Zapraszamy
Czytelników, rozmówców na forum, Autorów, Blogerów, Redaktorów,...
Przeczytaj o możliwościach korzystania z witryny i współpracy
Czytelników, rozmówców na forum, Autorów, Blogerów, Redaktorów,...
Przeczytaj o możliwościach korzystania z witryny i współpracy
Polska przedsiębiorczość – fakt czy złudzenie? To jeden z tematów spotkania zorganizowanego przez Klub Dyrektorów Finansowych „Dialog” i stockwatch.pl, które odbyło się 30 września 2011 r. w siedzibie warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych w ramach programu „Własny tworzymy, cudzy chronimy. Kapitał intelektualny, innowacje, konkurencyjność”. Chcieliśmy bliżej przyjrzeć się mitowi przedsiębiorczego Polaka i wyłuskać ziarna prawdy. Nie było nam łatwiej niż Henrykowi Schiemannowi, który z „Iliadą” w ręku poszukiwał Troi. Do dziś historycy nie mają pewności, co Homer przekazał potomnym – prawdę historyczną czy fantazję – i co w istocie odkrył Schliemann.
Zdawałoby się, że jesteśmy w szczęśliwszej sytuacji niż historycy, bo badamy zjawisko współczesne, a nie odległą przeszłość, ale nasza dyskusja obracała się raczej wokół osobistych doświadczeń, a nie twardych faktów. Koniem trojańskim okazał się Dariusz Duma, filozof, coach, prezes Chiltern, który przedstawił swoją definicję człowieka przedsiębiorczego: – Posiada wizję i dąży do jej urzeczywistnienia, ambitny, uparty, szukający współpracowników. Odpowiedzialny za pakiet tych cech jest gen przedsiębiorczości, który u nas przez dziesięciolecia, a może nawet przez stulecia był eliminowany na rzecz genu podporządkowania. Duch przedsiębiorczości może ten gen obudzić, ale na razie efektów nie widać. Śpimy.
Kreatywni cwaniacy
Myli się ten, kto wyobraża sobie, że na Sali Notowań warszawskiej giełdy, gdzie odbywała się dyskusja, wybuchła salwa protestów. Zaległa cisza, która mogła być oznaką zadumy i rewizji poglądów. Przerwał ją Jarosław Chołodecki, założyciel Stowarzyszenia Mieszkańców Ulicy Smolnej, współtwórca stowarzyszenia Inicjatywa Firm Rodzinnych, społecznik, animator, prywatny przedsiębiorca, niezależny kandydat do Senatu, który prowadzi kampanię wyborczą objeżdżając Opolszczyznę, skąd kandyduje, na rowerze : – Uważam, że jesteśmy przedsiębiorczy i kreatywni, i tym się wyróżniamy wśród sąsiadów. Proszę spojrzeć na Niemców z landów wschodnich, to oni śpią. Owszem, jest u nas trochę awanturnictwa, co widać na przykład w architekturze, ale wielu ludzi ma potrzebę robienia czegoś dla satysfakcji i dla sensu, i działa efektywnie.
– Moje doświadczenia są inne – nie dawał za wygraną Dariusz Duma. Gdy słucham wypowiedzi przedsiębiorców, którzy mówią, że państwo ich nie wspiera, a powinno, gdy widzę rozpaczliwe starania ojców-założycieli firm, by synowie zechcieli przejąć po nich schedę, utwierdzam się w przekonaniu, że śpimy. Pragnienie świętego spokoju jest wszechogarniające. I do tego jeszcze dochodzi przekonanie, że każdemu należy się pomoc państwa, bo przecież dysponuje ono ogromnymi pieniędzmi, budżetem.
– Przedsiębiorczość jest u nas mylona z życiową zaradnością, a nawet z cwaniactwem – potwierdził Olgierd Bagniewski, główny ekonomista Klubu Dyrektorów Finansowych „Dialog” , analityk hamburskiego East Stock Informationdienst. Zaradni nie muszą być produktywni, bo można odnosić sukcesy okradając innych. Przedsiębiorczość oznacza produktywność w skali społeczeństwa, gospodarki. Jest to umiejętność tworzenia produktywnych struktur. Argument, że jesteśmy kreatywni, bo potrafimy sobie radzić w trudnych sytuacjach, nie przekonuje mnie, bo znacznie trudniejsze warunki mają mieszkańcy Afryki, oni dopiero są kreatywni. Jeśli zaś chodzi o Niemców z landów wschodnich, warto wiedzieć, że po zjednoczeniu do landów zachodnich wyjechało trzy miliony ludzi – młodych, wykształconych i zapewne przedsiębiorczych. Zostali ci, którzy zapuścili głęboko korzenie, starsi i mniej dynamiczni.
Zaczęły się schody
Z opinią Dariusza Dumy zgadzało się wielu dyskutantów. – Przedsiębiorczość musi być prorozwojowa – tłumaczył Tomasz Szuba, wiceprezes firmy Venturis International Business, zajmującej się ułatwianiem przedsiębiorcom kontaktów z partnerami zagranicznymi. Przedsiębiorczość to odnajdowanie się w trudnych warunkach wysokiej konkurencyjności. Tymczasem nam przez dwadzieścia lat nie udało się stworzyć rozpoznawalnej marki. Dziś proste rezerwy już nie działają, wyczerpały się. Firmy zakładane na początku lat 90. rozrosły się od małych do średnich, zatrudniają nawet po kilkaset osób, ale dalej już nie są w stanie się rozwijać. Narzędzia polityki państwa mają znaczenie dla rozwoju biznesu, ale nie są najważniejsze. Najważniejsza jest strategia przedsiębiorstwa i jej realizacja, a tego nie widać. Gdy dzwonię do firmy z ofertą biznesową, jestem odsyłany od sekretarki do asystentki, od kierownika do dyrektora, a na końcu, gdy już dotrę do osoby decyzyjnej, okazuje się, że firma nie posiada oferty w języku angielskim, więc interesu nie zrobimy. Największe bariery rozwojowe tkwią wewnątrz biznesu, a nie w jego otoczeniu. Nasi przedsiębiorcy nie są gotowi do kolejnego skoku.
– Polska przedsiębiorczość, jaka była na początku transformacji, to już się wypaliła – wtórował mu Andrzej Góralczyk, promotor japońskich metod, były szef Polskiego Instytutu Produktywności, animator społeczności internetowych, m.in. współtwórca serwisu przedsiębiorców www.lepszy.biz.pl. Zapał i rozpęd wyraźnie osłabły. Powstaje pytanie, jak ukształtować warunki, by firmy poczuły intensywność konkurencji. Wydaje się, że najpoważniejszą barierą jest nieumiejętność współpracy, niezbędna na tym etapie rozwoju biznesu. Przedsiębiorcy- twórcy firm, którzy odnieśli już jakiś sukces, spoczęli na laurach, nie chcą dzielić władzą ani własnością, a nie starcza im wyobraźni ani umiejętności, by dokonać kolejnego skoku.
– Gdy mówimy o polskiej przedsiębiorczości, ciągle myślimy o minionych pionierskich latach – kontynuował Dariusz Duma. Wtedy, po uwolnieniu rynku, powstawało wiele firm. Te, które przetrwały, trochę się rozrosły, i na tym koniec. Zawsze powtarzam, że ucieczka z więzienia to nie jest przedsiębiorczość, sztuką jest zbudowanie normalnego życia na wolności. I tego właśnie brakuje. – Przedsiębiorcy, których spotykam przy różnych okazjach, cały czas pytają, jak uniknąć podatków, a nie jak zarobić – wspierał go Olgierd Bagniewski. To jest zła przedsiębiorczość, opacznie rozumiana, bliższa cwaniactwu niż profesjonalnemu uprawnianiu biznesu.
Bohaterowie są zmęczeni
A może jest tak, że bariery zewnętrzne tłumią przedsiębiorczość, zniechęcając do podejmowania nowych wyzwań, do ucieczki do przodu?
Uczestnicy dyskusji byli zdania, że regulacje, które tworzą otoczenie biznesu, są ważne, ale większość nie była skłonna ich przeceniać. – Państwa nie można zwolnić z obowiązku dbałości o środowisko biznesowe – stwierdził Jarosław Chołodecki. Dla branży hotelarskiej na przykład, z którą jestem związany, ważne jest, by Polska ładnie wyglądała, by miała dobre drogi i sprawną kolej, bo inaczej turyści nie będą tu przyjeżdżać. Ważne są także regulacje prawne. W tych dziedzinach jest wiele do zrobienia. Jednak pytanie, czy poprawa środowiska biznesowego obudzi w przedsiębiorcach zapał do dokonania kolejnego skoku, pozostaje otwarte.
Niektórzy zwracali także uwagę na barierę, o której stosunkowo mało się mówi, a która wprost hamuje rozwój firm – brak wykwalifikowanych robotników, ślusarzy, mechaników. – Kto pozamykał szkoły zawodowe? – grzmiał męski głos z sali. Teraz wszyscy mają matury, wielu ma dyplomy, ale nam brakuje robotników. Gdy usłyszał, że przedsiębiorcy mogą organizować praktyki i przyuczać absolwentów do zawodu, spytał – a gdzie ja mam się z tym zgłosić? Kto po maturze będzie chciał być ślusarzem?
Bingo. To był punkt dla przedsiębiorców. Zły system kształcenia, rozbudzanie w młodzieży ambicji, które mogą być trudne do zaspokojenia, pogarda dla pracy „przy maszynie”, która jest dziś często maszyną numerycznie sterowaną, więc matura się przyda, a może nawet coś więcej, są niewątpliwie hamulcem dla tych przedsiębiorców, którzy mają zapał i plany rozwojowe. Paradoksalnie, w szkołach wprowadzono przedmiot „przedsiębiorczość”, który Anna Sobala-Zbroszczyk, dyrektor II Społecznego LO w Warszawie, nazwała „porażką”. Najwyraźniej władze edukacyjne chcą, by wszyscy w Polsce byli przedsiębiorcami, zapominając o tym, że w firmie potrzebni są nieraz również ślusarze.
Na obronę przedsiębiorców przemawia również tempo ewolucji ich firm. – Biznes to co innego niż zarządzanie – zauważył Marek Sawicki, partner People Strategy First. Biznes to pieniądze, a zarządzanie to procedury. Gdy firma rośnie, zarządzanie staje się bardzo ważne i nieraz przesłania cele biznesowe, tłumiąc przedsiębiorczość. Zwłaszcza, jeśli firma rośnie szybko i ciągłe porządkowanie jej staje się niezbędne. Przedsiębiorcy sobie z tym nie radzą. Na jakimś etapie pasują, „osiadają na laurach” i nie myślą już o dalszej ucieczce do przodu.
Najwyraźniej jest to właściwy moment, by firmę przejął ktoś inny, sukcesor. Tego jednak trudno znaleźć, bo syn, którego polska szkoła edukowała na przedsiębiorcę, ma gen przedsiębiorczości dużo bardziej zredukowany niż ojciec, który dwadzieścia lat temu poczuł zew wolności. Jak więc jest z tą polską przedsiębiorczością? – Jedni widzą szklankę do połowy pustą, inni do połowy pełną – podsumował Dariusz Duma. Wprawdzie ziarno zostało zasiane, ale piękna roślinka nie wyrosła. I nie wyrośnie, jeśli będziemy trwać w samozachwycie, nie mierząc się z barierami, które są wewnątrz firmy i w jej otoczeniu. Mit o wyjątkowej polskiej przedsiębiorczości pomagał na początku, bo zagrzewał do budowania czegokolwiek na gospodarczej pustyni, ale dziś przeszkadza, bo zniechęca do krytycznej refleksji.
3.10.2011
Małgorzata Pokojska
Jest to drugi z serii tekstów i nagrań powstających w wyniku tej konferencji i na potrzeby całego programu „Własny – tworzymy, cudzy – chronimy”.
Współorganizatorem programu „Własny-tworzymy, cudzy-chronimy” jest stockwatch.pl , portal inwestorów giełdowych. Patronem jest polska Prezydencja w UE. Partnerem konferencji była Giełda Papierów Wartościowych i Microsoft.
Odpowiedzi
Dodaj nową odpowiedź