Zapraszamy
Czytelników, rozmówców na forum, Autorów, Blogerów, Redaktorów,...
Przeczytaj o możliwościach korzystania z witryny i współpracy
Czytelników, rozmówców na forum, Autorów, Blogerów, Redaktorów,...
Przeczytaj o możliwościach korzystania z witryny i współpracy
Ostatni kryzys nadwątlił zaufanie do banków. W Polsce nie mieliśmy tak dramatycznych doświadczeń jak w USA czy w Europie Zachodniej, jednak skutki kryzysu odczuwane były przez długie miesiące tak przez klientów detalicznych, jak i korporacyjnych. Na pewien czas z powodu braku płynności zamarł rynek kredytów, a dodatkowo wiele firm ucierpiało z powodu opcji walutowych. Dziś sytuacja jest już inna, ale wspomnienia tamtych miesięcy pozostały. Banki zmieniły nieco sposób prowadzenia biznesu, zaczęły być bardziej ostrożne. Tę ostrożność wymusił w pewnym stopniu regulator. Czy nadmierna innowacyjność banków w okresie poprzedzającym kryzys nie pogrzebała starych dobrych wartości, które budowały zaufanie?
Na to pytanie próbowaliśmy odpowiedzieć podczas konferencji Klubu Dyrektorów Finansowych „Dialog” i Stockwatch, które odbyło się 30 września 2011 r. w siedzibie warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych. Było ono częścią projektu „Własny tworzymy, cudzy chronimy. Kapitał intelektualny, innowacje, konkurencyjność”, któremu patronuje Polska Prezydencja w UE. Dyskusję wspierali: Lech Kurkliński wykładowca warszawskiej SGH, przedtem członek zarządu wielu banków oraz Tomasz Dankowiakowski, wiceprezes i CFO Hortex Holding.
Aktywni chcą nowości
Dyskusję zagaił Lech Kurkliński, który przedstawił wyniki różnych badań, krajowych i zagranicznych, świadczące o tym, że kryzys nie podkopał zaufanie Polaków do sektora bankowego. Z badań zagranicznych, przeprowadzonych rok temu, czyli już po przejściu pierwszej, najgroźniejszej fali kryzysu, wynikało, że zadowolonych z usług bankowych w Polsce było więcej niż w innych krajach Europy, aż 73 proc. Zdecydowanie niezadowolonych tylko 2 proc. Nieco gorsze wyniki uzyskał Pentor, ale i w tych ankietach ponad połowa respondentów miała dobre opinie o bankach.
Można powiedzieć, że Polska wyszła z kryzysu obronną ręką, więc ludzie nie odczuli zbyt mocno jego skutków i nie mieli powodów, by wylewać żale na banki. Ale to nie jest cała prawda. U nas w przeciwieństwie do krajów wysoko rozwiniętych stopień „ubankowienia” jest wyjątkowo niski. Jak wynikało z zaprezentowanych badań, jedna trzecia społeczeństwa nie korzysta w ogóle z usług bankowych. Ci zaś, którzy korzystają, nie są zbyt aktywni. Jedna czwarta posiada zaledwie jeden produkt bankowy, a 40 proc. - dwa produkty. Wśród bardziej aktywnych mamy jednak dużą grupę ludzi otwartych na innowacje i nowe produkty, aż 11 proc.
– To bardzo dobry i optymistycznie nastrajający wynik – skomentował Lech Kurkliński. Jeden z dużych światowych banków zwija w Polsce swoją działalność, bo szefowie z odległej centrali nie docenili wymagań naszych klientów. Wyposażyli bank w drewniane miecze i wysłali na wojnę, na której inni stosują dużo bardziej wyrafinowane narzędzia. Wprawdzie globalny kryzys zaufania, spowodowany tym, że wirtualny świat i innowacje poszły zbyt daleko, objął również w jakimś stopniu Polskę, to jednak badania pokazują, że duża część naszych klientów oczekuje od banków innowacyjności. Jeśli zasadą starej bankowości było „trzy-sześć- trzy”, co oznacza oprocentowanie depozytów na 3, oprocentowanie kredytów na 6 i wyjazd na pole golfowe o trzeciej po południu, to na pewno dziś nie ma już do niej powrotu. Innowacje są potrzebne, bo ludzie ich po prostu chcą.
– Ze statystyk wynika jednak, że nasze banki nie są zbyt innowacyjne – próbował dodać dziegciu do tego słodkiego obrazu Marcin Przasnyski, dyrektor finansowy firmy Reprograf i szef portalu giełdowego StockWatch.pl. Kapitał niematerialny w sektorze bankowym stanowi zaledwie 1 proc. aktywów, co plasuje banki na szarym końcu spółek giełdowych. W strukturze bilansu wartości te absorbują wprawdzie 14 proc. kapitałów własnych, więc może coś się ruszyło, ale trudno powiedzieć co konkretnie. Pewnie pieniądze poszły na projekty związane z wizerunkiem.
Przasnyski odpowiedzi się nie doczekał, ale można pospekulować. Na produkty bankowe nie ma praw autorskich. Wiadomo jednak, że banki inwestują w technologie, w informatykę, doskonalą systemy, przystosowując je do zmieniającej się oferty. Dzięki tym technologiom właśnie mamy dostęp do ich usług 24 godziny na dobę przez siedem dni w tygodniu, a stara zasada „trzy-sześć-trzy” przestała działać.
Firmy chcą relacyjności
Sławomir Miłow, współwłaściciel i szef KamaxEstetyka, zwrócił uwagę, że zaprezentowane badania dotyczące satysfakcji klientów, prowadzone były w segmencie bankowości detalicznej. – Gdyby podobne opinie zebrano wśród klientów biznesowych, wyniki nie byłyby dużo gorsze – stwierdził. W sektorze firm oczekiwania innowacyjności są dużo większe. Na przykład współzarządzanie cash flow, jest na to duży popyt, a dobrej oferty na rynku brakuje. Generalnie oferta banków, dla sektora małych i średnich przedsiębiorstw jest niewystarczająca i nie spełnia oczekiwań przedsiębiorców.
Mniej krytyczny był Tomasz Dankowiakowski, wiceprezes Hortex. Dowodził, że innowacje nie są w opozycji wobec starych dobrych wartości, którym banki bynajmniej nie przestały hołdować. – Wierzę w bankowość relacyjną, która buduje zaufanie – mówił. Od kilkunastu lat moja firma współpracuje z konsorcjum banków. Są dla nas partnerem w dobrych i złych czasach. Ale innowacje dostrzegam jedynie jako klient detaliczny banków. Uważam, że wielkim osiągnięciem było na przykład zbudowanie bezpiecznego systemu przelewów internetowych. Jednak w bankowości korporacyjnej przełomu nie widzę. Rozmawiałem niedawno z naszą szefową treasury i oboje byliśmy zgodni, że w ciągu ostatnich trzech lat innowacyjności w sektorze bankowym nie przybyło. Oferta produktowa dla korporacji jest ciągle taka sama, choć muszę przyznać, że dobrze zaspakaja nasze potrzeby i nie różni się od tego, co oferują dużym firmom banki za granicą. Nie znaczy to jednak, że nie oczekujemy od banków więcej. Wszystko można robić szybciej, sprawniej i taniej. Szybciej procedować, zmniejszyć koszty transakcyjne, zapewnić bardziej elastyczne warunki finansowania i większe bezpieczeństwo obrotu gotówkowego.
– Poziom usług bankowych w Polsce w porównaniu z innymi krajami jest relatywnie wysoki, a w segmencie detalicznym nawet bardzo wysoki – przyznał Lech Kurkliński. Idea bankowości relacyjnej, którą tak cenią klienci, jest atrakcyjna, ale gdyby miała przesądzać o wyborze banku, banki spółdzielcze nie traciłyby znaczenia na rzecz dużych instytucji komercyjnych. Na rynku zachodzą teraz duże zmiany, następuje koncentracja, jedne banki przejmują inne. Santander kupi pewnie Kredyt Bank, a Paribas Millennium. W takiej sytuacji trudno jest mówić o bankowości relacyjnej. Dużo zależy od tego, gdzie tworzona jest strategia, lokalnie czy w odległych centralach. Dużo lepsze wyniki osiągają te banki, w których decyzje zapadają lokalnie, w kraju prowadzenia biznesu. Weźmy choćby Bank Handlowy, który praktycznie nie rośnie, a na domiar złego ma duży odsetek złych kredytów i bank Nordea, który zaczynał z niskiego poziomu, ale w ciągu sześciu lat podwoił akcję kredytową. Po kryzysie banki stopniowo odbudowują zaufanie, ale to już będą inne relacje. Banki są szczególnymi organizacjami, w sytuacji zagrożenia państwo przychodzi im z pomocą, stąd potrzeba regulacji. Z drugiej jednak strony istnieje niebezpieczeństwo przeregulowania. Jeśli do tego dojdzie, płacić będziemy wszyscy.
Przywileje lubią odpowiedzialność
– Banki są rzeczywiście instytucjami uprzywilejowanymi – zgodził się Tomasz Dankowiakowski. Ale skoro tak, to powinniśmy wymagać od nich większej odpowiedzialności. Tymczasem jest przyzwolenie na to, by prowadziły ryzykowną grę, w której przegranymi są ich klienci. Kryzys zaufania nie powstał z chęci maksymalizacji zysku, lecz z powodu sztucznych, niepotrzebnych innowacji. Banki oferowały klientom biznesowym instrumenty strukturyzowane, opcje walutowe. Przecież te instrumenty nie wypełniały żadnej luki rynkowej. Oczekuję od banków innowacyjności, ale również odpowiedzialności za wprowadzane innowacje. Krotko mówiąc: innowacyjności i respektowania tradycyjnych wartości.
– Kto jest bez grzechu, niech rzuci kamieniem – tak problem opcji skomentował Lech Kurkliński, sugerując, że jakiś procent winy ponoszą również firmy, które z takiej oferty banków skorzystały. Zgodził się jednak, że od banków możemy wymagać więcej niż od innych uczestników rynku. – Stąd właśnie potrzeba regulacji bankowego biznesu – dodał.
Odejście od wartości może umniejszyć znaczenie innowacji, dlatego tak ważne jest, by ich nie konfliktować – z taką tezą zgodzili się wszyscy uczestnicy dyskusji. Lech Kurkliński podał przykład innowacyjnego mbanku, który zyskał wielu klientów, ale w ostatnim zaliczył wpadkę z klientami, którzy zaciągnęli kredyt hipoteczny ze zmienną stopą procentową we frankach szwajcarskich. – Gdy tendencja była korzystna dla banku, ten zmieniał stopy, a gdy niekorzystna powstrzymywał się od zmiany, na czym tracili klienci – przypomniał. Z niedotrzymywaniem tradycyjnych wartości wiąże się ryzyko deprecjonowania innowacyjności. – Nie ma, a w każdym razie nie powinno być konfliktu między innowacyjnością a wartościami – podsumował Tomasz Dankowiakowski. Problemem są jedynie innowacje sztuczne, nie będące odpowiedzią na zapotrzebowanie klientów.
17.10.2011
Odpowiedzi
Dodaj nową odpowiedź