Skip to main content
Zapraszamy

Czytelników, rozmówców na forum, Autorów, Blogerów, Redaktorów,...

Przeczytaj o możliwościach korzystania z witryny i współpracy

Salon Business Dialog Klub Inspirations Klub Dialog CIO Business Meeting Point Kwintesencja Projekty Business Dialog

W blogu Spostrzeżenia

Blog Iwony D. Bartczak

Generalnie można podzielić strategie gry rynkowej, bądź inwestycyjnej, na oparte o analizę fundamentalną i techniczną, która jest de facto formą, na ogół uproszczoną, analizy powiązań statystycznych. Dla precyzji wydaje się lepiej mówić o analizie typu fundamentalnego i statystycznego.
Ta pierwsza opiera się o znajomość powiązań gospodarczych, społecznych, politycznych oraz psychologii mas. Odwołuje się do istniejących zależności i przykładów, że w przeszłości w podobnej sytuacji nastąpił określony skutek i stąd można wnioskować, że to się powtórzy. Takie rozumowanie intuicyjnie brzmi przekonywująco. Jednak jest ono obarczone wielkim ryzykiem błędu. Po pierwsze, identyczne sytuacje przecież nigdy nie występują. Następnie w przedstawianych sytuacjach rozpatrywany jest jeden, dwa lub trzy mechanizmy, które wystąpiły w omawianym przypadku, a  w rzeczywistości współzależności są tysiące. Diagnoza, że mamy sytuację identyczną bądź podobną nie opiera się też na przedstawieniu wszechstronnej analizy - nigdy nie możemy być pewni czy uwzględniliśmy wszystkie istotne elementy.
Wreszcie te same fakty mogą być efektem zupełnie innych przyczyn i powodować również diametralnie różne reakcje rynkowe. Siła oddziaływania poszczegółnych informacji (pod wpływem informacji uczestnicy rynku podejmują decyzje) może być również diametralnie różna: od wywołania praktycznie żadnej reakcji po reakcje  lawinowe, histeryczne. Również kierunek reakcji może być różny.
Przywołajmy dwa zaledwie przykłady. Wygrana w wyborach parlamentarnych partii socjaldemokratycznych oznacza dla firm, że obciążenia podatkowe będą rosły w celu pokrycia kosztów transferów socjalnych, a pracownicy stawać się będą bardziej roszczeniowi. Przekłada się to na zmniejszenie realizowanego zysku, a nawet jego całkowitą utratę i bankructwo firm. Ta ogólnie znana zależność powoduje, że oczekiwanie wygranej socjaldemokratów przekłada się na spadek cen akcji, a po ich wyborze powinny ceny te jeszcze bardziej spaść.
Tymczasem zdarza się często, że ogłoszenie wyników zwycięstwa lewicy łączy się z początkiem wzrostów na giełdzie. Skąd tak się dzieje? Otóż w okresie poprzedzającym wybory z powodu oczekiwanego zwycięstwa lewicy kursy spadają i często w wyniku paniki następują nadmierne spadki. Kiedy więc oczekiwanie sprawdzi się, kończy się spekulacja na spadki i kursy odwracają się. Tym bardziej, że często zgodnie z zasadą strach ma ‘’wielkie oczy‘’ zmiany podatkowe nie są tak drastyczne, gdyż obietnice wyborcze nie są zawsze wykonywane, w związku z tym uruchamia się myślenie, że jednak nie będzie tak źle.
Okupacja Kuwejtu przez Saadama Huseina i zapowiedź wyzwolenia go przez koalicję państw zachodnich uruchomiła lęk przed katastrofą, zapowiedziano podpalenie pól naftowych, a w efekcie spadek podaży ropy. Ceny ropy poszybowały w górę. Prasa przewidywała ich następny drastyczny wzrost po wybuchu wojny oswobadzającej Kuwejt. Spekulanci wykupywali więc wszystkie zapasy ropy i przyszłą jej produkcję. Wybuch wojny spowodował rzeczywiście kilkugodzinną super hossę,  a następnie jednak jeszcze szybsze spadki. Spekulanci, którzy zakupili ropę rozpoczęli jej sprzedaż, a że kupujących nie było wielu ceny leciały szybko ‘’na południe’’. To z kolei powodowało, że wywołana panika przyspieszyła tempo i zakres spadków. I tak zamiast gwałtownych wzrostów ( super hossy) pojawiła się fala szybkich spadków, a zatem dokładnie odwrotnie.
Na rynku finansowym  często mamy do czynienia, że taka sama, bądź bardzo podobna informacja wywołuje zupełnie przeciwne reakcje. Zjawisko to zdobyło nazwę paradoksów giełdowych i mamy do czynienia z nim częściej niż wielu uczestnikom może to się wydawać. Stąd tak wiele rozsądnie brzmiących oczekiwań w oparciu o analizę fundamentalną może zawieść ich twórców. Pamiętajmy przy tym, że krytyczna ocena prognozy fundamentalnej zrobionej przez zawodowców jest bardzo trudna dla osób nie będących ekspertami w tej dziedzinie. I dlatego, niestety, większość inwestorów nie potrafi wyłapać możliwych zagrożeń.

Aby więc umieć zweryfikować zasadność przedstawionej strategii, zarówno na zwyżkę, jak i spadek cen akcji trzeba mieć dostęp do wiarygodnych i szczegółowych danych z firmy, co nie jest na ogół możliwe oraz znaczną umiejętność oceny funkcjonowania firmy i możliwych zmian w poziomie generowanego zysku. Trzeba zatem mieć również poza znajomością księgowości i rozumienia tzw. kreatywnej księgowości, znajomość stosowanych technik i technologii w danym przedsiębiorstwie i branż,y włącznie z oczekiwanymi możliwymi zmianami. Na ceny surowców, produktów, jak i usług wpływają też bodźce płynące z polityki. Dotyczy to zarówno branży, w których działa przedsiębiorstwo, jak i branż powiązanych zarówno po stronie dostawców( zmian w ewentualnych kosztach pozyskiwania surowców, podzespołów i energii), jak również odbiorców - możliwych zmian po stronie popytu, wreszcie możliwych zmian w cenie siły roboczej, z kolei koszty pracy mogą ulec znacznym zmianom w wyniku zmian politycznych, prawnych i instytucjonalnych. Niewątpliwie powinniśmy ocenić również pozycję danego przedsiębiorstwa wewnątrz branży, jego ewentualna przewagę nad innymi i możliwość jej utraty.
Godnym podkreślenia jest fakt, iż obecnie zmiany w metodach wytwórczych przebiegają nieporównanie szybciej niż w przeszłości, co oznacza, że wydawałoby się dość stabilny popyt może bardzo szybko zaniknąć. Popyt na pył miedziany był znaczny i nie bardzo wyobrażalny był jego zanik dopóty, dopóki nie została wyeliminowana technika kineskopów w aparatach TV. W przeciągu 2-3 lat ów popyt zanikł.

Następną umiejętnością konieczną do zweryfikowania zasadności prognozy gospodarczej jest umiejętność obiektywnej oceny oczekiwanej koniunktury rynkowej i gospodarczej. Oznacza to ocenę koniunktury dla danej gospodarki, gospodarek powiązanych z gospodarką danego kraju, które z kolei mogą być uzależnione od koniunktury w innych krajach, a szczególnie najsilniejszych krajach świata. Jednym z ważnych elementów wpływających na koniunkturę są zachodzące procesy polityczne: od zmian  w wyniku demokratycznych wyborów, przewrotów po zaangażowanie w zimne i gorące wojny.
Wpływ większych wojen oddziaływuje na gospodarkę wielu neutralnych krajów zarówno pozytywnie, jak o negatywnie. Bogacą się one na dostawach do krajów prowadzących wojnę, których gospodarki z jednej strony, mogą podlegać zniszczeniu, a z drugiej strony, wojny generują bardzo znaczny popyt na surowce, materiały i broń - konieczne do prowadzenia wojny. Często również na żywność, gdyż ogołocenie rolnictwa z siły roboczej odbija się na produkcji rolnej.  Równocześnie przerwanie niektórych szlaków transportowych może bardzo istotnie wpłynąć na przesunięcia, zarówno popytu, jak i podaży. Nie mówiąc o tym, że zagrożenie produkcji i dostaw powoduje zmianę cen surowców bądź produktów. Takim dobitnym przykładem są konflikty na Bliskim Wschodzie odbijające się na cenie ropy naftowej, a przez to na gospodarkach prawie wszystkich państw świata.
Niezwykle rzadko w przedstawionych rekomendacjach prezentowana jest taka wielopiętrowa analiza, jeżeli w ogóle jest ona dokonywana i prawie wszystkie, bądź wszystkie elementy są w niej  uwzględniane.  Jeszcze rzadziej owa kompleksowa analiza dokonywana jest samodzielnie, zwykle opiera się na publikowaniu cudzych poglądach tzw. ogólnie uznanych autorytetów. O słabościach takich prognoz pisałem w poprzednim poście.
Dobrym przykładem wpływu bardzo odległych zmian na cenę surowca, ale i również cen akcji firm go wydobywających, jak i tych których jest on podstawowym czynnikiem kosztotwórczym, są wahania cen siarki w pierwszym dziesięcioleciu tego tysiąclecia. Wtedy pod wpływem zmian przepisów w Kanadzie - ograniczenie eksportu - i gwałtownego wzrostu popytu w Chinach w wyniku uruchomienia inwestycji w przemyśle chemicznym, połączonego z opóźnieniem uruchomienia tam kopalń siarki, pojawiała się gwałtowna bańka spekulacyjna, która równie gwałtownie pękła w pod wpływem ujawniania faktu uruchomienia inwestycji wydobywczych.
 
Trudno oczekiwać od przeciętnego ciułacza, a nawet doświadczonego inwestora, aby był w stanie przeprowadzić krytyczną analizę wszystkich owych zależności.
Odnosząc się do rekomendacji adresowanych do szerokiej klienteli zauważmy, że dotyczą one głównie oczekiwania ruchu wzrostowego. A przecież na rynku występują zarówno wzrosty, jak i spadki, i tych drugich wcale nie jest tak mało. Dobrze docierającym do odbiorców, lecz często nieracjonalnym argumentem jest odwoływanie się do istniejącego już trendu wzrostowego i "oczywistej" jego kontynuacji. A przecież trendy nie trwają wiecznie i podlegają odwróceniu.
Analitycy ilustrujący swoje poglądy chętnie odwołują się do przykładów z przeszłości, często potwierdzających konieczność kontynuowania istniejącego już trendu. Taka argumentacja jest dobrze przemawiająca do odbiorcy. Jednak należy, poza powyższymi zastrzeżeniami, przypomnieć, że nic nie powtarza się w sposób absolutnie identyczny i dość nawet odległe różnicę powodują istotnie różną reakcję, co tym łatwiej może się wydarzyć, że rynek orientuje się zawsze na część pojawiających się informacji i zmienia ciągle wagi znaczenia poszczególnych informacji.
To wszystko powoduje że fałszywe prognozy mogą pojawiać się w sposób zupełnie niezamierzony  przez wykonujących analizę, jak i w sposób intencjonalny, gdy duży gracz chcąc zrealizować zyski z już dokonanego ruchu próbuje pobudzić popyt ze strony głównie drobnych inwestorów. Odwrotnie, przy planowanych zakupach można przy pomocy ujawnianych rekomendacji swoich, bądź "niezależnych" ekspertów, starać pobudzić podaż po to, by móc możliwie dogodnie dokonać samemu zakupów. Choć nie jest to postępowanie etyczne, a w niektórych krajach nawet bardzo ostro karane, nie można wykluczyć, że może ono występować i to nawet dość często.

Zastanawiając się nad prognozami opartymi o analizę statystyczną i ich logikę należy zwrócić uwagę, na eliminacje przypadkowości prezentowanego sukcesu i prawdopodobieństwa jego kontynuowania. Oznacza to dość proste ustalenie, czy przedstawiona próba jest reprezentatywna i przy jakim poziomie ufności oraz jakie jest prawdopodobieństwo odwrócenia trendu. W wytłumaczeniu zasad budowy strategii znaleźć się powinno uzasadnienie doboru instrumentów inwestycyjnych oraz przyjętego horyzontu czasowego. Podobnie jak w przypadku budowy strategii opartej o analizę fundamentalną portfel powinien być zdywersyfikowany,  a w dywersyfikacji nie może być pominięta analiza wewnętrznych korelacji pomiędzy instrumentami.
Poziom dywersyfikacji wynikać powinien z akceptowanego przez inwestora poziomu wahań krzywej dochodowości. Wreszcie niewątpliwie rygorystycznie stosowana musi być  zasada ograniczenia ryzyka. To znaczy, że zawsze przy otwieraniu nowej pozycji należy przyjąć maksymalny poziom akceptowanej straty i rygorystycznie stosować się do niej. Z kolei przy ustalaniu poziomu akceptowanej straty należy wziąć pod uwagę zakres oczekiwanego ruchu i ich wzajemną relację. Dopuszczenie do odstępstw w tej materii, zgodnie z zasadą nadziei, że niedługo niekorzystny dla nas trend się odwróci, wcześniej czy później prowadzi do brutalnego przywołania do rzeczywistości.
Ostatnią zasadą, która powinna być stosowana, a w każdym razie jej brak prowadzi do istotnego obniżenia dynamiki rentowności, jest zasada scalling in i scalling out. Polega ona na tym, że proporcjonalnie do prawdopodobieństwa ruchu w określonym kierunku zwiększamy lub zmniejszamy wielkość zaangażowania. Zasada ta, niestety, również nie jest często stosowana.
Porównując zakres umiejętności jaki należy posiadać, aby móc ocenić zasadność oferowanych obu rodzajów strategii inwestycyjnych, zauważmy, że rozumowania typu fundamentalnego wymagają nieporównanie większej ilości interdyscyplinarnej wiedzy a analizy oparte o zależności statystyczne wymagają specjalistycznej, lecz z jednej choć szerokiej i skomplikowanej dziedziny.
Poświęćmy wreszcie uwagę zagadnieniu dywersyfikacji portfela inwestycyjnego, a konkretnie wymiarom w których należy ją dokonywać.
Najbardziej znana i rozpowszechniona jest dywersyfikacja branżowa w papiery wartościowe różnych branż oraz w różne typy instrumentów inwestycyjnych( akcje, obligacje, lokaty w walutach obcych, złoto, instrumenty pochodne, nieruchomości i t.d.). Należy jednak pamiętać, że naprawdę skuteczna dywersyfikacja powinna obejmować również zróżnicowanie geograficzne oraz sezonowe, czego prostym przykładem może być sprzedaż lodów latem, choinek przed Bożym Narodzeniem i prowadzenie szkółki narciarskiej zimą.
Prawie niestosowaną jest metoda dywersyfikacji metodologicznej, co oznacza, że sygnały do dokonywania inwestycji, w tym zwiększenia i zmniejszenia pozycji oraz wyjścia z niej opieramy na zupełnie innych metodologiach, stosując przy tym filtry pochodzące również z różnych metodologii. Jest to bez wątpienia najbardziej zaawansowana forma dywersyfikacji, a stosowanie wszystkich rodzajów dywersyfikacji prowadzi do zmniejszenia się stopnia wahań krzywej rentowności, nie odbijając się na spadku tempa jej wzrostu, przeciwnie podnosząc go. Podsumowując:

  1. Stosunkowo łatwiej jest ocenić zasadność oferowanej strategii o ile opiera się ona o zależności natury statystycznej, aczkolwiek nie jest to też proces prosty.
  2. Można korzystać z wzorcowych modeli publikowanych w specjalistycznych nisko nakładowych biuletynach, opartych zarówno o analizę fundamentalną, jak i statystyczną stosowanych strategii, oczywiście przy zachowaniu kilku zastrzeżeń:
  3. Strategie muszą posiadać wiarygodny track record;
  4. Muszą zawierać w sobie dostatecznie płynne aktywa;
  5. Inwestycje dokonywane powinne być w warunkach zapewniających ich bezpieczeństwo.

Można wreszcie wyszukać instrumenty inwestycyjne zbudowane przez instytucje opisane w poprzednim artykule "Dobór doradców inwestycyjnych i firm zarządzających kapitałem. Co jest ważne, a co nieistotne" oraz zbudowane przez nie produkty inwestycyjne według wyżej wymienionych zasad.Takie strategie są w stanie realizować kilkudziesięcioprocentowe stopy zwrotu rok do roku. Ważne jest  przy tym zwrócenie uwagi na relację zysku do maksymalnego drawdownu, jak również dopasowania do indywidualnego profilu awersji do ryzyka, oraz  minimum i maximum wielkości portfela inwestycyjnego z punktu widzenia niezakłócania własnymi posunięciami rynków, na których podejmujemy inwestycje, wreszcie płynności dóbr inwestycyjnych i samego  stopnia płynności instrumentu.
 
Życzę przemyślanych i udanych inwestycji na rynkach finansowych.

W blogu Spostrzeżenia 11/16/2019 - 18:29 Źródło

Niestety, nie mam tego filmiku w oryginale, więc udostępniam link. Bardzo pouczające zobrazowanie różnicy w krótko- i długoterminowym myśleniu.
https://www.linkedin.com/posts/pascalbornet_inspiration-management-strategy-activity-6601110980363677696-R0zn 

W blogu Spostrzeżenia 11/16/2019 - 18:29 Źródło

W poprzednim artykule przyjrzeliśmy się niektórym z używanych argumentów przez sprzedawców usług  zarządzania kapitałem oraz który z oferentów tych usług może być brany pod uwagę. Teraz zastanowimy się nad zasadnością proponowanych rozwiązań inwestycyjnych , przedstawioną strategią, o ile w ogóle cokolwiek zechcą przedstawić, wreszcie  wiarygodnością używanych argumentów.
 
Na rynku asset management istnieje wielu oferentów, którzy jedynie zapewniają solennie o swych wybitnych kompetencjach, doświadczeniu, posiadaniu własnej wspaniałej, oryginalnej metodologii, nazywanej często nowatorską, wysoce dochodową strategią, o której jednak nic bliższego nie chcą ujawnić . Istnieją wreszcie tacy, którzy odwołują się do opierania swoich decyzji inwestycyjnych na opiniach najbardziej uznanych autorytetów. Wobec wszystkich tych radziłbym zachować jak najwyższy sceptycyzm.
 
 Opowieści o wybitności , własnych kompetencjach i oryginalnych , acz nie ujawnianych  metodach  potraktujmy maksymą  -  ,, wszystko to być może, ale ja to między bajki włożę ". Zatrzymajmy się jednak na chwile przy argumencie przemawiajacym do wielu osób, iż opinie uznanych guru to rozsądna i bezpieczna metoda inwestowania. Ośmielam się  zwrócić jednak uwagę, że niezależnie , czy znawcy mają rację , czy też nie, już  samo upublicznienie ich opinii wpływa na rynek. Uczestnicy rynku przyjmując bowiem za dobrą monetę pogląd autorytetów, próbują przechytrzyć , to co ma ich zdaniem nieuchronnie nastąpić. Ponieważ tak postępujących osób jest bardzo wiele, to co miało się wydarzyć zdaniem autorytetów,  w ogóle  nie następuje.  Zatem samo upublicznienie poglądów, które akceptuje znaczna część rynku zmienia rzeczywistość i to czasem diametralnie. I tak na przykład, o ile autorytety zapowiedzą , że indexy osiągną pewien pułap, a następnie nastąpi odwrócenie trendu na spadkowy, to prawie na pewno indexy w ogóle nie osiągną tego pułapu. Inwestorzy wierząc bowiem w poziom, przy którym nastąpi odwrócenie spróbują być sprytniejsi i wcześniej zaczną sprzedawać, a  równocześnie nie pojawią się ci , którzy mieli przy bliskim oczekiwanego poziomu odwróceniania  być skłonni do zakupów - stąd ceny w ogóle nie osiągną poziomu zapowiedzianego przez uznanych znawców. W rzeczywistości skutek upublicznienia opinii guru nie musi być aż tak łatwo widoczny, lecz zawsze jej samo upublicznienie zmienia rynek.
 
Przechodząc do bardziej racjonalnego argumentu podnoszonego przez sprzedawców usługi asset management jakimi są -  dotychczasowe wyniki osiągnięte przez zarządców, to dobrze jest zwrócić uwagę na parę punktów zanim uznamy, że przytaczany wynik jest znaczącym argumentem :
 
Zacznijmy od dość oczywistego  punktu - pewności, że wynik ten został osiągnięty i to w efekcie faktycznie wykonanych transakcji. Przedstawiana ewentualna kopia rachunku inwestycyjnego musi być wiarygodnie uwierzytelniona, lub poświadczone zaświadczenie, o wykonaniu takich transakcji. Kwestia ta jest ważna, nie tylko z powodu ograniczoności zaufania do przedstawionych wyników. Również dlatego, że może być osiągnięty na bardzo małej ilości papierów wartościowych, a rynek jest mało płynny, a zatem nie do powtórzenia w   ilości nas interesującej. Wreszcie człowiek istota emocjonalna często zupełnie inaczej podejmuje decyzje,  gdy wie, że jest to transakcja wirtualna, a zupełnie inaczej, gdy ma do czynienia z realnymi i to dużymi pieniędzmi. Najlepszą metodą jest obserwowanie samemu przez jakiś czas wykonywanych transakcji. Można też dać wiarę w wyniki tzw. portfeli wzorcowych  publikowanych w niskonakładowych biuletynach specjalistycznych.  Nadal pozostaje zastrzeżenie , o różnicy między transakcjami realnymi, a jedynie rekomendacjami, lecz można to zastrzeżenie  traktować znacznie łagodniej, jako że wydający takie biuletyny są na ogół doświadczonymi analitykami z wieloletnią praktyką, a zatem działającymi znacznie mniej emocjonalnie. W wysokorozwiniętych krajach takich wzorcowych portfeli w niskonakładowych i drogich biuletynach jest sporo i duża z nich część osiąga ponadprzeciętne wyniki.
Przy wyborze ewentualnego zarządcy powinniśmy sprawdzić nie tylko jego reputację na rynku, ale i upewnić się, gdzie przechowywane będą środki (rating banku i reżim prawny któremu on podlega) oraz w jakie instrumenty finansowe zostaje dokonana inwestycja, czy ich emitenci podlegają wiarygodnemu nadzorowi, który chroni interesy inwestora, co nie zawsze i wszędzie występuje. Czy wreszcie są to inwestycje bezpośrednie i jakie z nią mogą łączyć się zagrożenia ( jest to samo w sobie skomplikowane zagadnienie, którego w tym artykule nie jestesmy w stanie omówić).Wreszcie jaka jest płynność dokonanej inwestycji i na ile odpowiada ona naszym oczekiwaniom. Pamiętać należy, że płynność większości instrumentów inwestycyjnych podlega bardzo dużym wahaniom. Szczególnie dotyczy to inwestycji bezpośrednich, reklamowanych jako bezpieczne bo zabezpieczone co najmniej częściowo nieruchomościami. Nieruchomości są generalnie mało płynne ( poza okresami hossy), co może oznaczać, że szczególnie wtedy, gdy będziemy chcieli je spieniężyć - będzie to niemożliwe. Bardzo dobrym przykładem jest hossa w budownictwie w Bułgarii w latach 2002-2008  kiedy to wielu zagranicznych spekulantów dokonało dużej ilości inwestycji, wzmacniając jeśli nie wywołując ową hossę i którzy dotąd nie są w stanie w ogóle ich spieniężyć.
Koniecznie musimy poznać metody ograniczania ryzyka inwestycyjnego i czy ono odpowiada naszemu profilowi awersji do ryzyka. W tym zapoznać się z zasadami zarządzania dywersyfikacją, dopasowywania ich do akceptowanego przez siebie ryzyka (co nie jest takie proste) i zróżnicowanie dywersyfikacji, a właściwie zróżnicowanie wymiarów dywersyfikacji. Dobra, skuteczna dywersyfikacja nie może być jednowymiarową np. pomiędzy różne branże przemysłu, powinna uwzględniać inne formy zróżnicowania np. horyzontu czasowego  inwestycji czy metod wyszukiwania sygnałów, co już nie jest takie częste. Podobnie upewnić się należy,  czy i w jakiej wysokości utrzymywana jest rezerwa gotówkowa. Okazuje się bowiem, że utrzymywanie części w sposób wysoce płynny prowadzi do osiągania na dłuższą metę wyższej efektywności pomimo, że część środków ‘’nie pracuje’’ lub na bardzo niewielką stopę zysku. Wytłumaczeniem tej zależności jest fakt, że posiadane rezerwy nawet długo nie pracujące mogą być bardzo efektywnie zainwestowane w sytuacji gwałtownego i wyraźnego wychylenia się cen w dół bądź do góry,  co zdarza się co pewien czas w sposób mniej lub bardziej nieoczekiwany.
Teraz przejdźmy do zasadniczego punktu, jak ocenić strategię przedstawioną przez firmę zarządzającą.
Załóżmy, że proponujący oferent spełnia warunki omówione wyżej, są to jednak warunki zaledwie konieczne bądź sprzyjające osiąganiu ponadprzeciętnej rentowności, ale niedostateczne by osiągać ją skutecznie długofalowo. Musi on posiadać strategię, a ta musi być na tyle elastyczna by móc osiągać pozytywne wyniki w zmieniającej się sytuacji rynkowej.
 Jak zatem ocenić strategię? Generalnie można podzielić strategie gry rynkowej, bądź inwestycyjnej na opartej o analizę fundamentalną i techniczną, która jest de facto formą, na ogół uproszczoną analizy powiązań statystycznych. Dla precyzji wydaje się lepiej mówić o analizę typu fundamentalnego i statystycznego.
Ta pierwsza opiera się o znajomość powiązań gospodarczych, społecznych, politycznych oraz psychologii mas. Odwołuje się do istniejących zależności i przykładów, że w przeszłości w podobnej sytuacji nastąpił określony skutek i stąd można wnioskować, że to się powtórzy.  .Takie rozumowanie intuicyjnie brzmi przekonywująco. Jednak jest ono obarczone wielkim ryzykiem błędu. Po pierwsze identyczne sytuacje przecież nigdy nie występują. Następnie w przedstawianych sutyacjach rozpatrywany jest jeden, dwa lub trzy mechanizmy, które wystąpiły w omawianym przypadku, a  w rzeczywistości współzależności są tysiące. Diagnoza, że mamy sytuację identyczną bądź podobną nie opiera się też na przedstawieniu wszechstronnej analizy - nigdy nie możemy być pewni czy uwzględniliśmy wszystkie istotne elementy.
Wreszcie te same fakty mogą być efektem zupełnie innych przyczyn i powodować również diametralnie różne reakcje rynkowe. Siła oddziaływanie poszczegółnych informacji (pod wpływem informacji uczestnicy rynku podejmują decyzje) może być również diametralnie różna,  od wywołania praktycznie żadnej reakcji po reakcje  lawinowe, histeryczne. Również kierunek reakcji może być różny. Przywołajmy dwa zaledwie przykłady. Wygrana w wyborach parlamentarnych partii socjaldemokratycznych oznacza dla firm, że obciążenia podatkowe będą rosły w celu pokrycia kosztów zdobyczy socjalnych, a pracownicy stawać się będą bardziej roszczeniowi. Przykłada się to na zmniejszenie realizowanego zysku a nawet jego całkowitą utratę i bankructwo firm.  Ta ogólnie znana zależność powoduje, że oczekiwanie wygranej socjaldemokratów przekłada się na spadek cen akcji, a po ich wyborze powinny ceny te jeszcze bardziej spaść. Tym czasem zdarza się często, że ogłoszenie wyników łączy się z początkiem wzrostów na giełdzie. Skąd tak się dzieje? Otóż w okresie poprzedzającym wybory z powodu oczekiwanego zwycięstwa lewicy kursy spadają i często w wyniku paniki następują nadmierne spadki. Kiedy więc oczekiwanie sprawdzi się, kończy się spekulacja na spadki i kursy odwracają się. Tym bardziej, że często zgodnie z zasadą strach ma ‘’wielkie oczy‘’ zmiany podatkowe nie są tak drastyczne, gdyż obietnice wyborcze nie są zawsze wykonywane w związku z tym uruchamia się myślenie, że jednak nie będzie tak źle. Okupacja Kuwejtu przez Saadama Huseina i zapowiedź wyzwolenia go przez koalicję państw zachodnich uruchomiła lęk przed katastrofą, zapowiedziano podpalenie pól naftowych, a w efekcie spadek podaży ropy. Ceny ropy poszybowały w górę. Prasa przewidywała ich następny drastyczny wzrost po wybuchu wojny oswobadzając Kuwejt. Spekulanci wykupywali więc wszystkie zapasy ropy i przyszłą jej produkcję. Wybuch wojny spowodował rzeczywiście kilkugodzinną super hossę,  a następnie jednak jeszcze szybsze spadki. Spekulanci, którzy zakupili ropę rozpoczęli jej sprzedaż, a że kupujących nie było wielu ceny leciały szybko ‘’na południe’’. To z kolei powodowało, że wywołana panika przyspieszyła tempo i zakres spadków. I tak zamiast gwałtownych wzrostów ( super hossy) pojawiła się fala szybkich spadków, a zatem dokładnie odwrotnie.
Na rynku finansowym  często mamy do czynienia, że taka sama, bądź bardzo podobna informacja wywołuje zupełnie przeciwne reakcje. Zjawisko to zdobyło nazwę paradoksów giełdowych i mamy do czynienia z nim częściej niż wielu uczestnikom może to się wydawać. Stąd tak wiele rozsądnie brzmiących oczekiwań w oparciu o analizę fundamentalną może zawieść ich twórców. Pamiętajmy przy tym, że krytyczna ocena prognozy fundamentalnej zrobionej przez zawodowców jest bardzo trudna dla osób nie będących ekspertami w tej dziedzinie. I stąd niestety  dlatego większość inwestorów nie potrafi wyłapać możliwych zagrożeń.
Aby więc umieć zweryfikować zasadność przedstawionej strategii zarówno na zwyżkę jak i spadek cen akcji trzeba mieć dostęp do wiarygodnych i szczegółowych danych z firmy, co nie jest na ogół możliwe oraz znaczną umiejętność oceny funkcjonowania firmy i możliwych zmian w poziomie generowanego zysku. Trzeba zatem mieć również poza znajomością księgowości i rozumienia tzw. kreatywnej księgowości znajomość stosowanych technik i technologii w danym przedsiębiorstwie i branży włącznie z oczekiwanymi możliwymi zmianami. Na ceny surowców, produktów jak i usług wpływają też bodźce płynące z polityki. Dotyczy to zarówno branży w których działa przedsiębiorstwo jak i branż powiązanych zarówno po stronie dostawców( zmian w ewentualnych kosztach pozyskiwania surowców, podzespołów i energii) jak również odbiorców - możliwych zmian po stronie popytu. Wreszcie możliwych zmian w cenie siły roboczej, z kolei koszty pracy mogą ulec znacznym zmianom w wyniku zmian politycznych, prawnych i instytucjonalnych. Niewątpliwie powinniśmy ocenić również pozycję danego przedsiębiorstwa wewnątrz branży, jego ewentualna przewagę nad innymi i możliwość jej utraty.
Godnym podkreślenia jest fakt, iż obecnie zmiany w metodach wytwórczych przebiegają nieporównanie szybciej niż w przeszłości, co oznacza, że wydawałoby się dość stabilny popyt może bardzo szybko zaniknąć. Popyt na pył miedziany był znaczny i nie bardzo wyobrażalne był jego zanik dopóty, dopóki nie została wyeliminowana technika kineskopów w aparatach TV. W przeciągu 2-3 lat ów popyt zanikł.
Następną umiejętnością konieczną do zweryfikowania zasadności prognozy gospodarczej jest umiejętność obiektywnej oceny oczekiwanej koniunktury rynkowej i gospodarczej. Oznacza to ocenę koniunktury dla danej gospodarki, gospodarek powiązanych z gospodarką danego kraju, które z kolei mogą być uzależnione od koniunktury w innych krajach a szczególnie najsilniejszych krajach świata. Jednym z ważnych elementów wpływających na koniunkturę są zachodzące procesy polityczne. Od zmian  w wyniku demokratycznych wyborów, przewrotów po zaangażowanie w zimne i gorące wojny. Wpływ większych wojen oddziaływuje na gospodarkę wielu neutralnych krajów zarówno pozytywnie. Bogacą się one na dostawach do krajów prowadzących wojnę, których gospodarki z jednej strony mogą podlegać zniszczeniu, a z drugiej strony wojny generują bardzo znaczny popyt na surowce, materiały i broń - konieczne do prowadzenia wojny. Często również żywność gdyż ogołocenie rolnictwa z siły roboczej odbija się na produkcji rolnej.  Równocześnie przerwanie niektórych szlaków transportowych może bardzo istotnie wpłynąć na przesunięcia zarówno popytu, jak i podaży. Nie mówiąc o tym, że zagrożenie produkcji i dostaw powoduje zmianę cen surowców bądź produktów. Takim dobitnym przykładem są konflikty na Bliskim Wschodzie odbijające się na cenie ropy naftowej, a przez to na gospodarkach prawie wszystkich państw świata.
Niezwykle rzadko w przedstawionych rekomendacjach prezentowana jest taka wielopiętrowa analiza. Jeżeli w ogóle jest ona dokonywana i prawie wszystkie, bądź wszystkie elementy są w niej  uwzględniane.  Jeszcze rzadziej owa kompleksowa analiza dokonywana jest samodzielnie, normalnie opiera się na publikowaniu cudzych poglądach tzw. ogólnie uznanych autorytetów. O słabościach takich prognoz pisaliśmy wyżej. Dobrym przykładem wpływu bardzo odległych zmian na cenę surowca, ale i również cen akcji firm go wydobywających, jak i tych których jest on podstawowym czynnikiem kosztotwórczym są wahania cen siarki w 1 dziesięcioleciu tego tysiąclecia, kiedy to pod wpływem zmian przepisów w Kanadzie -ograniczenie eksportu i gwałtownego wzrostu popytu w Chinach w wyniku uruchomienia inwestycji w przemyśle chemicznym połączonego z opóźnieniem uruchomienia kopalń siarki pojawiała się gwałtowna bańka spekulacyjna, która równie gwałtownie pękła w pod wpływem ujawniania faktu uruchomienia inwestycji wydobywczych.
 
Trudno oczekiwać od przeciętnego ciułacza, a nawet doświadczonego inwestora, aby był w stanie przeprowadzić krytyczną analizę wszystkich owych zależności.
Odnosząc się do rekomendacji adresowanych do szerokiej klienteli zauważmy, że dotyczą one głównie oczekiwania ruchu wzrostowego. A przecież na rynku występują zarówno wzrosty jak i spadki, i tych drugich wcale nie jest tak mało. Dobrze docierającym do odbiorców, lecz często nie racjonalnym argumentem jest odwoływanie się do istniejącego już trendu wzrostowego i ‘’oczywistej ’’jego kontynuacji. A przecież trendy nie trwają wiecznie i podlegają odwróceniu.
Analitycy bowiem i ilustrujący swoje poglądy chętnie odwołują się do przykładów z przeszłości, często potwierdzającym konieczność kontynuowania istniejącego już trendu. Taka argumentacja jest dobrze przemawiająca do odbiorcy. Jednak należy poza powyższymi zastrzeżeniami przypomnieć, że nic nie powtarza się w sposób absolutnie identyczny i dość nawet odległe różnicę powodują istotnie różną reakcję, co tym łatwiej może się wydarzyć, że rynek orientuje się zawsze na część pojawiających się informacji i zmienia ciągle wagi znaczenia poszczególnych informacji.
To wszystko powoduje że fałszywe prognozy mogą pojawiać się w sposób zupełnie niezamierzony  przez wykonujących analizę, jak i w sposób intencjonalny, gdy duży gracz chcąc zrealizować zyski z już dokonanego ruchu próbuje pobudzić popyt ze strony głównie drobnych inwestorów. Odwrotnie, przy planowanych zakupach można przy pomocy ujawnianych rekomendacji swoich, bądź ‘’niezależnych’’ ekspertów starać pobudzić podaż, po to, by móc możliwie dogodnie dokonać samemu zakupów. Choć nie jest to postępowanie etyczne, a w niektórych krajach nawet bardzo ostro karane nie można wykluczyć, że może ono występować i to nawet dość często.
Zastanawiając się nad prognozami opartymi o analizę statystyczną i ich logikę należy zwrócić uwagę, na eliminacje przypadkowości prezentowanego sukcesu i prawdopodobieństwa jego kontynuowania. Oznacza to dość proste ustalenie, czy przedstawiona próba jest reprezentatywna i przy jakim poziomie ufności oraz jakie jest prawdopodobieństwo odwrócenia trendu. W wytłumaczeniu zasad budowy strategii znaleźć się powinno uzasadnienie doboru instrumentów inwestycyjnych oraz przyjętego horyzontu czasowego. Podobnie jak w przypadku budowy strategii opartej o analizę fundamentalną portfel powinien być zdywersyfikowany,  a w dywersyfikacji nie może być pominięta analiza wewnętrznych korelacji pomiędzy instrumentami. Poziom dywersyfikacji wynikać powinien z akceptowanego przez inwestora poziomu wahań krzywej dochodowości. Wreszcie niewątpliwie rygorystycznie stosowana musi być  zasada ograniczenia ryzyka. To znaczy zawsze przy otwieraniu nowej pozycji należy przyjąc maksymalny poziom akceptowanej straty i rygorystycznie stosować się do niej. Z kolei przy ustalaniu poziomu akceptowanej straty należy wziąć pod uwagę zakres oczekiwanego ruchu i ich wzajemną relację.Dopuszczenie do odstępstw w tej materii, zgodnie z zasadą nadziei, że niedługo niekorzystny dla nas trend się odwróci, wcześniej czy później prowadzi do brutalnego przywołania do rzeczywistości.
Ostatnią zasadą, która powinna być stosowana, a w każdym razie jej brak prowadzi do istotnego obniżenia dynamiki rentowności jest zasada scalilng in i scalling out. Polega ona na tym, że proporcjonalnie do prawdopodobieństwa ruchu w określonym kierunku zwiększamy lub zmniejszamy wielkość zaangażowania. Zasada ta niestety również nie jest często stosowana.
Porównując zakres umiejętności jaki należy posiadać, aby móc ocenić zasadność oferowanych obu rodzajów strategii inwestycyjnych, zauważmy, że rozumowania typu fundamentalnego wymagają nieporównanie większej ilości interdyscyplinarnej wiedzy a analizy oparte o zależności statystyczne wymagają specjalistycznej, lecz z jednej choć szerokiej i skomplikowanej dziedziny.
Poświęćmy wreszcie uwagę zagadnieniu dywersyfikacji portfela inwestycyjnego, a konkretnie wymiarom w których należy ją dokonywać.
Najbardziej znana i rozpowszechniona jest dywersyfikacja branżowa w papiery wartościowe różnych branż oraz w różne typy instrumentów inwestycyjnych( akcje, obligacje, lokaty w walutach obcych, złoto, instrumenty pochodne, nieruchomości i t.d.). Należy jednak pamiętać, że naprawdę skuteczna dywersyfikacja powinna obejmować również zróżnicowanie geograficzne oraz sezonowe, czego prostym przykładem może być sprzedaż lodów latem, choinek przed Bożym Narodzeniem i prowadzenie szkółki narciarskiej zimą. Wreszcie zupełnie prawie nie stosowaną jest metoda dywersyfikacji metodologicznej, co oznacza, że sygnały do dokonywania inwestycji, w tym zwiększenia i zmniejszenia pozycji oraz wyjścia z niej opieramy na zupełnie innych metodologiach stosując przy tym filtry pochodzące również z różnych metodologii. Jest to bez wątpienia najbardziej zaawansowana forma dywersyfikacji, a stosowanie wszystkich rodzajów dywersyfikacji prowadzi do zmniejszenia się stopnia wahań krzywej rentowności, nie odbijając się na spadku tempa jej wzrostu, przeciwnie podnosząc go. Podsumowując:

  1. możemy stwierdzić że stosunkowo łatwiej jest ocenić zasadność oferowanej strategii o ile opiera się ona o zależności natury statystycznej, aczkolwiek nie jest to też proces prosty. 2.można korzystać z wzorcowych modeli publikowanych w specjalistycznych nisko nakładowych biuletynach opartych zarówno o analizę fundamentalną, jak i statystyczną stosowanych strategii, oczywiście przy zachowaniu kilku zastrzeżeń:
  1. Strategie muszą posiadać wiarygodny track record;
  2. Muszą zawierać w sobie dostatecznie płynne aktywa;
  3. Inwestycje dokonywane powinne być w warunkach zapewniających ich bezpieczeństwo.

Można wreszcie wyszukać instrumenty inwestycyjne zbudowane przez instytucje opisane w poprzednim artykule ‘’Dobór doradców inwestycyjnych i firm zarządzających kapitałem. Co jest ważne, a co nieistotne’’oraz zbudowane przez nie produkty inwestycyjne według wyżej wymienionych zasad.Takie strategie są w stanie realizować kilkudziesięcioprocentowe stopy zwrotu rok do roku. Ważne jest  przy tym zwrócenie uwagi na relację zysku do maksymalnego drawdownu, jak również dopasowania do indywidualnego profilu awersji do ryzyka, oraz  minimum i maximum wielkości portfela inwestycyjnego z punktu widzenia niezakłócania własnymi posunięciami rynków na których podejmujemy inwestycje, wreszcie płynności dóbr inwestycyjnych i samego  stopnia płynności instrumentu.
 
 
Życzę przemyślanych i udanych inwestycji na rynkach finansowych.

W blogu Spostrzeżenia 11/14/2019 - 23:28 Źródło

W dzisiejszych czasach, kiedy każdy ma nieograniczony dostęp do informacji, mogłoby się wydawać, że nikogo już nie da się przechytrzyć. Owszem, jak świat światem pozostanie różnica talentów, ale czy tylko?

Podstawową kwestią myślę nadal pozostanie interpretacja danych. Na przykład gdyby wszyscy poprawnie interpretowali dane, zwroty na zwykłych inwestycjach giełdowych powinny być co najmniej kilkunastoprocentowe, a przecież nie każdy takowe osiąga.

Kolejna sprawa to dostęp do kapitału. Chyba nie sposób nie zauważyć, że jest wprost proporcjonalna zależność pomiędzy wielkością kapitału a wielkością stopy zwrotu. Żebrak co prawda może osiągać zawrotne stopy zwrotu ciągle startując od zera, ale chyba zgodzimy się, że bardziej satysfakcjonująca jest kilkunastoprocentowa, ale nie przypadkowa stopa zwrotu nie-żebraka. 

Kolejna sprawa to tzw.postęp techniczny. Chciałbym tutaj postawić kontrowersyjną tezę, że możliwości postępu technicznego będą się wyczerpywały, a to wskazuje, że decydująca będzie raczej  umiejętność budowania chińskich murów niż supernowoczesnych dział ofensywnych.

W przechytrzaniu konkurencji będzie na koniec cały czas decydowała umiejętność podejmowania skalkulowanego ryzyka. Oznacza to, że przechytrzenia konkurencji nie warto analizować w krótkim horyzoncie czasowym, bo ten kto przechytrzył jednym szybkim strzałem już po kilku miesiącach może być trupem.

Na koniec wreszcie warto się pochylić nad czymś tak nudnym jak konsekwencją i wytrwałością. Dziś wielu biznesmenów patrzy bardzo krótko, tak jakby bała się końca świata. Ci, którzy uwierzą, że koniec świata nie nadejdzie, wygrają!!!

W blogu Spostrzeżenia 11/09/2019 - 20:49 Źródło

Z okazji „dorzynania OFE” przez PiS pozwolę sobie na pewne podsumowanie tej historii z „reformą systemu emerytalnego”. Likwidacja OFE  to jedyny taki przypadek, że politycy zrobili to, co mówiłem.  Tylko, że ten eksperyment nas słono kosztował.
OFE – czyli Obowiązkowe Fundusze Emerytalne, nazywane też dla zmyłki „Otwartymi” (skrót ten sam) – w ogóle nie powinny powstać. Więc dobrze, że koalicja POPiS je zlikwidowała. Rzadko chwalę tę koalicję, ale za likwidację OFE im się należy. Koalicjanci się oczywiście kłócą, kto swoją połowę zlikwidował lepiej. Jako symetrysta napiszę, że jedni i drudzy zrobili to źle. Ale dobrze, że w ogóle zrobili. PO źle zrobiła, że połowę OFE zostawiła. PiS źle robi, że w ich miejsce tworzy PPK. Podstawową wadą OFE było to, że wpisywały się one w system emerytalny opierający się na opodatkowaniu pracy. To OFE były głównym obrońcą ZUS. Bez ZUS-u i jego systemu komputerowego w ogóle nie mogłyby powstać. A ZUS musiał stworzyć ten system komputerowy na potrzeby „reformy” – czyli dla OFE. Niestety PPK będą prostą kontynuacją tego systemu. To podobieństwo jest ważniejsze niż drobne – przy nim – różnice.
Fundusz Ubezpieczeń Emerytalnych (FUS) na który wpływają nasze składki na ubezpieczenie emerytalne, z którego Zakład Ubezpieczeń Społecznych (ZUS) wypłaca emerytury tym, którzy obecnie je pobierają jest trwale deficytowy. Dlatego rząd musi go dofinansowywać – robił to przez lata przy pomocy „dotacji” w wysokości, która stanowiła różnicę między tym, co ZUS musiał wypłacać na emerytury, a tym co wpłynęło na FUS minus to, co ZUS musiał wydać na swoje własne utrzymanie. A koszty tego utrzymania rosły – bo ZUS musiał zwiększyć zatrudnienie i zbudować Kompleksowy System Informatyczny ((KSI) – na co wydał miliardy – i go utrzymywać – na co wydawał co roku kilkaset milionów.
Po reformie, ZUS część składki zaczął przekazywać do OFE. Aż do 2011 roku było to 7,3% wynagrodzenia każdego pracownika (słownie: sie-dem i trzy dziesiąte!). Zwiększało to deficyt FUS. Więc rząd musiał większą dotację przekazać ZUS na wypłatę emerytur. W 1998 roku dotacja budżetowa do FUS wyniosła 8,8 mld zł, w 1999 roku, a więc w pierwszym roku reformy zwiększyła się do 9,4 mld zł. W następnym wzrosła do 15,4 mld zł, a w 2001 roku osiągnęła poziom 21,2 mld zł. To właśnie była ta słynna „Dziura Bauca”, która pogrążyła rząd Jerzego Buzka, a o której szybko przestano mówić, choć w 2002 roku dotacja budżetowa do FUS wzrosła do 27 mld zł, a w 2003 roku do 28,3 mld zł. Od 1999 roku dotacje do FUS zwiększały się średnio po 16,0% rocznie.
W 2004 roku, Ministerstwo Finansów przedstawiając informację o dotacjach do FUS, zastosowało kreatywną księgowość, wprowadzając zmianę zasad finansowania ubytku dochodów z tytułu przekazania części składek emerytalnych do OFE. Do 2003 roku środki te stanowiły część dotacji budżetu państwa, natomiast od 2004 roku księgowane są jako „rozchody” budżetu i nie zaliczają się już do dotacji budżetowych. Ta część faktycznej dotacji, która pokrywała to, co ZUS oddaje OFE nazwana została „refundacją” – ładniej brzmiało.
Dopiero w 2011 roku składka do OFE spadła z astronomicznej wysokości 7,3% do 2,3%. Niektórzy nazwali to „pierwszym rozbiorem OFE” – żeby się ludziom źle kojarzyło.
Co robiły OFE z tym, co otrzymały z ZUS? W pierwszej kolejności wydawały same na siebie. O ile jednak ZUS na to wszystko, co robił, pobierał „odpis” w wysokości 2% wpływów do FUS, OFE pobierały „prowizję”. Początkowo 10% (słownie: dzie-sięć!) W latach 2004-2010 wynosiła ona 7%, a potem co roku spadała. W 2014 roku  wynosiła marne 3,5%. Teraz to już tylko 1,75%. Eldorado się skończyło więc obrońców OFE ubyło.  Za co OFE pobierały tę ”prowizję” nazywaną opłatą za zarządzanie? Tak naprawdę była to opłata za istnienie. Była bowiem niezależna od wyników przez OFE osiąganych! Do 2012 roku  uzbierało się tego 17 mld zł!!! (słownie: sie-dem-na-ście). Potem przestałem już liczyć, ale do 20 mld dobiliśmy z pewnością  –  nawet pomimo zmniejszenia składki przekazywanej do  OFE (czyli podstawy naliczania) i zmniejszenia procentowej wysokości prowizji.
Za resztę, po przejęciu swojego wynagrodzenia, OFE kupowały obligacje Skarbu Państwa. Fakt, że zgodnie z ustawą o organizacji i funkcjonowaniu funduszy emerytalnych musiały. Ale kupowały tych obligacji za prawie 70% – o wiele więcej niż musiały. Bo tak było im po prostu łatwiej i taniej. Poczta Polska sprzedawała obligacje Skarbu Państwa bez prowizji  – i każdy sam mógł je sobie kupić.
A co robił Skarb Państwa z pieniędzmi, które w zamian za obligacje dostał od OFE, które dostały je z ZUS, które ZUS zabrał „ubezpieczonym”?  Przekazywał je do ZUS! Jako „dotację” albo „refundację”. A co robił z nimi ZUS? Wypłacał z nich emerytury. Mówienie, że pieniądze przekazane do OFE „pracowały” na przyszłe emerytury przyszłych emerytów, którzy „oszczędzali w OFE” to było raczej bredzenie. Nie mogły „pracować” bo ich po prostu w ogóle nie było. Trafiły natychmiast do emerytów, którzy je natychmiast wydawali na konsumpcję! W przyszłości Skarb Państwa miał te obligacje wykupić. Wraz z odsetkami – rzec jasna. Za co by je wykupił? Za podatki pobrane od tych, którzy wcześniej zapłacili składki.
Więc: do OFE trafiło moje 100 zł. OFE wzięło sobie z tego 10 zł (potem 7, 5, 3 – średnio – niech będzie, że średnio 5, choć to zaniżona kwota). Niech będzie, że z tych 95 zł OFE wydały na obligacje 60 zł (choć to z kolei zaniżona kwota). Skarb Państwa miał je wykupić po pięciu latach za jakieś 73 zł. Te 73 zł musiał wziąć ode mnie. Zapłaciłem więc razem 173 zł żeby dostać emeryturę liczoną od kwoty 60 zł!
Tym, którzy do dziś złorzeczą, że Tusk „ukradł im ich pieniądze” śpieszę donieść, że rząd Tuska przeksięgował jedynie część „obligacyjną” – czyli de facto zobowiązanie naszych dzieci, że będą płacić składki i podatki by Skarb Państwa wykupił z OFE obligacje, które sprzedał OFE, za pieniądze, które zabrał nam ZUS i przekazał do OFE!
A  co się działo z resztą – 35 zł z tych 95 zł z tych 100 zł które trafiły ode mnie do OFE? OFE inwestowały je na GPW. Jak kupowały akcje to cena akcji rosła. Rosła bardziej niż gdyby OFE ich nie kupowały.  Więc te akcje stawały się przewartościowane. Komu to służyło? OFE i ich akcjonariuszom, którzy działali na „rynku finansowym” – w tym na giełdzie. A w jakie akcje OFE inwestowały? W akcje dużych spółek.
Konsekwencją reformy emerytalnej był więc transfer kapitału z małych firm (cierpiących na jego niedostatek), które płaciły składki za swoich pracowników do wielkich, notowanych na GPW, których akcje nabywały OFE za środki pochodzące z opodatkowania pracy. „Inwestycje” OFE miały więc swoją cenę. Płacą ją małe i średnie przedsiębiorstwa, które były podstawą polskiego cudu gospodarczego pierwszej połowy lat dziewięćdziesiątych XX wieku, które stworzyły od podstaw kilka milionów nowych miejsc pracy.
Ale OFE miały kiedyś wypłacać emerytury. To musiałby zacząć te akcje sprzedawać. Co by się wówczas stało z ich cenami? Łatwo się domyślać, ale nie było nam dane tego sprawdzić empirycznie.
Co w tym wszystkim najzabawniejsze? OFE zajmowały się jedynie „inwestowanie” środków otrzymanych z ZUS, za bardzo wysoką prowizję. Zakłady Emerytalne, które miały wypłacać emerytury z OFE nigdy nie powstały!!!  Owszem pojawił się plan ich utworzenia, ale  się okazało, że za wypłatę emerytur chciały one…. kolejne 10%. I na to politycy już się drugi raz – na szczęście dla przyszłych emerytów – nie dali nabrać.
OFE powstały, bo politycy nie mieli śmiałości powiedzieć wyborcom prawdy – że nie ma pieniędzy na utrzymanie wcześniej  istniejącego systemu, że musimy pracować dłużej, a stopa zastąpienia – czyli stosunek pierwszej emerytury do ostatniej pensji – będzie coraz niższa. Akcja Wyborcza „Solidarność” (AWS), która rządziła w 1998 roku, zamiast podwyższyć wiek emerytalny dla ówczesnych 40-latków, którym było absolutnie obojętne, czy będą musieli pracować jeszcze 25 czy 27 lat, wymyśliła OFE. Po latach PO  – po części następczyni Unii Wolności (UW), która była koalicjantem AWS, podwyższyła wiek emerytalny 60-latkom. A dla nich było istotne czy będą pracowali jeszcze 5 czy 7 lat. Ta reforma to była głupota polityczna. Trzeba to było rozłożyć w czasie.
Wysokość naszych emerytur nie będzie zależała od tego, jakie płacimy składki i podatki, tylko od tego jakie będą płaciły nasze dzieci i wnuki, gdy my już będziemy na emeryturze, jak dużo będzie wówczas emerytów i jak długo będą żyli na tej emeryturze. Nie będą oni potrzebowali żadnych akcji, obligacji czy świadectw udziałowych, tylko przysłowiowe „owsiankę, aspirynę, pielęgniarkę”. O ich dostępności i cenie zadecydują kolejne pokolenia. Pierwszy warunek jest taki, że one w ogóle muszą być. Przy obecnej stopie dzietności – 1,4  – następne pokolenia będą coraz mniej liczne. Aż w końcu nikogo nie będzie. To w sumie dobra wiadomość dla ekologów. Ludzie przestaną w końcu niszczyć planetę.  I jak Bałtyk będzie już pod Warszawą, to się wszyscy pomieszczą na Podkarpaciu.
Szybciej odczujemy konsekwencje tchórzostwa polityków SLD, PSL, AWS, KLD (kolejne wyjaśnienie dla młodzieży – Kongres Liberalno-Demokratyczny) i UW, którzy kilkanaście lat temu przestraszyli się pielęgniarek i nie pozwolili na napływ Ukrainek i Białorusinek do tego zawodu. Bo miały odbierać miejsca pracy polskim pielęgniarkom. Niedługo zaczną one przechodzić na emeryturę, a młodych w zawodzie nie ma. Z lekarzami też problem, więc istnieje szansa, że na emeryturze będziemy żyli krócej, więc miesięczne wypłaty będą mogły być „wyższe”.
Alternatywa dla obecnego, skomplikowanego i drogiego w utrzymaniu systemu może być prosta. To emerytura obywatelska równa dla wszystkich – bo na emeryturze jesteśmy równi. Już niczego społeczeństwu nie dajemy, tylko bierzemy z tego co wypracowują inni. I z tego co sami kiedyś wypracowaliśmy i sobie prywatnie odłożyliśmy. Nie oczekujmy jednak od państwa, żeby dbało o to, by ta część emerytury, którą nam ono wypłaca była zróżnicowana i byśmy mieli na emeryturze więcej od sąsiada, tylko dlatego, że zarabialiśmy od niego więcej i płaciliśmy wyższe składki. Składkę na NFZ też płaciliśmy wyższą, a nie przyjmą nas przez to szybciej do państwowego lekarza. Możemy pójść do prywatnego – jak mamy za co. Nie ma powodu by z emeryturami było inaczej.
I dla tego rozwiązania alternatywy nie ma. Jest tylko alternatywa, jak do niego dojdziemy. Możemy to powiedzieć ludziom dziś zaczynającym pracę i za  45-50 lat problem będzie rozwiązany. Albo możemy utrzymywać istniejący system.  Przez 45 lat ZUS będzie wydawał dziesiątki miliardów na obliczanie ich przyszłej emerytury i za 45 lat obliczy, że ta emerytura będzie niższa od minimalnej, więc i tak dostaniemy minimalną. Ale pieniądze wydane na emisję CO2 przy okazji tego liczenia ktoś zarobi. I o to chodzi.

W blogu Spostrzeżenia 11/09/2019 - 20:49 Źródło

Artur prowadzi firmę. Uważa, że jeżeli uda mu się zbudować system wynagradzania polegający na tym, że najlepsi, kreatywni, najbardziej wydajni, będą najlepiej opłacani, a pozostali będą mieć zawsze szansę dołączyć do tego grona, to wszyscy mogą na tym tylko zyskać. Artur; dostawcy; pracownicy, no i klienci. Firma poprawi swoją efektywność.
Rozmawiał o tym z doświadczonym konsultantem. Usłyszał, opinię, że zawsze warto przyglądać się obecnemu systemowi wynagradzania i zobaczyć jak jest skonstruowany. A w razie potrzeby przebudować go, ale nie tak by on tę efektywność poprawiał, ale tak by za nią nadążał.

Opłacała się Arturowi uwzględnić tę opinię, czy może lepiej od razu zamawiać kolejną, u kogoś innego?

W blogu Spostrzeżenia 11/09/2019 - 20:49 Źródło

Mój ostatni wpis wywołał spore emocje. Może to dobrze, ponieważ staram się nie pisać o rzeczach, co do których panuje powszechna zgoda? Ale mam ambiwalentne odczucia, ponieważ wszystko poszło (chyba) za daleko i siebie obwiniam, przynajmniej, za przyczynianie się do tego. Tak czy inaczej, jak widać, czasami jest problem z zanegowaniem stanowiska drugiej strony. Zarysowują mi się dwa generalne modele (już bez wariantowania ich i rozszerzania o wersje mniej radykalne typu: "są też inne opinie w tej sprawie").
Pierwszy: Ty nie masz racji, rację ma X; Y czy Z, którzy temat zgłębili, ich opinia jest powszechnie akceptowana (ja też ją akceptuję) i chyba tego nie znasz, jeśli uważasz inaczej.
Drugi: Ty nie masz racji, ponieważ twoje tezy/argumenty mają dziury lub wady. Teraz ci wykażę ich istnienie, wytykając błędy logiczne lub powołując się na zapisy X;Y czy Z, których autorytet trudno by było podważyć.
Przypominam, że nie jesteśmy w naukach ścisłych (2+2=4), tylko w społecznych. W zarządzaniu, gdzie koncepcje zmieniają się jak rękawiczki, a w psychologii nawet Zimbardo ma teraz spory problem, a on nie jest przecież wyjątkiem.
Sam nie stronię od głosów polemicznych pod wpisami Kolegów. Chyba nigdy nie zastosowałem modelu pierwszego. Zdecydowanie bliżej mi do modelu numer dwa. Ale może to tylko subiektywny wybór, a nie wybór dobry? Pytanie o sposób dyskutowania?(A) eksperta z ekspertem;(B) eksperta z amatorem i odwrotnie;(C) amatora z amatorem.
Chcemy tu dyskutować - tak rozumiem „business dialog”. Przekonywać wzajemnie i uczyć się od siebie (ile jest platform dających podobną okazję). Czy w zależności od konfiguracji (A;B;C), przewaga jednego z tych dwóch modeli ma rację bytu? Czy może są one równoprawne? Może któryś model ma jednak przewagę nad tym drugim, niezależnie od konfiguracji (A;B;C)? Może są jeszcze inne modele, lepsze?

W blogu Spostrzeżenia 10/31/2019 - 21:20 Źródło

Jak widzimy tak niedoskonały jeśli chodzi o racjonalność człowiek zarządza i współ zarządza przedsiębiorstwami, których celem utworzenia i działania w gospodarce rynkowej jest długookresowa maksymalizacja zysków. To ona ma być tym, co głównie motywuje właścicieli do tworzenia i prowadzenia, a w reszcie rozwoju przedsiębiorstw. Pogląd ten jest dogmatem dla ekonomistów ze szkoły marksistowskiej, ale również wyznaje go znaczna część liberałów z Miltonem Friedmanem na czele. Czy jednak tak jest?
W każdym nie jednoosobowym przedsiębiorstwie pracownicy mają swój udział w sukcesie firmy. Sukces zależy od ich wiedzy, umiejętności, pracowitości, ale i lojalności wobec firmy. Trudno przyjąć, by wszyscy pracownicy przykładali dobro firmy ponad swoje. Jest to raczej sytuacja wyjątkowa. A zatem faktyczne funkcjonowanie firmy staje się wypadkową celu właściciela oraz różnych celów pracowników lub ich grup.
Wraz ze wzrostem skali firmy i skomplikowania struktury zarządzającej rośnie wpływ tej ostatniej, a maleje właściciela.
 
Rosnący poziom stosowanych technologii, komplikujących się procesów technologicznych, wydłużania się łańcuchów dostaw  wynikających z międzynarodowego podziału pracy  oraz uczestnictwo w światowym rynku finansowym powoduje, że lawinowo rośnie wpływ na realizowane decyzje nie tylko zawodowych kierowników ale i specjalistów różnych dyscyplin. Zjawisko to po raz pierwszy opisał J.K.Galbraith nazywając technostrukturą, tę wpływową grupę wewnątrz współczesnych wielkich organizacji gospodarczych.
Przesunięcie się faktycznej władzy w firmie do rąk tej struktury spowodowało wiele istotnych konsekwencji do funkcjonowania firmy i stopnia realizacji zasadniczego celu dla właścicieli przedsiębiorstwa rynkowego - maksymalizacji zysków.
Dopóki realizowany, a właściwie wykazywany zysk jest co najmniej na poziomie średniego w branży, dopóty właściciele akceptują postępowanie technostruktury. Jednak gdy okaże się on niższy, wówczas następuje interwencja właściciele w proces zarządzania co wiąże się też z decyzjami kadrowymi.
 
Obawa kierowników i specjalistów przed taką sytuacją  prowadzi do wielu zmian w funkcjonowaniu firmy - wszystkich istotnie ograniczających możliwości racjonalnego dążenia do maksymalizacji zysku.
 
Członkowie technostruktury tworzą nadmierne zapasy i rezerwy służące za swoistą poduszkę w momencie pogorszenia się osiąganych zysków. Jest oczywiste, że utrzymywania nadmiernych rezerw, w tym mocy produkcyjnych, rezerw możliwości wprowadzenia udoskonaleń technologicznych i redukcji kadry oraz  najróżniejszych zapasów,  od surowców części i podzespołów do rezerw gotówkowych oraz kunktatorskie ograniczania wszelkich ryzyk prowadzi do zwiększania kosztów , obniżenia produkcji i długofalowo obniżania poziomu realizowanych zysków. Chęć eliminacji ryzyka powoduje, że znacznie trudniej przebijąją się zasadnicze zmiany technologii, a wysiłek skupiony jest na ulepszaniu już posiadanej technologii,  co powoduje że wchłanianie postępu technicznego dokonuje się znacznie wolniej co długofalowo jest ograniczaniem racjonalności firmy. Chęć realizacji zysków na wszystkich etapach zmian technologicznych wydaje się racjonalnym z punktu widzenia krótkoterminowego maksymalizowania zysków, nie musi jednak tak być z punktu widzenia długookresowej strategii. Zachowawcze i ostrożne postępowanie technostruktury prowadzi do nadmiernego wzrostu firmy i jego zamrożonego majątku, lecz naraża równocześnie na jej wolniejszy rozwój , a więc długofalowo ryzyko przegrania z konkurencją bardziej odważnej, ale i racjonalnej strategii gry rynkowej i rozwoju. Nadmierny wzrost powoduje też wzrost ociężałości decyzyjnej firmy w wyniku biurokratyzowania się struktury, a ograniczenie realizowanych zysków oznacza faktyczne ograniczenie możliwości inwestycyjnych i rozwojowych.
Ten mechanizm wynikający z faktycznej kontroli nad przedsiębiorstwem przez technostrukturę rodzi również długookresowe konsekwencje dla makroekonomicznej efektywności. Realizacja takiej  strategii oznacza faktycznie mniejszy potencjał inwestycyjny w dodatku nie racjonalnie inwestowanej. Co ogranicza możliwości inwestycyjne i rozwojowe firm a zatem i całej gospodarki.
Państwo
 
Ronald Reagan mawiał ( cytuje z pamięci) “Państwo nie jest od rozwiązywania problemów, to państwo jest problemem”.  I zapewne w tym poglądzie jest wiele racji - państwo jest też albo po pierwsze niezwykle zbiurokrytyzowaną instytucją w ramach której łatwo i szybko rozpowszechnia się wiara w  potęgę i skuteczność kontroli, która ma zapewnić, że gospodarka i społeczeństwo funkcjonować będą tak jak to ustalą funkcjonariusze państwa. Ito niekoniecznie z demokratycznym mandatem. Ci jednak, którzy mają demokratyczny mandat i chcą poważnie traktować swoje obietnice przedwyborcze zsuwają się szybko w   zupełnie przecież nieracjonalny populizm , rodzący w jeszcze większe problemy dla społeczeństwa i gospodarki. Na przykład rozbudowa zdobyczy socjalnych może prowadzić do wstrzymania rozwoju, a nawet wzrostu gospodarczego ze względu na brak możliwości inwestycyjnych. Gorzej rozrost zdobyczy socjalnych prowadzi do pojawienia się bezrobocie dziedzicznego, który staje się trwałym elementem obciążającym gospodarkę, jej możliwości i akumulacyjne i produkcyjne. Rośnie bowiem ilość osób wypychanych z rynku pracy, który posiedli kompetencje wygodnego życia na rachunek pracujących. Próba ich przywrócenie do grona pracujących staje się trudna i kosztowna  lub wręcz niemożliwa szczególnie w liberalnej demokracji. Rozrastający się aparat administracji państwowej staje się coraz bardziej zbiurokratyzowany co powiększa koszty działalności produkcyjnej. Rośnie stopień skomplikowania i uciążliwości funkcjonowania gospodarki, inaczej mówiąc koszty transakcyjne funkcjonowania niepomiernie rosną.Równocześnie aparat państwa skutecznie potrafi wymuszać wysokie opłacania swoich ‘usług’ co jest kolejnym obciążeniem racjonalności funkcjonowania gospodarki.
 
 
Wraz z postępującym rozwojem gospodarczym koncepcja państwa jako jedynie ‘nocnego stróża ’ staje się nie realistycznym anachronizmem. Do osiemnastego wieku rola państwa poza zapewnieniem funkcji bezpieczeństwa zewnętrznego i wewnętrznego, sprawiedliwości obejmowała ewentualną budowę wałów przeciwpowodziowych i minimalna ilość bitych dróg i mostów oraz edukacji obejmującej malutką część społeczeństwa. Współcześnie rola ta rozrosła się niepomiernie. Nie ma państw w których nie było by mniej lub bardziej rozwiniętej polityki wypłaszczania wahań koniunktury, budowy i utrzymania infrastruktury (komunikacyjnej, telekomunikacyjnej , fitosanitarnej) zapewnienia w mniejszym lub większym stopniu dostępności do edukacji i służby zdrowia. Żaden z rozwiniętych i wysokorozwiniętych krajów nie może istnieć bez rozbudowanych służb społecznych i badań naukowych . Istnieją w nich   ogólnodostępne systemy kształcenia na wszelkich szczeblach finansowane z funduszy publicznych przy równoległym istnieniu kształcenia prywatnego, które jednak nie obejmuje wszystkich dyscyplin nauki. W efekcie coraz większa część wytworzonej produkcji podlega redystrybuowaniu przez sektor publiczny. A w zasadniczym dla dalszego rozwoju - głównego współcześnie czynnika tworzenia bogactwa i warunku zachowania suwerenności rola państwa jest nie do przecenienia. Bez państwa  niemożliwe jest prowadzenie w współczesnej skali badań podstawowych i stosowanych ale i w dużym stopniu prac wdrożeniowych. Bez państwa nawet powstający za granicą postęp techniczny nie mógłby być sprawnie implementowany.
 
Podsumowując funkcjonowanie współczesnej efektywnej gospodarki  niemożliwe byłoby bez zbudowanej i utrzymywanej z funduszy społecznej  infrastruktury, a cykliczne załamanie koniunktury hamawałyby  tempo wzrostu PKB. Niemożliwe byłoby wykształcenie dostatecznej ilości w racjonalnej strukturze siły roboczej potrzebnej do obsługi nowoczesnej gospodarki.  Podobnie jak niemożliwe byłoby skuteczne zwalczanie epidemii wśród ludzi i zwierząt.
 
Rosnąca rola państwa powoduje, że coraz więcej władzy znajduje się w gestii jego funkcjonariuszy. A stopień skomplikowania zagadnień powoduje,  że ich działalność jest mało kontrolowalna. Na dodatek  tworzące się grupki interesów są w stanie realizować partykularne cele sprzeczne z racjonalnością makroekonomiczną. Dopiero daleka  patologizacja  tych grup wywołuje reakcję społeczną, która jednak jest znacznie opóźniona i nie zawsze skuteczna co wynika z ograniczenia mechanizmów kontroli demokratycznej, rozumianej od oligopolu informacyjno - propagandowego wpływu lobby ekonomicznych i ekonomiczno- politycznych grup interesów na formalne mechanizmy demokratyczne aż po ustanowienie różnych form dyktatury. Następnym silnych czynnikiem wpływającym na długookresową racjonalność makroekonomiczną zachowań władz jest faktycznie występujący model wartości i ich stopień zaakceptowania przez społeczeństwo i klasę społeczną. Niezależnie od oficjalnie ogłoszonych wartości.
 
Zauważmy przy tym, że demokracja również niegwarantujące racjonalności zachowań makroekonomicznych. Demokratyczna weryfikacja powoduje  pojawienie się zupełnie nieracjonalnych acz  oczekiwanych przez wyborców postępowań władz.  Oczywiście przyjęte rozwiązania instytucjonalne mogą ułatwiać bądź ograniczać nieracjonalność zachowania władz publicznych.
 
Można zapewne zgodzić się, że model oświeconej dyktatury jest  najbliższy racjonalnym zachowaniom mikroekonomicznym oczywiście pod warunkiem, że faktyczni władcy charakteryzować będą wysoce moralnymi postawami nie tolerując u podwładnych żadnych odstępstw, dopuszczania kumoterstwa i korupcji.  Będą rygorystycznie stosować racjonalne kryteria doboru członków technostruktury państwa, aby ta kompetentnie i w miarę uczciwue w interesie ogółu realizowała politykę gospodarczą.
 
Jak widzimy z racjonalnością nie jest najlepiej i to na wszystkich etapach. Pozytywne jest to, że jest co poprawiać na każdym z nich, a więc osiągać lepszy stan. Pozostaje otwarte pytanie: dlaczego jest tak dobrze, jeśli jest tak źle?
 

W blogu Spostrzeżenia 10/29/2019 - 20:43 Źródło

Reinhard Lindner  napisał tak: „Jedno z najczęściej zadawanych pytań liderów brzmi: Jak mam motywować swoich ludzi? Odpowiedź: W ogóle masz ich nie motywować. Twoim zadaniem nie jest motywowanie ludzi. Rób jedynie wszystko by ich nie demotywować.”
Ta opinia jest mi szczególnie bliska. Gdybym o niej nie czytał, to chętnie bym ją sam napisał. Bo jak z każdego dyrektora, kierownika, majstra czy brygadzisty zrobić specjalistę od motywacji? To karkołomny pomysł, zupełnie niepraktyczny. Mamy w ogóle szansę na pozyskiwanie tak wysokich umiejętności w zakresie sztuki manipulacji drugim człowiekiem, na tak gigantyczną skalę? Chyba wątpię.
Owszem, znamy przypadki, gdzie takie zjawisko jak motywowanie kogoś występuje. Rodzice i nauczyciele motywują dzieci, „zarażając” ich sportem, nauką, kulturą, ciekawością świata. Terapeuci motywują  pacjentów. Wyłączam więc dzieci czy pracę z ludźmi u których stwierdzono pewne jednostki chorobowe i wymagana jest praca ze specjalistą. Bo to ludzie, w danej chwili niedojrzali, a pomagać im mają profesjonaliści specjalnie do tego wyedukowani.
Poza tym nikogo do niczego nie uda nam się zmotywować. Motywacja jest wewnętrzną sprawą każdego z nas, jeśli jego intelekt funkcjonuje poprawnie. Natomiast przełożeni potrafią bardzo szybko i bardzo skutecznie nas demotywować do niektórych zachowań tu i teraz. Zresztą tych, których by od nas oczekiwali. Paradoks?
Zamknijmy oczy i spójrzmy na siebie. Codziennie mamy motywację do wykonywania wielu różnych czynności i inicjatyw. Ktoś nas do nich wszystkich motywuje? Czasami ktoś lub coś nas zainspiruje, da impuls, albo pocieszy czy zawstydzi lub zmusi do refleksji. Raz to będzie X, innym razem Y, a jeszcze innym tekst w gazecie albo melodramat w kinie. Ale kim my będziemy, jeśli ten impuls w zakresie motywacji w pracy ma wychodzić od przełożonego? No bo tak to mi wygląda jak czytam i słyszę o tym, że lider powinien motywować zespół. Może niech lider zajmie merytoryczną stroną zadań nad którymi przyszło mu pracować ze swoim zespołem oraz niech zajmie się sobą i nauczy nie demotywować? Co dedykuję również sobie.
Ludzie z natury mają w sobie minimum motywacji. Idę do nowej pracy z nadziejami, a nie po nadzieję. Oczekuję nowego przełożonego, z nadziejami. Rozpoczynamy współpracę z nowym dostawcą, z nadziejami. Składam komuś ofertę, z nadziejami. Poznaję nowego kolegę w pracy, i mam nadzieję. Można tak bardzo długo. Gdzie tu jest miejsce na to by druga strona mnie motywowała? Wystarczy, że nikt nie sypnie piachem w te tryby. To kierownicy, często, "uduszą" tę moją motywację, zamiast ją podsycać. Uduszą swoimi nietrafnymi decyzjami, niewyczuwaniem. Potem szkolą się z technik motywacyjnych, albo zatrudniają ekspertów, którzy wiele mówią im o tym jak motywować, ale zupełnie nic o tym jak nie demotywować podwładnych.

W blogu Spostrzeżenia 10/24/2019 - 07:38 Źródło

Business Dialog Bulletin - widok książki

Premium Drupal Themes by Adaptivethemes