Przejdź do treści
Zapraszamy

Czytelników, rozmówców na forum, Autorów, Blogerów, Redaktorów,...

Przeczytaj o możliwościach korzystania z witryny i współpracy

Salon Business Dialog Klub Inspirations Klub Dialog CIO Business Meeting Point Kwintesencja Projekty Business Dialog

Gdzie się podziały pieniądze? Spotkanie 28.02.2014

marzec 2, 2014 dodany przez Anonimowy

Rynek finansowy oderwał się od gospodarki realnej i zaczął żyć własnym życiem. Realna wartość towarów i usług stanowi zaledwie ułamek zasobów pieniądza emitowanego przez system bankowy. Czy istnieje niebezpieczeństwo, że lawina pieniędzy bez pokrycia w towarach i usługach przedostanie się do realnej gospodarki? Co stanie się wówczas ? Czy będzie to koniec kapitalizmu – zastanawialiśmy się podczas spotkania Klubu Dyrektorów Finansowych „Dialog”, które odbyło się 28 lutego 2014 r. na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych.
Ten koniec już nastąpił – stwierdził Andrzej Sadowski, wiceprezydent Centrum im. Adama Smitha. Obecny system ekonomiczno-społeczny ma coraz mniej wspólnego z kapitalizmem, jaki znamy ze starych podręczników. Trudno więc powiedzieć, że w 2008 r. mieliśmy do czynienia z kryzysem kapitalizmu. Na początku lat 70., gdy ostatecznie zawieszono wymienialność dolara na złoto, gdy upadł system z Bretton Woods, rządy zyskały nieograniczoną możliwość zaciągania długów i w efekcie straciły kontrolę na finansami publicznymi. Od tego czasu jesteśmy uczestnikami powtarzających się kryzysów finansowych. Tracą na nich głównie zwykli ludzie, którzy jedynie na ulicach mogą wyrazić swoje zdanie. Pewnie mało kto pamięta, że w Atenach podczas demonstracji były ofiary śmiertelne. To znacznie gorsze niż „wirtualny” pieniądz.

Wirtualne operacje

Pieniądze, którymi ratowano system bankowy, były wirtualne, bo istniały tylko w postaci zapisów na kontach. – Po 2008 r. Europejski Bank Centralny faktycznie nie udzielał zagrożonym bankom pożyczek, lecz jedynie dopisywał zera na bankowych kontach – mówił Andrzej Sadowski. Te pieniądze nie mają nic wspólnego z realną wartością, nie są też materializowane. Przykład Cypru udowodnił, że można je odebrać. Kapitalizm, jaki znaliśmy, zastąpiła inżynieria gospodarcza i społeczna. Zmierzamy w kierunku centralizacji zarządzania, a głównym ośrodkiem władzy w Europie stają się instytucje unijne, regulujące dyrektywami nawet drobne aspekty naszego życia.
Obawy przed zalewem pustych pieniędzy pozostają jednak wciąż bardzo silne. – W czasie ostatniego kryzysu do łask znów wróciło złoto, jego ceny mocno szybowały w górę – przypomniał Andrzej Sadowski. I trudno się dziwić – gdy pieniądz nie ma już kotwicy w postaci realnego parytetu, inwestorzy i zwykli ciułacze poszukują realnego towaru, który zabezpieczyłby ich oszczędności przed inflacją. Nie twierdzę, że jedynym możliwym zabezpieczeniem jest złoto. Równie dobry może być inny parytet surowcowy, na przykład ropa naftowa czy gaz ziemny. Korona norweska ma właśnie taki parytet, dlatego jest uważana za skuteczną ochronę wartości w czasie. Przy czym nie jest to pogoń za zyskiem, lecz jedynie próba zachowania stanu posiadania.

Uprzywilejowane banki

Przywołanie przykładu cypryjskiego rozbudziło dyskusję o bankach i systemie bankowym. Na Cyprze sanacji z wirtualnych, unijnych pieniędzy został poddany największy bank, Bank of Cyprus, któremu groziło bankructwo. Depozytariusze odzyskali jednak jedynie połowę oszczędności ponad kwotę gwarantowaną, to jest 100 tys. euro.
– To i tak za dużo, skoro bank bankrutuje, powinni stracić wszystko – stwierdził Tomasz Mosoń, dyrektor finansowy Scania. – W Europie obowiązuje model szwedzki, który kosztami upadłości obarcza akcjonariuszy, a nie depozytariuszy – oponował Andrzej Sadowski. W cypryjskim banku pieniądze trzymali rosyjscy oligarchowie, więc rozumiem skąd ten brak współczucia, ale przecież banki funkcjonują tylko dlatego, że im ufamy, odebranie części depozytów było nadużyciem zaufania. Z drugiej strony, prawdą jest, że banki w Europie i w USA cieszą się dużymi przywilejami. Nawet gdy akcjonariusze zawodzą, mogą liczyć na wsparcie rządów, a ich menedżerowie na wysokie premie.
W istocie chodziło nie o obronę Cypru czy cypryjskich banków, a o ratowanie euro. Trójka – Komisja Europejska, Europejski Bank Centralny i Międzynarodowy Fundusz Walutowy – zjednoczyły siły, by przywrócić zaufanie do europejskiej waluty. Podczas dyskusji padło pytanie, czy Polska powinna znaleźć się w strefie euro? Andrzej Sadowski odpowiedział cytując Jerzego Belkę, prezesa Narodowego Banku Polskiego: w przewidywalnej przyszłości nie ma takiej możliwości. Zdaniem Sadowskiego, wprowadzenie jednej waluty i jednolitych stóp procentowych w krajach tak mocno zróżnicowanych pod względem rozwoju gospodarczego było pomyłką. Jej efekty właśnie odczuwamy.

Gdzie ta inflacja?

Podaż pieniądza stale rośnie, a inflacji nie widać. – Zgodnie z podręcznikowymi zasadami ekonomii, kreacja pieniądza bez pokrycia powinna wywołać inflację, tymczasem balansujemy na granicy deflacji, dlaczego? – pytał Marek Rudziński, dyrektor finansowy Sage. Początkowo myślałem, że pieniądze te trafiły do obiegu spekulacyjnego, ale nie, skala transakcji na instrumentach pochodnych nie zmieniła się w ostatnich latach.
To było ciekawe pytanie, na które nie znaleźliśmy jednej dobrej odpowiedzi, choć tropów nie brakowało. – Banki komercyjne dostają pieniądze w formie tak zwanych pożyczek, czyli zapisów na kontach od banków centralnych i dalej ich nie transferują – tłumaczył Tomasz Mosoń. Te zapisy księgowe pomagają bankom spełniać wymogi kapitałowe i służą poprawie wskaźników ostrożnościowych, które są coraz bardzie rygorystyczne. – Mamy jednak obszary, gdzie wysoka podaż pieniądza daje o sobie znać – przekonywał Andrzej Sadowski. Mówi się na przykład, że lada moment pęknie bańka na rynku nieruchomości we Francji. Pieniądze mogły też trafić na giełdy, gdzie zaczęto odnotowywać wzrosty. – A gdy Fed zapowiedział, że będzie zmniejszał dodruk pieniądza, giełdy zaczęły spadać – przyznał Tomasz Mosoń.
Rosnące kapitały banków, rosnące giełdy, ożywiony ruch na lokalnych rynkach nieruchomości – czy tam właśnie trafiły pieniądze z dodruku? Zdaniem Marcina Przasnyskiego, dyrektora finansowego i właściciela portalu giełdowego StockWatch - nie, co więcej, podręcznikowe poszukiwania nie mogą dać pełnej odpowiedzi: – W ciągu ostatnich lat świat się zmienił, przybyło 2 mld konsumentów – miliard za sprawą Chin, które połączyły się ze światem, drugi miliard za sprawą facebooka. Czy te dwa miliardy nie powiększają rynku, który wchłania pieniądz? Mówimy o wirtualnych pieniądzach, które są zapisywane na bankowych kontach, ale są też prawdziwe wirtualne pieniądze na platformach internetowych – bitcoins. Myślę, że w przyszłości pieniądz będzie funkcjonował tylko w postaci zapisów w komputerze.
Kwitnący na platformach elektronicznych handel być może rzeczywiście uchronił nas przed inflacją, zwłaszcza że tam można kupić towary, jakich nie znajdziemy w tradycyjnych sklepach. – Zauważyłam, że młodzież chętnie kupuje w Internecie towary, za które jest gotowa płacić więcej niż wynosi ich realna wartość, na przykład podkoszulki ze specjalnymi nadrukami, z podobiznami jej idoli – mówiła Agnieszka Masłowska, dyrektor finansowy i członek zarządu Harper Higienics. Tak jak na giełdzie wycenie zaczynają podlegać wartości niematerialne. I nie chodzi tylko o markę, ale również o przynależność do jakiejś grupy albo o to, że ktoś z kim się chcemy identyfikować, ma podobną rzecz. – Taką wartością, za którą jesteśmy gotowi płacić, jest również zaufanie – zgodził się Andrzej Sadowski. Dwa lata temu rząd niemiecki sprzedał obligacje, które będą przynosić stratę, ale inwestorzy kupowali je, bo mają zaufanie do rządowych papierów niemieckich. Płacili więc za zaufanie.

Kto powie: sprawdzam?

Czy rzeczywiście świat pieniądza ukrył się w świecie wirtualnym, na bankowych kontach i w Internecie? Nie wszyscy uczestnicy spotkania byli o tym przekonani. – Argument, że pieniądze z dodruku pozostają w bankach komercyjnych i nie są dalej transferowane, jest bardzo słaby, bo przecież banki dostają je po to, by kupować obligacje rządowe, to znaczy, że trafiają one jednak do realnego obiegu – zauważył Marek Rudziński. – Wzmożone transakcje handlowe na platformach elektronicznych również nie wyjaśniają wszystkiego, bo wówczas mielibyśmy wyższy wzrost PKB, nawet przy założeniu, że szara strefa jest w Internecie jest dużo większa niż w realnej gospodarce – podsycał wątpliwości Tomasz Mosoń. Gdzie zatem są te puste pieniądze? Dlaczego nie mamy wybuchu inflacji?
Próbę odpowiedzi podjął Andrzej Sadowski: – Pieniądz wirtualny objawia się pęczniejącymi bańkami spekulacyjnymi. Rosną one tak długo, aż ktoś nie powie: sprawdzam. W 2008 r. mechanizm ten eksplodował w Grecji i system zaczął się pruć. Teraz może to zrobić na przykład rząd chiński, który ma ambicje, by Chiny stały się supermocarstwem, a juan nową światową walutą. Podobno podjęto już prace nad standardem złotego juana. Rzecz wygląda tak, że Chińczycy wysyłają do USA realne towary, a otrzymują dolary z dodruku. Mają świadomość, że rezerwy gromadzone w amerykańskiej walucie są problematyczne. Pytanie jednak, kiedy padnie owo: sprawdzam, na jakim poziomie będą wówczas Chiny. Jak na razie, Chińczycy kupują technologie i infrastrukturę w Europie. Europa stała się miejscem wyprzedaży technologii dla Chińczyków i Arabów.

Dokąd zmierzamy?

Europa interesuje nas szczególnie. Jakie mamy szanse, gdy ktoś powie: sprawdzam? – To powiedzieć może każdy – dowodził Marek Rudziński. W Europie prywatna gospodarka trochę zaczęła się ruszać, ale oprócz Niemców wszyscy są mocno zadłużeni. Rządy nie inwestują, tylko rolują długi. Zaufanie udało się utrzymać, ale na jak długo? Jak wiadomo, bogactwo skoncentrowane jest w rękach nielicznych. Oni kupują tytuły własności i dobra luksusowe, napędzają wirtualny świat. Jaki jednak będzie finał zmagań między światem realnym i wirtualnym? Czy jest szansa, że wrócimy do idei wolnego rynku i pieniądza, za którym stoi realny parytet?
– Wolny rynek jest najlepszym sposobem na dobrobyt – stwierdził Andrzej Sadowski. Kraje afrykańskie, które skopiowały stare wzory europejskie, jak Botswana, ale także kraje nowej Europy, jak Estonia, są najniżej zadłużone i cieszą się dziś wolnością gospodarczą. Zresztą wystarczy porównać Niemcy i Francję, to jeszcze lepszy przykład. Niemcy odniosły sukcesy mimo przegranej wojny, ogromnych zniszczeń powojennych i wysokich kontrybucji, jakie musiały płacić. Francuski model socjalny przegrał z kretesem. – Ale najlepszy okazał się model chiński, gdzie rząd reguluje nie tylko gospodarkę, ale również najdrobniejsze aspekty życia – wtrącił Marek Rudziński. – Podstawą systemu rynkowo-demokratycznego są regulacje i instytucje, w tym sprawnie działające sądy – bronił starego modelu europejskiego Andrzej Sadowski. Ludzie wszędzie są tacy sami. To system instytucjonalno-prawny przesądza o tym, czy kraj się rozwija.
Jak stworzyć taki system? – Ważna jest legitymizacja moralna władzy, dobrze działająca demokracja – mówił Andrzej Sadowski. Wybieramy posłów, a potem oni głosują tak jak nie chcą, bo obowiązuje dyscyplina partyjna albo nie wypada głosować tak jak opozycja. Wolny rynek obejmuje nie tylko świat gospodarki, ale również świat idei i polityki. I na budowie takiego rynku trzeba się skupić. Liczy się jakość systemu. Niezależnie od tego, co się stanie z pieniądzem wirtualnym, niezależnie od tego, kto i kiedy powie: sprawdzam, sukces odniosą te kraje, które zbudowały dobry jakościowo system.

Relacje ze spotkań Business Dialog 2014/03/02 - 22:30 Czytaj

Business Dialog Bulletin - widok książki

Premium Drupal Themes by Adaptivethemes