Przejdź do treści
Zapraszamy

Czytelników, rozmówców na forum, Autorów, Blogerów, Redaktorów,...

Przeczytaj o możliwościach korzystania z witryny i współpracy

Salon Business Dialog Klub Inspirations Klub Dialog CIO Business Meeting Point Kwintesencja Projekty Business Dialog

Ryzyko wg Johna C. Coxa

maj 23, 2007 dodany przez admin

Klub DialogW ubiegłym miesiącu pod egidą Business Dialog odbyła się seria dyskusji na temat zarządzania ryzykiem.

Rozważano m. in. szereg koncepcji tzw. integracji tej dziedziny zarządzania, na tyle nowych, że przedwczesne byłoby ich komentowanie. Lecz przy tej okazji sięgnąłem w czeluści moich zasobów i mam dla Państwa rarytas – wywiad z Johnem C. Coxem, którego udzielił on w 2001 roku zupełnie dziś nieznanemu czasopismu Derivatives Strategy. Prezentujemy obszerne fragmenty tego wywiadu - te dotyczące modelu wyceny opcji neutralnej wobec ryzyka.

Redaktor

Derivatives Strategy: W jakich okolicznościach po raz pierwszy zajął się Pan modelowaniem opcji?

C. Cox, profesor finansów ze Sloan School of Management na MIT, zalicza się do czołówki specjalistów w dziedzinie modelowania opcji. W połowie lat siedemdziesiątych pracując wspólnie ze Stevem Rossem, zgłębiał podstawy wyceny opcji i wypracował koncepcję wyceny neutralnej wobec ryzyka. Jego późniejsze badania nad wyceną aktywów doprowadziły do powstania modelu struktury terminowej stóp procentowych, który znalazł szerokie zastosowanie w ekonomii. Cox pracował także nad wykorzystaniem technologii opcji w analizach papierów wartościowych przedsiębiorstw jak również nad politykami kształtowania portfeli papierów wartościowych. Wraz z Markiem Rubinsteinem napisał „Options Market”, pierwszy popularny podręcznik akademicki o instrumentach pochodnych. Cox pracował jako konsultant dla szeregu firm inwestycyjnych, doradzał też agendom rządowym w kilku krajach. Nina Mehta przeprowadziła z nim zamieszczony obok wywiad w styczniu 2001 r.

John C. Cox: To był szczęśliwy zbieg okoliczności. W 1975 r. zrobiłem właśnie doktorat na University of Pennsylvania. To wtedy akurat zaczęły pojawiać się pierwsze prace Blacka, Scholesa i Mertona, ale ludzie niewiele jeszcze z tego rozumieli. Brama do sadu była już otwarta, ale nikt się do niego nie fatygował. A tam wisiało mnóstwo śliwek na niskich gałęziach i wszystkie tylko czekały, aż ktoś przyjdzie i je zerwie.

DS: W owym czasie inżyniera finansowa była jeszcze pieśnią przyszłości. Jak Panu się udało zapuścić w jej rejony?

JC: Chciałbym móc się pochwalić, że był to efekt przyszłościowego myślenia i misternego planu, ale to nie było tak. Z początku interesowałem się tymi zagadnieniami na zasadzie wprawki intelektualnej i do głowy mi nie przychodziło, że problemy wyceny opcji nabiorą kiedyś tak ogromnego znaczenia w branży finansowej. Nikomu nie przychodziło. Z drugiej jednak strony, jak teraz na to patrzę z perspektywy czasu, nie mogło to być aż tak nieoczekiwane, bowiem taka rzecz jak opcje były czymś, co już ówczesna teoria finansów uznawała za warte uwagi. Mianowicie można ich było użyć do sterowania ryzykami i kształtowania ryzyk w sposób skuteczniejszy, niż przy użyciu narzędzi wtedy dostępnych.

DS: Czy Pańskim najważniejszym osiągnięciem na tym polu była koncepcja wyceny neutralnej wobec ryzyka?

JC. Akurat z tej jestem szczególnie dumny. Jest to owoc wspólnej pracy ze Stevem Rossem, w okresie kiedy ten już wykładał na University of Pennsylvania. Postanowiliśmy ustalić co w modelach wyceny opcji miało znaczenie zasadnicze, a co nie.

Mieliśmy już wtedy obmyślone coś, co można nazwać modelem dwustanowym. To był taki nasz odpowiednik równania Blacka-Scholesa. Chociaż, podobnie jak model Blacka-Scholesa, zakładał ciągłość czasową. W każdym momencie wartość danego papieru wartościowego mogła albo wykonać nieciągły skok, albo nie. Zdaliśmy sobie sprawę, że można się zabezpieczyć przed tego rodzaju sytuacją w taki sam sposób, jak w „świecie Blacka-Scholesa”, mimo że chodzi o zupełnie odmienny stan rzeczy. Nie byliśmy jednak w stanie rozwiązać naszego równania. W końcu oświeciło nas, że nie potrzebujemy więcej armat matematycznych, lecz odrobiny ekonomii. Doszliśmy do wniosku, że misi istnieć pewna podstawowa metodologia wyceny mająca zastosowanie do wszystkich problemów tej klasy. Innymi słowy – właściwa wycena jakiegokolwiek instrumentu pochodnego, który daje się w jakiś sposób zabezpieczyć bądź zduplikować, musi być spójna z tym, co nazwaliśmy wyceną neutralną wobec ryzyka.

DS: A cóż takiego konkretnie umożliwia nam wycena neutralna wobec ryzyka?

JC: Daje nam do ręki potężne narzędzie, za pomocą którego możemy wyznaczyć punkt odniesienia (benchmark) ukazujący w sposób rzetelny względne wartości rozmaitych instrumentów. Nawiasem mówiąc, pojęcie neutralności wobec ryzyka może być cokolwiek mylące. Nie chodzi tu o to, że wszyscy wchodzący w grę ludzie są neutralni wobec ryzyka

/.../

Tłumaczył Andrzej Lewandowski

Jest to początek obszernego materiału, który w całości ukazał się w wydaniu elektronicznym majowego numeru Business Dialog Bulletin.

W publikacji: 
Biuletyn Nr 2, maj 2007

Business Dialog Bulletin - widok książki

Premium Drupal Themes by Adaptivethemes