Przejdź do treści
Zapraszamy

Czytelników, rozmówców na forum, Autorów, Blogerów, Redaktorów,...

Przeczytaj o możliwościach korzystania z witryny i współpracy

Salon Business Dialog Klub Inspirations Klub Dialog CIO Business Meeting Point Kwintesencja Projekty Business Dialog

Jak rynek finansowy narzuca reguły gospodarce realnej.... niszcząc ją

wrzesień 2, 2018 dodany przez Anonimowy

Rywalizacja między Uberem i Taxify, dwiema taksówkopodobnymi firmami przewozu osób, pokazuje jak na dłoni zmiany, które do gospodarki realnej  wprowadzają gracze z sektora finansowego, oraz kto na nich wygra i kto przegra. I powiem od razu: są to prawie same złe wiadomości i dla nas jako klientów, i dla nas jako uczestników gospodarki realnej i lokalnej, oraz dla nas jako inwestorów..... jeśli nie sprzedamy na czas akcji firm napędzanych przez rynek finansowy, albo tylko przesadnie stosujących jego zasady.
Obie firmy weszły na polski rynek i rywalizują o klientów, dając im niebotyczne zniżki. Jeździmy z jednymi i drugimi właściwie za grosze. Kierowcy otrzymują normalną taryfową stawkę, bo firmy im dopłacają różnicę. Stać je na to, bowiem mają środki od bogatych inwestorów. Oczywiście, żadne tradycyjne korporacje taksówkowe, lokalne, nie są w stanie podjąć z nimi walki na ceny. Jako firmy upadną a kierowcy przejdą do Ubera i Taxify, stając się pracownikami - na różnych umowach - tych globalnych firm. Gdy rynek zostanie podzielony, wrócą wyższe ceny i nawet nie będzie miał kto z nimi pokonkurować, bo lokalnych podmiotów już nie będzie. Oczywiście, pamiętam o korzyściach klienta, który lubi taki sposób oferowania podwózki, jak to robią te dwie firmy. I żeby korporacje taksówkowe musiały podciągnąć jakość usług mając takich konkurentów. Ale pamiętam także o tym, że komfort klienta jest pochodną całokształtu gospodarki w danym społeczeństwie,  a ta dobrze jakby miała swoje marki i swój kapitał wypracowany np. przez rodzime firmy. Ale to inny wątek, na inny tekst.

Wróćmy do Ubera i Taxify. Są to firmy niedochodowe, przynoszące straty, i jeszcze długo takie pozostaną, a może nawet na zawsze takie pozostaną. Jak to możliwe, że inwestorzy ciągle dosypują im pieniędzy? Do Ubera - pieniądze wkładają amerykańskie fundusze, a do estońskiego Taxify - chińscy inwestorzy. Czyżby mieli aż tak długofalowe strategie i spokojnie czekali aż biznes stanie się rentowny? Nie, nic podobnego. 

W ogóle nie chodzi o rentowność, chodzi o to, aby obracać akcjami tych firm, czyli obracać wirtualnym pieniądzem, który nie pochodzi z ich zarobków z gospodarce realnej, lecz z handlu akcjami. Wzrost ich wartości nie ma nic wspólnego z wynikami firm, których dotyczą. Inwestorzy bogacą się na tym wirtualnym handlu, a nie na działalności tych firm. Mają więc interes w dosypywaniu im pieniędzy, aby trwały. Oczywiście, do czasu, bo to jednak piramida i w końcu się zawali. Jak mówi Bartosz Radziszewski, mój mądry partner z Klubu Dyrektorów Finansowych "Dialog": zarabiają wszyscy inwestorzy do N-1, a N-ty inwestor to ten, od którego nikt już nie chce kupić, bo biznes się chwieje, a on na czas nie pozbył się aktywów. To samo dotyczy klientów - do pewnego momentu mają ekstra warunki, a potem zostają z bezwartościowym towarem (jeśli to są produkty finansowe) lub z jego wysoką ceną z braku konkurencji.

Na tym polega ta gospodarka zaciągnięta z rynków finansowych: sztuka polega na umiejętności sprzedaży udziałów w firmie czy akcji, na znajdowaniu tego najwłaściwszego momentu, kiedy udziałów trzeba się pozbyć, na umiejętności pompowania wyników, sprzedaży i ucieczce do kolejnej firmy, którą się napompuje, sprzeda, itd.
Widzimy to ciągle, a ostatnio na przykładzie GetBack czy Wonga.
 
Wirtualnego pieniądza można wyprodukować każdą ilość. Dlatego globalnie działające firmy, oparte o fundusze czy inaczej o rynek finansowy, zawsze będą miały wystarczającą ilość środków, aby wyciąć lokalnie działające firmy albo po prostu firmy budujące swoją wartość na produkcie/usłudze, na satysfakcji klienta, na inwestycjach. 
Jaki jest wybór? Właściwie nie ma go. W globalnej gospodarce, w gospodarce, gdzie tylko 8% pieniądza ma pokrycie w towarach i usługach, właściwie można się tylko dostosować, przyjąć te reguły gry. Albo.... albo zejść z pola rażenia, czyli budować takie firmy i tak zaspokojać potrzeby klientów, jak nie robi tego żaden globalny gracz. Wówczas otwierają się dwie drogi: wejdę do gospodarki globalnej z dużą przewagą i tanio się nie sprzedam, a może to ja będę kupującym albo - pogodzić się z tym, że zawsze będę małą lokalną sympatyczną rentowną firemką.

Jest jeszcze taki aspekt. Ja czasem jeżdżę Uberem, ale najczęściej jeżdżę lokalnymi taksówkami i.... ma to kilka niedogodności. Jak długo będę miała cierpliwość do nich?  I w imię czego?
Nasz serwis Business Dialog jest postawiony na lokalnym serwerze,  w firmie mojego sąsiada, super gościa, ale.... kilka dni temu serwis był kilkanaście godzin niedostępny (oraz Internet w biurze, pokrewne serwisy, moja poczta, itd), bo koparka.. kabel itd. To by się nie zdarzyło, jakby BD był hostowany przez inną, globalną firmę. Ja mam obiekcje, ale moi partnerzy mówią, że zmiana jest konieczna. 
Niska jakość usług i mojego taxi, i mojego dostawcy informatycznego nie wynika z ich nierzetelności, czy braku umiejętności, wynika z ograniczeń, które mają będąc małymi lokalnymi firmami. Nie pokonają ich, polegną. 
I teraz kluczowe pytanie: jak w takim razie budować dobrobyt i dobrostan ludzi, którzy nie są wirtualni, są tu i teraz, a pracują w warunkach tworzonych przez wirtualne pieniądze, pieniądze, które nie mają żadnych zobowiazan wobec miejsca i czasu, w którym oni żyją. W którym my żyjemy.

W blogu Spostrzeżenia 2018/09/02 - 21:19 Czytaj

Business Dialog Bulletin - widok książki

Premium Drupal Themes by Adaptivethemes