Przejdź do treści
Zapraszamy

Czytelników, rozmówców na forum, Autorów, Blogerów, Redaktorów,...

Przeczytaj o możliwościach korzystania z witryny i współpracy

Salon Business Dialog Klub Inspirations Klub Dialog CIO Business Meeting Point Kwintesencja Projekty Business Dialog

Plastyczna natura uczciwości

styczeń 29, 2011 dodany przez admin

Czasem rozmowy o nadużyciach w firmach prowadzą na całkiem niespodziewane terytorium. Bywa że nie chodzi o zwykłą kradzież, a o lepsze wykorzystanie zasobów, inne niż zapisano w regulaminie czy w procesie. I co wtedy: karać pracownika czy nagradzać? Problem być może leży w zupełnie innej sferze: czy umowa o pracę (lub zlecenie) zakłada całkowite oddanie firmie, czy tylko w pewnym zakresie, z grubsza jedynie zdefiniowanym warunkami umowy?

Iwona D. Bartczak

Wyobraźmy sobie, że pewien człowiek bierze od dostawcy choinki, umawia się na prowizję od sprzedaży każdej sztuki. A jeśli ten człowiek jest przedsiębiorczy i na życzenie klienta skraca choinki, a z pozostałych gałęzi robi wiązanki, sprzedaje i już całość zapłaty bierze do kieszeni? Teoretycznie sprzedawca jest w porządku: dostawca dostaje umówioną zapłatę za sprzedane choinki. Ale oderżnięte gałęzie też do niego należały, więc może zapłata za wiązanki też powinna do niego trafić, po potrąceniu prowizji dla sprzedawcy?

Balance, by Andy Wright

Wyobraźmy sobie, że dziennikarz na zlecenie redakcji pisze artykuł sponsorowany na rzecz firmy-klienta swojego wydawnictwa. Wydawnictwo pobiera zapłatę od firmy, dziennikarz wierszówkę od wydawnictwa. A jeśli następnym razem, dziennikarz napisze artykuł już bezpośrednio dla firmy, z pominięciem wydawnictwa? Dziennikarz weźmie o wiele większe honorarium niż wierszówka od wydawnictwa, firma zapłaci o wiele mniejsze pieniądze dziennikarzowi niż zapłaciłaby wydawnictwu. Teoretycznie wszystko jest w porządku. Wręcz pozytywny przypadek optymalizacji kosztów i rozwoju małej przedsiębiorczości. Wszystko jest legalnie, podatki zapłacone. Ale... wydawnictwo nie zarobi nic. Jak daleko powinna sięgać lojalność dziennikarza wobec swojego wydawnictwa? Zakładamy, że rzecz nie ma nic wspólnego z etyką dziennikarską, bo i tak chodzi o teksty sponsorowane, do których pisania dziennikarze nagminnie są zmuszani przez wydawnictwa, albo decydują się z własnej woli.

Indywidualnie i wyjątkowo można?

A może ocena moralna postępowania zależy od skali nadużycia? Jeśli rzecz dotyczyłaby nie choinek na święta, ale stworzenia pokrewnego biznesu na gałęziach iglaków, który sprytny sprzedawca sprzątnąłby producentowi sprzed nosa, to bylibyśmy oburzeniu? Jeśli dziennikarz napisałby nie tylko pojedyncze artykuły, lecz na boku otworzył małą „fabryczkę” produkującą teksty sponsorowane dla firm, dla których wydawnictwo jest za drogie, to byłby niemoralny? Wszak otworzyłby byt konkurencyjny dla wydawnictwa, ale bazując na informacjach uzyskanych – przynajmniej w pierwszym okresie – od zdradzanego właśnie wydawnictwa.

A może ocena moralna zależy od formy prawnej, w jakie pozostaje sprzedawca choinek do ich dostawcy i dziennikarz w stosunku do wydawnictwa? Jeśli to etatowi pracownicy, może w pierwszej kolejności powinni dbać o interes pracodawcy, a potem o swój? Na „tak” mówią dwa argumenty. Jeśli pracodawca będzie miał się dobrze, to i pracownicy będą zarabiać, będą stabilne miejsca pracy, będą możliwości legalnego dorobienia z nowych projektów, itd. Pracodawca zatrudniając osobę na etat bierze na siebie również pewne społeczne zobowiązania, np. opłaca składki emerytalne i zdrowotne, gwarantuje urlop i honoruje zwolnienia lekarskie, zapewnia wynagrodzenie nawet w miesiącach, gdy sam nie zarabia, finansuje naukę i rozwój (mniej lub bardziej, ale zawsze w jakimś stopniu), nawet gdy wypowiada umowę daje płatny czas na znalezienie innej pracy. Więc może pracodawcy, który bierze na siebie te zobowiązania należy się większa lojalność i dbałość o jego interes niż tylko, gdy zleca pracę lub dzieło?

Z drugiej jednak strony, pracodawca kupuje tylko 8 godzin dziennie czasu człowieka, czy w pozostałym czasie też jest pracownikiem? Nie zapewnia zatrudnienia lub wynagrodzenia „na zawsze”, więc mamy obowiązek budować sobie takie umiejętności, kontakty, zasoby, aby zarabiać i utrzymać się, gdy obecny – lub jakikolwiek – pracodawca przestanie nim być. Więc może powinniśmy wykazywać się przedsiębiorczością i dbać przede wszystkim o siebie? Zwłaszcza, że firma jakoś zawsze sobie poradzi – albo nie poradzi, a człowiek codziennie musi jeść chleb, nie może sobie powiedzieć: nie jem przez miesiąc, a potem będę nawet będę się przejadał. Firma i człowiek to inne organizmy.

Kapitał zaufania, niszcząca rola wyjątków

Jest jednak jeszcze jeden aspekt sprawy: wyjątki i zaufanie.

Jeśli dajemy sobie dyspensę od 100% uczciwości, i dobrze nam się z tym żyje, i nadal dobrze o sobie myślimy, to wiemy doskonale, że inni ludzie też tak mogą postępować. Wiemy, kiedy my oszukujemy (choć mamy na to doskonałe wytłumaczenia), ale nie wiemy kiedy oni (choć zapewne mają równie doskonałe usprawiedliwienia). Zatem coraz mniej sobie ufamy. A i mniej zaufania w życiu społecznym i gospodarczym, tym gorsza gospodarka, z tego banalnego powodu, że nie dzielimy się informacjami. Są jeszcze inne powody: nastawiamy się na szybki zwrot inwestycji, mnożymy dokumentację, wydajemy pieniądze na zabezpieczenia, wchodzimy w mało ryzykowne projekty, nie podejmujemy działań mających przynieść owoce w długim czasie, np. innowacyjnych. Im mniej zaufania w gospodarce, tym większe koszty nie tworzące wartości dla klientów, i powolniejszy rozwój i wzrost.

Jeśli chodzi o wyjątki, to rzecz jest równie prosta. W dekalogu napisane jest: Nie zabijaj. Dopóki nie próbujemy precyzować, co znaczy „zabijanie”, „życie”, „czyn”, „wola”, „prawo”, nie wprowadzamy wyjątków zależnych od interpretacji tych słów do żelaznej reguły, nie mamy rozterek moralnych. Oczywiście, życie niejednokrotnie zmusi nas do – tak czy inaczej wyglądającego – zabijania. Ale będziemy świadomi, że to robimy. Będziemy szukać nie usprawiedliwienia, lecz wybaczenia lub zadośćuczynienia lub kary. Wprowadzanie wyjątków do moralnych zasad generalnych powoduje, że przenosimy akcent z czynu na jego objaśnienie, uzasadnienie, usprawiedliwienie. Efekt jest taki, że ocenie moralnej podlegają intencje lub uzasadnienie, a nie sam czyn. I wpadamy w najgorszą pułapkę: osądzamy człowieka, a nie czyn. A wtedy już nie ma dobrych rozwiązań. Oddzielmy czyn od człowieka. Osądźmy czyn, a człowiekowi dajmy albo szansą zadośćuczynienia albo perspektywę zbawienia, albo honory, albo święty spokój.

Z nadużyciami jest tak samo: kradzież to kradzież. Ale intencje, wartości, okoliczności, które się na to złożyły, mogą już być ocenione. A więc i postępowanie wobec człowieka, który się tego dopuścił, może być bardzo zróżnicowane.

Z punktu widzenia firmy i pracodawcy każde działania pracownika (etatowego lub nie), w wyniku którego ponosi ono uszczerbek jest naganne. Ale z każdego takiego działania powinno być okazją do refleksji nie tylko, jak go pilniej kontrolować, ale przede wszystkim, jak inaczej zorganizować biznes, jak ulepszyć proces, jak komunikować się z klientem, jak dostrzec nowe szanse dochodu, jakie technologie wdrożyć i jak to zrobić, czyli czego nauczyć się czegoś od tego może chwiejnego moralnie, ale jednak inteligentnego i zaradnego pracownika.

Te uwagi powstały na marginesie spotkania Klubu Dyrektorów Finansowych „Dialog” we Wrocławiu (19.01.2011), na którym oprócz banalnych kwestii jak oszustwa na delegacjach, marżach, zamówieniach, pojawiły się bardzo poważne kwestie oceny, co jest nadużyciem, a co jest zwróceniem uwagi pracodawcy na nieefektywne działania, na zaniedbywanie klienta, na niegospodarność właściciela, a czasem – świadomym działaniem, aby pozyskać zlecenia dla firmy wielokrotnie przewyższające stratę firmy w wyniku „nadużycia”. W serwisie dyrektorów www.businessdialog.pl na forum można o tym podyskutować. Jest tam też zamówiona przez KDF Dialog prezentacja Euler Hermes z wyjaśnieniem podstawowych kwestii.

Fot. Balance, by Andy Wright, CC license

Business Dialog Bulletin - widok książki

Premium Drupal Themes by Adaptivethemes