśmy i jak częste niskie są kwalifikacje zarządcze. Co nas pogrąża, a ujawnił to rynek pracownika?

  1. Budowanie przewagi konkurencyjnej na niskiej cenie, wynikającej m.in. z niskich płac i niskich kosztów pozapłacowych. Czas taniej pracy właśnie się skończył. Co więcej, kończy się dostęp do tanich pracowników, co powoduje wzrost kosztów i wypadanie z rynku.
  2. Źle zorganizowana praca. Kupujemy czas pracowników, którego potem nie umiemy efektywnie wykorzystać.
  3. Brak troski o efektywność procesową, a więc możliwości optymalizacji procesów jak i wdrażania automatyzacji, ogranicza możliwość zmniejszania zapotrzebowania na pracowników, a co powoduje jeszcze większą niekonkurencyjność.

Zatem skala zapotrzebowania na pracowników w Polsce pokazuje przede wszystkim na trzy groźne zjawiska gospodarcze:
- zacofanie technologiczne polskich firm w obszarze zarządzania (nie na hali produkcyjnej czy w innej przestrzeni produkcyjnej lub usługowej)
- zacofanie kulturowe biznesu (organizacja pracy i zarządzanie ludźmi)
- wykorzystywanie Polski przez międzynarodowe wielkie korporacje do tymczasowego lokowania tutaj produkcji, a zwłaszcza usług (SSC/BPO), zanim nie zostaną wdrożone technologie zastępujące pracowników, np. robotyzacja, szczególnie roboty software'owe. Gdy te technologie dojrzeją, zostaną wdrożone i takie podmioty przestaną być potrzebnie. Z dnia na dzień będzie można zgasić świadło w setkach centrów usług wspólnych zlokalizowanych w Polsce. 

Najbardziej martwi mnie to, że w tej refleksji nad rynkiem pracownika zatrzymujemy się tylko na rozważaniu skąd wziąć nowych pracowników, a nie na tym, jak zmienić biznes, aby ich potrzebował mniej. I coraz bardziej pograżąmy się w nierozwiązywalnych sprzecznościach:
a. za mało ludzi - nie zwiększamy biznesu,
b. zwiększamy biznes przy większych kosztach pracy a niezmiennym modelu generowania wartoci - spada marża
c. spada marża - ograniczamy biznes lub upadłość.
Coś niedomagamy intelektualnie do dzisiejszych czasów.

W blogu Spostrzeżenia 2018/10/28 - 15:38 Źródło

Business Dialog Bulletin - widok książki

Premium Drupal Themes by Adaptivethemes