Przejdź do treści
Zapraszamy

Czytelników, rozmówców na forum, Autorów, Blogerów, Redaktorów,...

Przeczytaj o możliwościach korzystania z witryny i współpracy

Salon Business Dialog Klub Inspirations Klub Dialog CIO Business Meeting Point Kwintesencja Projekty Business Dialog

Czas demonów

listopad 30, 2010 dodany przez admin

Klub DialogPrzeszłość to część czasu, a ten jest w naszej cywilizacji uważany za linearny, nieodwracalnie biegnący z przeszłości w przyszłość.

Małgorzata Pokojska

Demony i chaos. Fot. Gideon Wright

Nie zawsze jednak czas był tak widziany – tłumaczył Marek Chlebuś, fizyk, ekonomista i filozof na spotkaniu Klubu Dyrektorów Finansowych „Dialog”. – Kiedyś czas postrzegano jako cykliczny, powtarzający wielokrotnie tę samą historię, a to oznaczało, że przyszłość i przeszłość stanowiły ten sam ciąg i nie były wyraźnie rozdzielone. Mogły też obie być badane tymi samymi metodami, na przykład wiedzy o przyszłości – skoro miała powtarzać daleką przeszłość – można było szukać w archiwach. Wyruszając w przyszłość, można było dojść do przeszłości i na odwrót. Tę pętlę czasu jako pierwsi w naszym kręgu cywilizacyjnym przecięli Żydzi. Czas w Torze jest linearny i ma wyraźnie określone i odrębne: początek i koniec. Ten model przejęli chrześcijanie, a za nimi cywilizacja oświeceniowa, która jeszcze trwa. Pod koniec 17. wieku, Isaac Newton, twórca mechaniki, rozszerzył czas linearny w nieskończoność, wprowadzając pojęcie czasu absolutnego, uniwersalnego, otwartego. Tę koncepcję czasu podważyła sto lat temu teoria względności Einsteina, ale w życiu codziennym wciąż ją stosujemy.

Mechanika Newtona była pierwowzorem poznania naukowego. Opisywała ściśle wszelki ruch na Ziemi i Niebie, przynajmniej według ówczesnej wiedzy. W 18. stuleciu Pierre Simon de Laplace wyciągnął z tego wniosek, że istota znająca stan Wszechświata w jednej, dowolnie wybranej chwili, posługując się równaniami Newtona, mogłaby obliczyć stan świata w każdym czasie: i przeszłym, i przyszłym. Istota taka, nazwana Demonem Laplace'a, wyposażona w stosunkowo nieliczne (bo chwilowe) dane, umiałaby uzyskać absolutną wiedzę o świecie we wszystkich czasach. Świat Newtona i Laplace'a był całkowicie deterministyczny, a jego przyszłość była przewidywalna, przynajmniej dla wyposażonego w dostatecznie dużą pamięć i biegłość obliczeniową Demona.

Demona Laplace'a można uznać za archetyp współczesnych instytutów prognostycznych, które utrzymują, że do przewidywania przyszłości potrzebują tylko odpowiednich danych o przeszłości i odpowiednio potężnych komputerów. Mając jedne i drugie, i jeszcze trochę pieniędzy, potrafią obliczyć wszelką przyszłość. A jeśli prognoza nie pokrywa się z rzeczywistością, znaczy, że za mało było danych albo pieniędzy, bo paradygmat determinizmu nie jest weryfikowany. To jednak swoisty przesąd, świat tylko bywa deterministyczny i przewidywalny. Bywa taki czasami, a prognozy produkuje się ciągle. Dlatego prognozy to chyba najszybciej i najpaskudniej psujący się produkt, a stare gazety u fryzjera lub dentysty to wielki ciąg dowodów przeciwko prognozującym. Powinni je niszczyć albo wykupywać po podwójnej cenie.

Motyl wieszczy zmiany

Po takim wstępie nikt już nie mógł mieć nadziei, że świat jest zdeterminowany, a przyszłość przewidywalna. Wszyscy jednak czekali na światełko w tunelu. Marek Chlebuś przedstawił szerszą perspektywę – teorię chaosu, która jest odkryciem końca 20. wieku. Opisuje ona dynamikę, czyli zachowanie w czasie, wszelkich układów obliczalnych. Pokazuje, że przyszłość czasem rzeczywiście bywa wyznaczona przez przeszłość, wtedy układ jest deterministyczny, ale też przyszłość może być zdeterminowana nie przyczynowo, ale celowo, wtedy układ ma tzw. atraktor, do którego dąży niezależnie od stanu aktualnego. Dynamika może także być chaotyczna, praktycznie nieprzewidywalna, bo minimalna zmiana warunków początkowych skutkuje wielką różnicą w przyszłości. Nazywamy to efektem motyla. W takiej sytuacji, przewidywanie przyszłości traci sens, bo wymagałoby gigantycznej i detalicznej wiedzy oraz nieosiągalnych mocy obliczeniowych.

Przyszłość można przewidywać tylko w pewnych warunkach i w pewnym zakresie. Sytuacje, w których obowiązuje determinizm Laplace'a, są raczej wyjątkowe, co jednak nie znaczy, że o przyszłości nie można skutecznie myśleć. Spójrzmy na – kontynuował Marek Chlebuś – układ niby całkowicie deterministyczny i obliczalny, jak znana ze szkoły równia pochyła. Pochylmy płaską kartkę papieru i na jej górnej krawędzi umieśćmy kulkę. To jest Wszechświat Newtona i Laplace'a. Płaski, liniowy, obliczalny. To, z którego miejsca (górnej krawędzi) wystartuje kulka, dokładnie wyznacza, w którym miejscu (dolnej krawędzi) się znajdzie. Jeśli trochę zmienimy warunki początkowe, trochę się zmieni końcowy wynik, jeżeli bardzo, to bardzo. Niepewność danych wywołuje proporcjonalną niepewność prognoz. Niedokładność obliczeń podobnie. Przyszłość jest więc przewidywalna, a tylko od naszej (Demona) staranności zależy, jak dokładnie. W rzeczywistości, jest to sytuacja dość rzadko spotykana, choć najczęściej prezentowana i analizowana.

Zastanówmy się, co by było, gdyby kartka była wklęsła, jak pochylona rynna: uniesione brzegi, obniżony środek? Wtedy mamy zupełnie nową sytuację. Przyszłość jest praktycznie niewrażliwa na warunki początkowe. Skądkolwiek puścimy kulkę, i tak osiągnie dno rynny, i w końcu się znajdzie w dolnym punkcie. To jest tzw. atraktor, który przyciąga przyszłość układu, wymusza ją, jest jej celem. Tutaj, to raczej przyszłość determinuje przeszłość, niż odwrotnie. A wciąż mamy do czynienia z prościutkim, szkolnym przykładem dynamiki newtonowskiej.

Jeszcze gorzej, gdy wygniemy kartkę odwrotnie, żeby miała wypukłość, schodzący w dół grzbiet, jak odwrócona rynna lub tzw. gąsior na dachu. Umieśćmy kulkę na górnym końcu kartki na grzbiecie wypukłości. Jak się stoczy? Po grzbiecie? Raczej niemożliwe, najmniejsza niedokładność ustawienia, minimalne odchylenie w lewo albo w prawo, wywołuje wielki skutek: kulka spada albo na jedną, albo na drugą stronę. To się nazywa efekt motyla: znikoma przyczyna, tak mała, jak machnięcie skrzydełkiem motyla, wywołuje wielki skutek. Jest to układ chaotyczny. Aby przewidywać jego ewolucję, trzeba krańcowo dokładnej znajomości warunków początkowych i niezwykle precyzyjnych obliczeń. Mimo formalnego determinizmu, może nie wystarczyć materii całego Wszechświata, aby zbudować komputer, który temu sprosta.

Z dynamiką deterministyczną (płaska kartka) mamy do czynienia w przypadku układów zwanych liniowymi lub płaskimi. Lokalnie i chwilowo, przy małym zakresie zmian i w niedługich czasach, prawie każdy układ jest właśnie taki. Dlatego prognozowanie niewielkich zmian w niedługim czasie jest zwykle sensowne. Układy liniowe w większej skali też się zdarzają. Bywa taki na przykład zrównoważony i stabilny rynek. Ale w dłuższych czasach dynamika jest zwykle inna.

Z dynamiką atraktorową (wklęsła kartka) mamy do czynienia w przypadku zwykłej wody. Każda jej kropla musi prędzej czy później trafić do oceanu, niekoniecznie od razu i niekoniecznie wprost, ale w dłuższej perspektywie, ocean jest atraktorem dla wody. Podobnie, atraktorem wolnego rynku jest jego monopolizacja lub oligopolizacja.

Dynamika chaotyczna (wypukła kartka) zdarza się na przykład wtedy, gdy podejmujemy ważną decyzję na podstawie rzutu monetą: mały impuls, wielkie skutki. W takich sytuacjach, gdy ujawnia się losowość albo wolna wola, ścisłe przewidywanie przyszłości traci sens. Ale możliwa jest prognoza wariantowa. Jeśli jednak chodzi o rozstrzygnięcie, który wariant rzeczywiście zajdzie, to łatwiej je spowodować niż przewidzieć. Zresztą, kto by zapłacił za prognozę, że giełda spadnie albo wzrośnie?

W pierwszym przypadku, deterministycznym, prognozowanie jest możliwe, staranność i dokładność prognostów popłacają. W drugim przypadku, atraktorowym, prognozowanie jest banalne, a obliczenia zbędne. W trzecim przypadku, chaotycznym, prognozowanie jest praktycznie niemożliwe, ale dość łatwe bywa kształtowanie przyszłości. W myśleniu o przyszłości, w zarządzaniu nią, kluczowe okazują się wcale nie dokładność danych i moc komputerów, lecz raczej roztropność i świadomość tego, z jakim wzorem dynamiki mamy do czynienia.

Dynamika organizacji

Według moich obserwacji ludzkie zbiorowości, organizacje, samorzutnie, bez sterowania z zewnątrz, napędzane siłami wewnętrznymi, wykazują dynamikę atraktorową. Ich atraktorem, osiąganym stosunkowo wolno, ale bardzo trwałym, jest status quo. Wszyscy znamy stare biurokracje albo firmy nieweryfikowane przez rynek lub inne kryteria efektywności. Nic tam się nie daje zmienić, wszystko musi być tak, jak zawsze było, na straży tego stoją paragrafy, statuty, regulaminy. Wszystko regulują tabliczki na ścianach, na drzwiach czy biurkach. Przeniesienie kogoś z jednego kąta pokoju do drugiego, przestawienie regału, zmiana godzin pracy, podległości lub powiązań organizacyjnych – wywołują wściekły opór, protesty związków, donosy do mediów, interwencje totumfackich posłów albo urzędników. Zwykłe próby reform czy optymalizacji nie mają w takiej sytuacji większego sensu i są skazane na niepowodzenie.

Gdy chcemy coś istotnie zmienić w takiej organizacji, musimy mocno zaburzyć jej stan, aby wytrącić ją z koleiny status quo. Działania, które do tego prowadzą, nie muszą być mądre czy samoistnie sensowne, mogłyby nawet być czasem uznane za nieuzasadnioną agresję i nieodpowiedzialne szkodzenie organizacji. Skuteczne bywają, najczęściej chyba stosowane, wielokrotne i nieprzewidziane zmiany kierownictwa, zmienne komunikaty, niekonsekwentne reformy, w pół zatrzymywane lub odkręcane zaraz po zakończeniu. Pomocne bywa uruchomienie kontroli, prokuratury, absurdalne wymogi dyscypliny, niespodziewane awanse i degradacje. Bardzo skuteczne jest zmniejszenie finansowania oraz perspektywa całkowitej jego likwidacji.

Mało to moralne i mało budujące, ale sponiewierana organizacja, po krótkim i zaciętym oporze, gwałtownie przechodzi w stan dynamiki chaotycznej. Wtedy przez chwilę wszystko jest możliwe, organizacja wręcz oczekuje wizji i przywództwa, staje się nadwrażliwa na sterowanie. Małym działaniem można spowodować wielkie zmiany – i mamy efekt motyla. Oczywiście, ten stan jest nietrwały, ale powrót do dynamiki atraktorowej przebiega powolnie w odróżnieniu od wymuszonego stanu chaosu, który następuje szybko. Między stanem chaosu a powrotem rutyny osiągany jest stan przejściowy (płaska kartka) i ściśle biorąc tylko wtedy układ jest deterministyczny w klasycznym sensie i przewidywalny. Wtedy warto sporządzać prognozy.

Organizacja, powtarzając takie cykle życia, zachowuje się jak ptak machający skrzydłami (brzegami kartki), które idą szybko w dół, powoli do góry i znów szybko w dół. Gdy skrzydła są w górze, zarówno prognozowanie, jak kształtowanie przyszłości (oprócz fatalizmu status quo), ma zwykle ograniczony sens, a zawsze jest bardzo niewydajne. Organizacja stale obniża swój lot, aż do momentu, gdy ktoś ją wystraszy lub gdy sama groźnie zbliży się do dna. Wtedy mamy gwałtowne machnięcie skrzydeł i moment dynamiki chaotycznej, podatnej na sterowanie. Potem skrzydła stopniowo unoszą się i organizacja powoli szuka nowego status quo, niekoniecznie takiego samego, jak poprzednie.

Obecnie, jako kraj, jesteśmy w fazie atraktorowej, której strzegą dziesiątki tysięcy aktów prawnych, setki tysięcy urzędników oraz interesy dużych graczy politycznych i gospodarczych. Ani polska polityka, ani gospodarka nie są jednak autonomiczne. Ich dynamikę mogą w każdej chwili ukształtować czynniki zewnętrzne, a świat, a wraz z nim Europa, zdają się wchodzić w fazę dynamiki chaotycznej. Na przykład, niedawno, o osłabnięciu euro zadecydowały nie czynniki gospodarcze, lecz zwołane pospiesznie spotkanie kilku polityków. Gdyby się nie spotkali lub nie dogadali, efektu tego by nie było. To typowa dynamika chaotyczna.

Jednak nawet w sytuacjach całkowitego chaosu możliwe jest racjonalne myślenie o przyszłości i jej planowanie, tyle że zarządzanie przyszłością wymaga nie zawsze instytutów i komputerów, ale zawsze zdrowego rozsądku. I pokory, a przynajmniej powściągliwości. Na przykład, z mojej analizy wynika, że niestabilność w światowych finansach (i nie tylko w nich) będzie jeszcze narastać. Szczególnie wielki skok może zajść pod koniec tego roku. Ale byłoby nadużyciem, gdybym prognozował krach czy odwrotnie – hossę. Będziemy mieć prawdopodobnie efekt motyla: układ może pójść w jedną lub drugą stronę. W którą – nie wiadomo. Ale raczej wiadomo, że mocno. Oczywiście: o ile motyl nie zaśpi.

Fot. Gideon Wright w serwisie Flickr.com. Licencja Creative Commons.

Business Dialog Bulletin - widok książki

Premium Drupal Themes by Adaptivethemes