Przejdź do treści
Zapraszamy

Czytelników, rozmówców na forum, Autorów, Blogerów, Redaktorów,...

Przeczytaj o możliwościach korzystania z witryny i współpracy

Salon Business Dialog Klub Inspirations Klub Dialog CIO Business Meeting Point Kwintesencja Projekty Business Dialog

Własny biznes – jednak nie dla wszystkich!

luty 28, 2011 dodany przez admin

Na ogół mam mnóstwo argumentów na rzecz budowania własnego biznesu na pewnym etapie  życia zawodowego. Nie jestem fanatykiem: nie uważam, że tylko przedsiębiorca może być zbawiony. Uważam, że warto zauważyć ten moment w swoim rozwoju, kiedy trzeba popróbować chleba z własnego pieca. I ciągle do tej spostrzegawczości zachęcam, przyuczam, stwarzam okazje.

Iwona D. Bartczak

Ale tym razem będzie inaczej. Chcę wyraźnie powiedzieć, że są tacy ludzie, którzy absolutnie powinni zapomnieć o własnym biznesie. Mówiąc „ludzie” mam na myśli osoby z naszego środowiska, a działamy wśród dyrektorów i prezesów, generalnie wyższego kierownictwa firm. Bardzo wielu z nich ma pokusę, aby spróbować „na swoim”, wielu wreszcie chce się poczuć właścicielem, przedsiębiorcą, biznesmenem (bo każdy dyrektor jest w zasadzie TYLKO pracownikiem najemnym), wielu przemyśliwa ucieczkę ze złotej klatki wspaniale wynagradzającej go i dopieszczającej korporacji, by poczuć „samo życie”. Oczywiście, bardzo wielu nie ma żadnych marzeń o byciu „na swoim”, ale nieoczekiwanie dla siebie znaleźli się poza korporacją – zostali zwolnieni lub sami się zwolnili, i jakoś nikt po nich nie wyciąga rąk. Stan pełnego nadziei oczekiwania na nową posadę trwa  jeden miesiąc, pół roku, rok, a potem przychodzą jakieś nieciekawe dołujące myśli. Zakładamy działalność gospodarcza pod nazwą „niezależny konsultant” czy jakoś tak, i chcąc nie chcąc stajemy się właścicielami swojej firmy.

 Confused, by quinn.anya, CC license

Czego o sobie nie wiemy

Pracując w wielkiej firmie – a nawet średniej – na dosyć wysokim stanowisku z wielu prawd o sobie nie zdajemy sprawy. Na przykład zupełnie nie wiemy, ile rzeczywiście jesteśmy warci, na ile rzeczywiście cenią nas inni ludzie, jakiej próby jest to złoto, z którego budowaliśmy poczucie własnej wartości. Dopóki działamy w ramach organizacji, z jej wsparciem, jej narzędziami i z jej wizerunkiem na czole, jest nam bardzo trudno oddzielić tę cząstkę uznania, sukcesu, powodzenia, która wynika z naszej osobistej aktywności, inteligencji, osobowości, wiedzy, umiejętności od tej która wynika z kontekstu organizacji. Jeśli wychodzimy z organizacji, może się okazać, że osobiście nic nie umiemy i nic nie znaczymy (chyba że w procesie rekrutacyjnym). Do czasu aż wejdziemy do nowej organizacji i znów będziemy odnosić sukcesy (a raczej organizacja z naszym udziałem w niej). Ale jeśli nie wejdziemy do już gotowej organizacji.

Największa pułapka, jaka czeka dyrektorów przesiadających się na swój biznes polega na tym, że przez pierwszy rok będą się dowiadywać, czego nie umieją i dla kogo się już nie liczą. Czyli mają gwarancję, że ich biznes skończy się porażką. Jeśli zatem ktoś nie miał takiej możliwości, aby sprawdzić, co osobiście umie i jak ludzie reagują na niego, jeśli ma tylko wizytówkę ze swoim imieniem i nazwiskiem, nie powinien zabierać się za swój biznes, ale za wszelką cenę szukać nowej posady. Innymi słowy, jeśli w swojej firmie – albo w dowolnej innej – ciągle umiałbym wykonywać pracę jakiegoś specjalisty, to mam szansę we własnym biznesie, a jeśli nie umiałbym podjąć zadań żadnego mojego podwładnego, absolutnie nie powinien o tym myśleć. Jeśli coś umiem, to to ocali moje poczucie wartości, w czasie, gdy mój biznes będzie raczkował i to będzie zaczynem tego biznesu.

Tłumaczenia, że przecież zatrudnię ludzi, że będę miał wspólników, że nauczę się, należy wyrzucić do kosza, ponieważ  firma zaczyna się od mojego „ja”. Jeśli moje „ja” ma być dopiero zbudowane, kupione czy inaczej zdobyte, to od czego ma się zacząć moja firma? A moje „ja” biznesowe to jest właśnie to, co osobiście umiem zrobić, a nie jak umiem pokierować innymi ludźmi czy spożytkować zasoby organizacji, aby coś zostało zrobione.  Niestety, bardzo bardzo wielu menedżerów, dyrektorów jest wybitnymi menedżerami i dyrektorami, ale osobiście nic konkretnego nie umie. W momencie gdy wychodzą z korporacji ujawnia się ów ogromny rozziew  między ich  przekonaniem o swojej wartości a tym, jak ich zaczyna traktować otoczenie i jak oni sami przestają sobie radzić w swoim życiu zawodowym. Popełnili dwa błędy: wszystkie sukcesy swoich działań i swoich projektów przypisywali sobie (zapominając ile dokłada do tego korporacja, wszystko jedno czy zła czy dobra, ale jednak istniejąca, funkcjonująca organizacja), zapomnieli o osobistych pasjach, o uczeniu się czegoś innego niż tylko zarządzania innymi ludźmi i ich wiedzą, często oznacza to również, że nie mają nawet hobby czy prywatnych zainteresowań.

Czego nie wiemy o organizacji

Podobnie jak mało wiemy o sobie funkcjonując w wielkiej organizacji, mało wiemy o roli samej organizacji. Dopóki jesteśmy w niej, wydaje nam się, że bez niej bylibyśmy bardziej skuteczni, kreatywni, szybcy. Wydaje nam się, że ta organizacja jest często kulą u nogi, parawanem zasłaniającym rynek, schowkiem asekurantów, nieudaczników i korytarzowych intrygantów.

Wszystko to prawda. Ale nie jest to cała prawda. O tym co załatwia nam organizacja dowiadujemy się, gdy chcemy samodzielnie robić to, co dotąd robiliśmy w ramach organizacji, a co jak najbardziej można robić bez tej organizacji. Tylko że wtedy ujawniają się problemy, które organizacja załatwiała tylko z racji tego, że była. Na przykład możemy poprowadzić konsultacje w sprawach, w których jesteśmy ekspertami, teoretycznie organizacja zupełnie nam do tego niepotrzebna, bo bazujemy na swojej własnej wiedzy. Ale firma, która będzie zawierać z nami umowę trzy razy zastanowi się, czy nam jednak powierzyć te projekt doradczy, ponieważ boi się, że jak nam osobiście coś się przytrafi, to nie będzie miał nas kto zastąpić. Gdy tę samą konsultację prowadzimy w ramach firmy, to ciągle dlatego że jesteśmy tacy wspaniali, a także dlatego że klient czuje się bezpiecznie, bo nasza firma zawsze nas kimś zastąpi, w razie jakiejś niedyspozycji. W wielu projektach, w których teoretycznie chodzi o dostarczenie wiedzy czy wykonanie jakiegoś zadania, w istocie chodzi o uzasadnienie dobrym uznanym logo decyzji już podjętych przez zarząd czy kierowników. Wiedza też się przyda, ale najważniejsze jest to logo ją dostarczającego. Czasem chodzi o coś innego. Jeśli nasza wschodząca firma zawiedzie klienta, to jak on uzyska odszkodowanie czy rekompensatę poniesionych strat?

Takich spraw, które „załatwia” organizacja jest bardzo dużo, ale są niedostrzegalne dla kogoś, kto jest zapatrzony w siebie, w swoją sprawność i skuteczność. Jak zakłada swój biznes jest niemile rozczarowany tym, że mimo że jego sprawność i wiedza się nie zmieniła, nikt nie chce kupić od niego usług.

Paradoksalnie mówiąc, na własny biznes nie powinien porywać się ktoś, kto o organizacji mówi wyłącznie źle, dostrzega tylko jej wady, nie rozumie jej społecznego znaczenia. Własny biznes zbuduje tylko ten, kto rozumie co stracił wychodząc z korporacji i tak zbuduje ofertę, aby nie potknąć się o przeszkody, które pojawią się, gdy tylko będzie występował jako nowa firma bez zaplecza korporacji.

Czas największym kapitałem

Własnego biznesu nie zbuduje człowiek, który nie rozumie, że największym, najcenniejszym i najbardziej ograniczonym zasobem przedsiębiorcy jest jego czas. Nie pieniądze, nie kontakty, nie maszyny, nie pomysły, tylko właśnie czas. Jeśli daną godzinę wykorzystamy na jedną sprawę, to nie wykorzystamy jej na drugą i pozostanie ona niezałatwiona. Doba nieodwołalnie na 24 godziny.  Własny biznes – tylko własny biznes – wymaga od nas perfekcyjnego gospodarowania własnym czasem, przeznaczania go dokładnie na to, co trzeba w danym momencie zrobić. Własny biznes obnaża, jak cienkie są tłumaczenia, że czegoś ważnego nie zrobiliśmy, bo były pilniejsze zadania.  We własnym biznesie po prostu nie ma takiego podziału.  I niczego tu nie zmieniają wspólnicy czy pracownicy.

Powiedziałabym, że prawidłowo ustawiona hierarchia i harmonogram spraw, którymi zajmujemy się osobiście, jest najważniejszym warunkiem sukcesu w budowaniu własnej firmy. Czyli coś, czego nie wymaga i nie uczy korporacja. Będąc w dużej organizacji – w której wiele zadań nakłada się, a w ich wykonanie jest zaangażowanych wiele osób – kompletnie nie umiemy policzyć, ile nam osobiście jakaś sprawa zajęła i czy było warto.

Rachunek czasu jest najważniejszym rachunkiem prywatnego przedsiębiorcy.

Fot. quinn.anya na Flickr.com. CC License

W publikacji: 
Biuletyn Nr 7, luty 2011

Business Dialog Bulletin - widok książki

Premium Drupal Themes by Adaptivethemes