Przejdź do treści
Zapraszamy

Czytelników, rozmówców na forum, Autorów, Blogerów, Redaktorów,...

Przeczytaj o możliwościach korzystania z witryny i współpracy

Salon Business Dialog Klub Inspirations Klub Dialog CIO Business Meeting Point Kwintesencja Projekty Business Dialog

Gospodarka to stan umysłu, a nie stan rzeczy

styczeń 2, 2020 dodany przez Anonimowy

W mediach społecznościowych wzmogła się ofensywa wyznawców sprawiedliwości społecznej przeciwko kapitalizmowi. Kapitalizm jest zły, bo potrzebuje kapitału. Tego finansowego oczywiście – czyli pieniędzy. A posiadanie pieniędzy jest złe. Aczkolwiek większość chce mieć ich więcej. Skąd się one biorą? Pieniądze „emitują” banki centralne i „kreują” banki komercyjne – czyli de facto „drukują”. Ale kapitalizm nie polega na drukowaniu pieniędzy. Kapitalizm to kapitał. Ale ludzki. To nie The capital ani Das Kapital. To capita. Niestety, ci którzy wypisują brednie, że „capita” się wzięła od bydła i dlatego kapitalizm to system bydlęcy (służę screanami komentarzy na Twitterze jakby ktoś nie wierzył) tym kapitałem ludzkim nie dysponują. Dlatego koncentrują się na tym jak odebrać innym kapitał finansowy. Nie tylko ten „wydrukowany” przez banki centralne i komercyjne, ale także ten, który został zdobyty dzięki wykorzystaniu kapitału ludzkiego.
Wszystko zaczęło się w jaskiniach. Ludzi od zarania ich dziejów motywowały do działania: głód, pragnienie i popęd seksualny. To właśnie one sprawiały, że wychodzili z tych jaskiń i „szli do pracy” – polować, łowić, zbierać. Po co to robili? „Jedynym powodem produkcji jest konsumpcja” – zauważył  Adam  Smith. Produkcji – czyli polowania, łowienia, zbierania. Żadna siła nie zmusiłaby ludzi by uganiali się po lesie i polowali, łowili i zbierali oprócz głodu. A jak już musieli „zapolować” żeby się najeść, to zaczęli kombinować jak się przy tym nie narobić za specjalnie bo człowiek z natury jest leniwy. A jak już zaczęli z lenistwa kombinować, to „z rozpędu” zaczęli wytwarzać więcej niż zjadali. I stąd się wzięły oszczędności, które były początkiem drogi do powstawania pieniądza i kapitału finansowego.
Pierwotnie istniały dwa źródła bogacenia się ludzi: zasoby naturalne i praca. Nie było żadnego „kapitału”, który miałby ułatwiać pracę, „inwestycje” i „rozwój”. „Kapitał” bierze się z wcześniejszych oszczędności. A oszczędności są możliwe dopiero wówczas, gdy pojawiają się nadwyżki. Kapitał powstał na skutek zwiększenia innowacyjności pracy, dzięki czemu możliwe było wytworzenie nadwyżek, których ludzie nie skonsumowali na bieżąco. W pewnym momencie naszej historii najwięksi i najodważniejsi w grupie zostali wyposażeni w drzewce, na których ktoś inny, posiadający mniejszy zasób siły w mięśniach, a większy zasób intelektu w głowie osadził ociosany kamień i poszli polować na mamuty. Nikt nie finansował produkcji ich nowej broni, dzięki której zwiększył się „dochód jaskiniowy” – pierwowzór dochodu „narodowego”.
Pieniądze (czyli „kapitał” – zdaniem socjalistów krytykujących kapitalizm) same w sobie nie są nam do niczego potrzebne. Potrzebujemy ich tylko jako środek do szybszej wymiany wartości naszej pracy przybierającej postać wytwarzanych towarów lub usług na wartość pracy innych ludzi, wytwarzających inne towary i usługi.
Frederic Bastiat zobrazował to na przykładzie pługu farmera. Gdy farmer pożycza 50 franków (Bastiat był Francuzem – stąd franki) aby kupić pług, to w istocie nie pożycza 50 franków, tylko ów pług. Przy pomocy pieniędzy produkty po prostu łatwiej mogą przechodzić z rąk do rąk. Gdyby wartość produktów farmera w danym momencie była równa wartości pługa mógłby on dokonać natychmiastowej wymiany. Jeśli tak nie jest, może on pług od kogoś pożyczyć. Właścicielem pługa może się stać gdy na dotychczasowego jego właściciela będzie mógł przenieść własność wytwarzanych przez siebie produktów odpowiadających wartości pługa. Ale właściciel pługa może nie potrzebować akurat produktów farmera. Jest natomiast zainteresowany meblami produkowanymi przez stolarza, który z kolei chciałby kupić frak i buty. Wartość pieniądza jako miernika wartości produktów lub usług polega na tym, że ułatwiają przeprowadzenie takiej wymiany między właścicielem pługa, farmerem, stolarzem, krawcem i szewcem. Nikt nie pożycza pieniędzy dla samych pieniędzy. Farmer pożycza od bankiera pieniądze na pług, za które właściciel pługa kupi meble, a stolarz frak i buty. Ale w istocie wartość towarów, które w przyszłości wyprodukuje farmer przy pomocy pługa, stanowi podstawę ich wymiany na pług, a pługu na meble, mebli na frak i buty, a fraka i butów na… być może produkty farmera.
„Gospodarka jest fenomenem społecznym, nie fizycznym” – twierdził Krzysztof Dzierżawski. Niestety, w dominującym nurcie teorii ekonomii zjawiska gospodarcze wyjaśnia się według modelu mechanicznego, w którym gospodarka jawi się jak „zbiór kół zębatych, wprawianych w ruch za pomocą koła zamachowego”. Kołem zamachowym najczęściej jest jakaś gałąź przemysłu – dajmy na to budownictwo albo przemysł stoczniowy, albo samochodowy, w zależności od okoliczności miejsca i czasu oraz siły poszczególnych lobby. A co wprawia te koła zębate w ruch? Paliwo, którym są pieniądze. Ten „kapitał”, którym zachwycają się, i który krytykują antykapitaliści. Obraz ten, konstatował Dzierżawski, jest bardzo prosty, aczkolwiek fałszywy.
W istocie bowiem gospodarka ma strukturę mrowiska  z czego antykapitaliści nie zdają sobie sprawy. Gdyby jednak politycy i ekonomiści przyjęli tę prawdę do wiadomości, musieliby porzucić marzenia o możliwości pozytywnego wpływu na zjawiska gospodarcze. Wobec ludzkiego mrowiska są bowiem tak samo bezradni jak ktoś, kto natknąwszy się przypadkiem na prawdziwe mrowisko w lesie, obserwuje ze zdziwieniem tę niezwykłą i całkowicie niezrozumiałą krzątaninę owadów i ich determinację w dążeniu do nieznanego celu.
Istotę zjawiska doskonale ujął George Gilder. Potok pieniędzy z ropy nie staje się sam z siebie trwałym źródłem przychodów narodu. Czterysta lat temu Hiszpania, zalewana powodzią kruszców z kopalń w swoich koloniach, była tak zamożna, jak dzisiaj jest Arabia Saudyjska. Nie udało jej się jednak osiągnąć prawdziwego bogactwa i wkrótce popadła w stagnację, podczas gdy w pozornie biedniejszych częściach Europy przemysł święcił triumfy. Prawdziwym bogactwem nie jest bowiem skutek, z którym zetknęły się kraje zasobne w ropę czy w kruszce lecz przyczyna ujawniająca się od stuleci – jak na dość jałowych wyspach w rodzaju Wielkiej Brytanii, czy Japonii.  Bogactwo ucieleśnia się w rzeczach, ale jest wytwarzane przez umysł. To twórcze umysły są najważniejszymi zasobami kapitałowymi w gospodarce. Bogactwo jest w większym stopniu produktem umysłu niż pieniędzy. „Majątek może topnieć, lecz umysł i wola potrafią momentalnie błysnąć przed niezdecydowanym tłumem, rozpalić niebo swoimi wizjami i spowodować ich wcielenie w krzem i cement zanim zgromadzą się konkurenci. Najlepsze, najbardziej władcze, najbardziej oryginalne i najbardziej giętkie umysły stanowią najtrwalsze złoto” – pisze Gilder.
Zważywszy, że gospodarka rządzona jest przez myśl, odzwierciedla ona stan umysłu, a nie stan rzeczy. Jednym z zasadniczych praw umysłu jest to, że wyobraźnia i wiara poprzedzają wiedzę. Ponieważ umysł ludzki zdolny jest do nieustannego wytwarzania nowych idei, myśliciel musi dokonywać nieustannego wyboru koncepcji, w które ma wierzyć.
Wybierzcie zatem w co chcecie wierzyć.

W blogu Spostrzeżenia 2020/01/02 - 11:00 Czytaj

Business Dialog Bulletin - widok książki

Premium Drupal Themes by Adaptivethemes