Skip to main content
Zapraszamy

Czytelników, rozmówców na forum, Autorów, Blogerów, Redaktorów,...

Przeczytaj o możliwościach korzystania z witryny i współpracy

Salon Business Dialog Klub Inspirations Klub Dialog CIO Business Meeting Point Kwintesencja Projekty Business Dialog

Lekomania za dopłatą

November 21, 2018 by Anonimowy

Chciałbym opisać krótko na poniższym przykładzie, że sam pomysł nacjonalizacji nie jest wyłącznie rozważaniem akademickim. W USA obecnie palącym problemem jest ok. 2.7 mln obywateli chorych na żółtaczkę typu C. Policzono, że gdyby chcieć wszystkich leczyć, koszt refundacji dla amerykańskiego podatnika przekroczyłby 100 miliardów USD i stanowiłby ok. 1/3 wszystkich kosztów refundacji. Policzono jednak, że gdyby amerykański odpowiednik naszego Skarbu Państwa przejął akcje producenta leków przeciw WZW typu C (chodzi o firmę Gilead) i sam zapewniał pełną kurację, koszty zostałyby obniżone o 2/3.  To pokazuje, że nie tylko przejmowanie - jak ostatnio w Polsce Damy z łasiczką i paru pałaców lub ratowanie kopalń może być jedynym możliwym działaniem ze strony Państwa. W przypadku jak opisanym powyżej z firmą Gilead, bierze się przecież też pod uwagę możliwość upłynnienia części innych aktywów lub opodatkowania zysków, które przez nowego właściciela mogą być "wymuszone" np. poprzez ściągnięcie na rodzimy rynek części aktywów zagranicznych. A WSZYSTKO PO TO, ŻEBY 1 TABLETKA INNOWACYJNEGO LEKU NIE KOSZTOWAŁA 500 USD.  Jeżeli weźmiemy długopis do ręki, zaraz może się okazać, ze zaangażowanie Państwa może dawać inne liczne bonusy. Takim przykładem mogłaby być rezygnacja - w zakresie w jakim są polskie zamienniki - z refundacji leków producentów zagranicznych. Wiadomo bowiem, że firmy farmaceutyczne generują cały czas bardzo duże zyski, a każde przesunięcie tych zysków z kieszeni zagranicznego podmiotu, to oczywiście dodatkowe złotówki z podatków na program 500+ lub 1,000+.
Żeby nie było zbyt wirtualnie, dodam, że dla mnie nacjonalizacja może mieć charakter podmiotowy (jak wyżej) i procesowy (jak opisuję to dalej).
Nacjonalizacja w ujęciu procesowym, to dla mnie ukrócenie pewnych praktyk stosowanych przez podmioty prywatne, które dla tych podmiotów są innowacyjne, a dla Państwa lub obywateli pośrednio lub bezpośrednio są ewidentną stratą.  Podaję kilka przykładów z działki farmaceutycznej:

  1. networking

W tym modelu trzeba wywołać wrażenie, że się siedzi lekarzowi na kolanach, tzn. żeby czuł się on zobowiązany wypisać receptę. Oczywiście trzeba być ciągle kreatywnym. Z tyłu głowy trzeba mieć, że lekarz ma do wyboru kilku konkurentów. Dla każdego opornego trzeba zbudować indywidualną strategię przekonania do własnych racji. Atrakcyjne szkolenie zagraniczne lub nocleg w hotelu podczas szkolenia, lepszym niż daje konkurencja zawsze może być ważnym argumentem. 
Ważny jest efekt „nachalności”, czyli permanentnego utrzymywania relacji. Na koniec oczywiście rutynowe podsumowanie „Panie doktorze, rozumiem, że mogę liczyć na przepisanie tego lekarstwa”.
W tym kontekście nacjonalizacja może się odbywać poprzez środki przymusu ekonomicznego, czyli jak to zrobiono na Węgrzech, poprzez znaczące opodatkowanie pracy przedstawicieli medycznych. Dzięki temu, praktycznie jedynym "przedstawicielem", który dociera do lekarza jest urzędnik państwowy.

  1. Tzw. innowacyjne produkty

W sytuacji kiedy firmy mają identyczne zasoby, sukces odniesie ta firma, która je lepiej wykorzysta. W tej perspektywie kluczowe jest wykorzystanie sił sprzedaży dla promowania nowych produktów. Nowe produkty muszą pojawiać się sukcesywnie. Oczywiście nie mam na  myśli leków, których opracowanie kosztuje miliardy, a nawet dziesiątki miliardów euro. Wystarczy wymieszać dwie stare jak świat substancje, włożyć w nowe pudełko i oprawić ładną reklamą w TV. Reasumując – jeżeli w jednej firmie przedstawiciel medyczny, który mniej więcej kosztuje tyle samo co w innej, chodzi i promuje cały czas starocie, musi przegrać z jego koleżanką lub kolegą, która/ który od czasu do czasu mówi o nowym leku. Negatywny efekt takich zabiegów jest oczywisty:
a) sztucznie zwiększa się konsumpcję leków w tzw. celach prewencyjnych;
b) naraża się Skarb Państwa na zbyteczne koszty refundacji, zwłaszcza gdy "nowoczesność" nowych medykamentów jest dalece wątpliwa.
Efekt tych zabiegów jest później widoczny w statystykach, gdy okazuje się, że Polacy są jednymi z największych na świecie konsumentów lekarstw.
Nacjonalizacja, czyli zastrzeżenie dla Skarbu Państwa pewnych niekorzystnych dla Państwa lub obywateli procesów, które pompują sztucznie pieniądze do prywatnych kieszeni, a zabierają je niczemu nieświadomym obywatelom miałaby w powyższych przypadkach oczywiście również głęboki walor społeczny. 
Wiadomość z ostatniej chwili (Fakt, 18.11.2018): „W piśmie do prezesa PiS urzędniczka Ministerstwa Zdrowia pisze wprost, że wiceminister Czech łamie ustawę refundacyjną. Wymienia też, o jakie konkretnie leki chodzi. Opisywaliśmy przypadki, kiedy mimo refundacji lek dla pacjenta jest droższy, niż gdyby dopłaty państwa nie było! „Podwyższenie cen leków i łamanie ustawy refundacyjnej przez Ministra Czecha skutkuje tym, że każdego dnia polscy pacjenci płacą kilkaset złotych więcej za swoje leki” – napisała urzędniczka do Kaczyńskiego.”

W blogu Spostrzeżenia 11/21/2018 - 07:30 Czytaj

Business Dialog Bulletin - widok książki

Premium Drupal Themes by Adaptivethemes