Skip to main content
Zapraszamy

Czytelników, rozmówców na forum, Autorów, Blogerów, Redaktorów,...

Przeczytaj o możliwościach korzystania z witryny i współpracy

Salon Business Dialog Klub Inspirations Klub Dialog CIO Business Meeting Point Kwintesencja Projekty Business Dialog

Ekonomiczna teoria małżeństwa

October 7, 2018 by Anonimowy

Sąd Okręgowy  w Olsztynie w postanowieniu z 11 lipca 2018 (sygn. IX Ca 186/18) stwierdził, że „nie sposób traktować małżeństwa jako  przedsiębiorstwa”. Przypomniałem na Twitterze, że Gary Becker otrzymał  Nagrodę Nobla z ekonomii za „mikroekonomiczną analizę ludzkich zachowań i interakcji wraz z zachowaniami nierynkowymi”  i wykazanie, że jest dokładnie odwrotnie niż twierdzi Sąd Okręgowy w Olsztynie.
 
No i wybuchła dyskusja. Więc tu wrzucę zbeletryzowany opis teorii Beckera.
Małżeństwo to małe przedsiębiorstwo działające w postaci podobnej do spółki cywilnej. Miłość miłością, ale miłość łatwo może się przeobrazić w nienawiść po kolejnym bezsensownym sporze o to, kto ma zmywać garnki. Kultywować miłość można przy pomocy metod właściwych analizie ekonomicznej. Ostatnio zrobiły to panie Paula Suchman i Jenny Anderson w książce „Ekonomia miłości. Szczęście w związku a zmywanie naczyń”. Opierają się na twierdzeniach Adama Smitha (o podziale pracy), Davida Ricardo (o przewagach komparatywnych), Jeremy’ego Benthama (o użyteczności) i właśnie Gary’ego Beckera oraz teoriach: decyzji, gier i przetargów. Wszystkie zachowania ludzkie mają bowiem jakieś ekonomiczne podłoże – nawet miłość pojawia się na krzywej użyteczności każdego z nas.

U podstaw ekonomicznej analizy zachowań ludzkich leży aksjomatyczne założenie, że ludzie są racjonalni, że mają własne cele i zazwyczaj wybierają właściwe sposoby ich osiągnięcia. Co prawda, założenie to jest ewidentnie błędne w odniesieniu do poszczególnych jednostek (wszak większość ludzi dokonuje czasem wyborów, które innym trudno racjonalnie wytłumaczyć), ale z punktu widzenia ekonomii jest to założenie bardzo użyteczne i w teorii i w praktyce. Przede wszystkim dlatego, że na jego podstawie łatwiej jest przewidzieć zachowanie ludzi. Co więcej, gdy analizujemy zachowania tak giełdy jak i grupy przestępców, najważniejsze znaczenie ma nie zachowanie poszczególnych jednostek, ale suma ich zachowań. Zgodnie z prawidłowością zwaną w socjologii regułą wyśrodkowania (principle of aggregation), a w statystyce i matematyce prawem wielkich liczb, jeśli nieracjonalne zachowania stanowią wyjątek, to nie wpływają w znaczącym stopniu na obraz całości. Najczęściej ilustruje się tę zasadę przykładem z rzucaniem kostką do gry. Bardzo trudno jest przewidzieć ile oczek wypadnie, gdy rzucimy kostką tylko raz. Jeśli jednak chcemy przewidzieć jaka będzie suma oczek dziesięciu rzutów, zakres niepewności jest mniejszy. Jest bardzo prawdopodobne, że otrzymamy wynik pomiędzy 30 a 40 i niemal w 100% pewne, że nie będzie to ani 10, ani 60. Prawdopodobieństwo, że wszyscy ludzie postąpią w sposób tak samo nieracjonalny jest równie prawdopodobne jak to, że w dziesięciu kolejnych rzutach kostką otrzymamy same jedynki lub same szóstki.
Jeśli wartościujemy wyżej to, co osiągnęliśmy, od tego, co straciliśmy, odnosimy zysk niezależnie od tego czy uzyskaliśmy nadwyżkę przychodu nad wydatkami możliwą do wyrażenia w pieniądzu.
Z ekonomicznego punktu widzenia nie ma różnicy w mechanizmie wyboru, jakiego dokonujemy kupując jabłka albo gruszki, dokonując wyboru jakiegoś kandydata lub partii w wyborach powszechnych czy wybierając małżonka. Działają tu podobne mechanizmy: zarówno ceny rynkowe wyrażone w pieniądzu jak i ceny nierynkowe zwane cenami-cieniami (shadow price) będące miarą utraconych możliwości (opportunity cost) czyli subiektywną wartością tego co musimy oddać by zyskać coś innego, reagują w ten sam sposób na te same bodźce.
No i jeszcze są przewagi komparatywne. Już Adam Smith stwierdził, że wymiana handlowa jest zawsze korzystna, jeżeli kraj eksportuje dobra, które potrafi produkować taniej, a importuje te, które zagranica potrafi produkować taniej. Jeszcze dalej niż Smith poszedł David Ricardo. Wykazał, że absolutna przewaga wcale nie jest konieczna. Wystarczy tak zwana przewaga komparatywna. Użył przy tym słynnego przykładu Anglii i Portugalii handlujących winem i suknem. Jeśli wyprodukowanie pewnej ilości płótna zajmuje w Anglii 100 godzin pracy rocznie, a wyprodukowanie wina tej samej wartości 120 godzin pracy, Anglii opłaca się produkować tylko płótno i kupować za nie wino. Jeśli w Portugalii wyprodukowanie takiej samej ilości płótna zajmuje 90 godzin pracy a takiej samej ilości wina 80 godzin, Portugalii opłaca się produkować tylko wino i kupować za nie płótno. W tym przykładzie Portugalia posiada absolutną przewagę nad Anglią – może produkować taniej i wino, i płótno. Opłaca się jednak importować płótno z Anglii, czyli z kraju, w którym jego wytworzenie zajmuje 100 godzin pracy, do Portugalii, czyli kraju, w którym jego wytworzenie zajmuje tylko 90 godzin pracy. Oddając wino, którego wytworzenie zajęło 80 godzin, za płótno, które w Portugalii wytwarza się przez 90 godzin, Portugalczycy zyskują równowartość 10 godzin pracy. Podobnie Anglicy, wysyłając do Portugalii płótno wytworzone u nich przez 100 godzin pracy, otrzymują wino, którego wytworzenie w Anglii zajęłoby 120 godzin pracy. Czyli zyskują 20 godzin pracy. Wniosek z tego taki, że opłaca się wymiana między tymi krajami, nawet jeśli jeden z nich może produkować wszystkie dobra taniej niż drugi. W powyższym przykładzie ważne jest tylko to, że w Portugalii wino jest tańsze niż płótno, a w Anglii odwrotnie.
Ta sama zasada obowiązująca w relacjach między państwami, ma zastosowanie w relacjach między ludźmi – także między małżonkami.
Małżeństwo jest zawsze „chciane” – choć w różnych kulturach może się zdarzyć, że niekoniecznie przez oboje małżonków, a tylko przez jedno z nich lub wręcz jedynie przez ich rodziców. Współcześnie w cywilizacji łacińskiej jest to wola obojga oblubieńców. Można zatem zastosować do ich decyzji matrymonialnych ekonomiczną teorię preferencji. Osoby zawierające małżeństwo liczą, że dzięki niemu osiągną wyższy poziom użyteczności, niż gdyby pozostały w stanie wolnym. Wielu mężczyzn i kobiet konkuruje przy tym ze sobą w poszukiwaniu partnera – możemy zatem mówić o istnieniu rynku matrymonialnego.
Ludzie wstępują w związki małżeńskie, uznając, że uzyskana w ten sposób korzyść jest większa niż korzyści wynikające z pozostania w stanie wolnym lub większa od kosztów dalszego poszukiwania lepszego partnera w kontekście ryzyka jego nieznalezienia i w konsekwencji konieczności pozostania w stanie wolnym. A jedną z konsekwencji wstąpienia w związek małżeński jest posiadanie dzieci. Chęć ich posiadania też podlega analizie ekonomicznej. Dlatego, że zysk w rozumieniu ekonomii to nie jest jakaś uzyskana kwota pieniędzy, wartość otrzymanej usługi, czy dobra. Zysk to „subiektywna różnica między wartością tego, co wskutek jakiegoś działania się osiąga, a wartością tego, co wskutek tego działania się traci”.
Różne społeczeństwa, w różny sposób, w różnych okresach, różnie regulują prawo rodzinne. W jednych o rozwód jest łatwo, w innych trudno, bądź jest on w ogóle niemożliwy. Niektóre dopuszczają wielożeństwo. Często małżeństwo związane jest z wnoszeniem posagu. Czasami wnosi go panna młoda, czasami to kawaler musi „kupić” sobie żonę. W cywilizacji zachodu małżeństwa zawierane są zaś z miłości, a nie dla posagu. Te trudno kwantyfikowane różnice sprawiają, że najbardziej efektywną analizą małżeństw jest analiza ekonomiczna zakładająca, że do małżeństwa dochodzi, gdy poprawia ono użyteczność osiąganą przez oboje małżonków. Ta użyteczność zależy od dóbr wytwarzanych przez gospodarstwo domowe. Dobra te są częściowo nabywane przy pomocy wymiany rynkowej, a czasami produkowane wewnątrz gospodarstwa domowego przez małżonków, których relacje wzajemne nie różnią się z ekonomicznego punktu widzenia, od ich relacji, jako wspólnego gospodarstwa domowego, z otoczeniem zewnętrznym. Do maksymalizacji użyteczności dla jednego z małżonków dochodzi wówczas, gdy następuje maksymalizacja otrzymywanej przez niego ilości dóbr wytworzonych w gospodarstwie domowym. Dlatego każde z nich musi współdziałać z drugim i dzielić swój czas między sektor rynkowy i nierynkowy (gospodarstwo domowe) w odpowiednich proporcjach i jest gotowe współdziałać przy takiej alokacji swojego czasu, aby przyczynić się do maksymalizacji ilości agregowanych dóbr.
W teorii produkcji odróżnia się substytucję od komplementarności. Podobną analizę Becker przeprowadza dla małżeństwa i produkcji w gospodarstwa domowego. Połączenie podobieństw jest optymalne, gdy cechy są komplementarne, natomiast połączenie różnic jest optymalne, gdy cechy są substytutami, ponieważ wysokie wartości różnych cech wzmacniają się nawzajem w przypadku komplementarności, a znoszą się w przypadku ich substytucyjności. Podstawową determinantą ekonomiczną dla decyzji o zawarciu małżeństwa jest z jednej strony wysokość wynagrodzenia rynkowego uzyskiwanego osobno przez każde z małżonków, a z drugiej ich nakładów pracy w sektorze nierynkowym, czyli w gospodarstwie domowym, ponieważ maksymalizowana jest korzyść z podziału pracy. Ten z małżonków, który osiąga niższe wynagrodzenie w sektorze rynkowym powinien, zgodnie z teorią, więcej czasu wydatkować na pracę w gospodarstwie domowym, ponieważ wartość czasu mierzona wielkością zaniechanych zarobków jest niższa dla tego z małżonków, które uzyskuje niższe wynagrodzenie rynkowe. Przez wzajemny dobór małżonków o niższej i wyższej płacy, tańszy czas pracy jednego z nich jest ekstensywniej zużywany w produkcji gospodarstwa domowego, a kosztowniejszy czas pracy drugiego – w produkcji rynkowej.
Wpływ większości cech na produktywność gospodarstwa domowego uwidacznia się więc najlepiej poprzez ilość czasu dostarczanego gospodarstwu przez każdego z małżonków. Każda cecha wpływa na produktywność gospodarstwa domowego przez zwiększenie efektywnej ilości czasu będącego w dyspozycji tegoż gospodarstwa. Dlatego dodatni dobór według cech jest optymalny dopóty, dopóki elastyczność substytucji między czasem wydatkowanym w gospodarstwie domowym przez oboje małżonków nie jest bardzo wysoka. Istotne byłoby jednak podjęcie próby ustalenia, jak fakt wydłużania czasu pracy rynkowej małżonków rzutuje na ilość i jakość stosunków seksualnych, które rzutują na ilość posiadanego potomstwa. Prosta obserwacja wskazuje, że więcej dzieci rodzi się w małżeństwach, w których kobieta nie pracuje zawodowo.
Doskonale dodatni dobór według cech jest optymalny, jeśli te cechy małżonków mają efekty łączne wzajemnie się wzmacniające i gdy efekty ich działania dla produktywności gospodarstwa domowego są od siebie niezależne. Dodatni dobór według cech jest optymalny, gdy ich efekty dla produktywności gospodarstwa domowego są niezależne. A ponieważ produktywność wzrasta mnożnikowo, podobieństwa kojarzą się wtedy, gdy ich efekty wzmacniają się nawzajem (choć może działać i wtedy, gdy się znoszą).
Ale korzyść z małżeństwa jest większa również wtedy, gdy substytucja czasu przeznaczanego na pracę w gospodarstwie domowym jest trudniejsza. Dlatego kojarzenie się podobieństw następuje częściej, gdy zawarcie małżeństwa jest atrakcyjniejsze. I właśnie dlatego kobiety w powszechnym odczuciu atrakcyjniejsze poślubiają zamożniejszych mężczyzn.
Do maksymalizacji użyteczności prowadzą też inne dobory dokonywane pod względem innych cech o korelacjach słabiej ujemnych lub czasami nawet dodatnich, w których płace nie są decydującym wyznacznikiem doboru optymalnego. Taką cechą z całą pewnością jest sex, którego znaczenie dla doboru małżeńskiego, póki co stanowi w nauce pewnego rodzaju tabu. Zajmuje się nim jednak „mądrość ludowa”. Jedno z popularnych twierdzeń na podstawie prostych obserwacji naturalnych zachowań głosi, że mężczyzna „płaci” małżeństwem za seks, a kobieta „płaci” seksem za małżeństwo. A jakość tej „cechy” bywa dominująca dla decyzji małżeńskich. Skutkuje też w sposób bezpośredni ilością stosunków seksualnych co zwiększa prawdopodobieństwo ciąży, pomimo nawet stosowania antykoncepcji, dbałość o którą jest zresztą mniejsza, gdy jakość seksu jest większa.
Ciekawa obserwacja nasuwa się z porównania jednoosobowego gospodarstwa domowego z małżeńskim. Ukazuje podobieństwa i dwie istotne różnice. Po pierwsze, w gospodarstwie jednoosobowym dokonuje się wyłącznie alokacji czasu jednej osoby miedzy sektor rynkowy i nierynkowy. Osoby samotne alokują więc swój czas inaczej, gdyż nie dysponują czasem i usługami dostarczanymi przez partnera. Drugą różnicą, o wiele istotniejszą, jest znaczenie więzi emocjonalnej, seksualnej i chęci posiadania dzieci.
Skoro korzyść małżonków z małżeństwa jest tym większa, im większa jest komplementarność nakładów czasu małżonków i towarów rynkowych, to nakłady te są komplementarne w dużej mierze ze względu na pragnienie posiadania własnych dzieci. Wielkość korzyści zależy więc od wagi przypisywanej ich posiadaniu. A waga posiadania potomstwa zależy od „gustów”, które determinowane są nie tylko skłonnościami biologicznymi (czy wręcz genetycznymi) ale także kulturowymi. Przez „kulturę” należy jednak rozumieć ogół przekonań społecznych – także ekonomicznych. A pod tym względem istotne znaczenie mają przekonania o użyteczności posiadania dzieci i nie tylko emocjonalnej, ale i ekonomicznej, potrzeby ich posiadania. Ta osłabiana jest przez polityczne obietnice spokojnej starości zapewnianej przez państwowe systemy świadczeń zdrowotnych i emerytalnych oraz lansowane teorie ekonomiczne uzasadniające takie obietnice i pokładane w nich nadzieje.
I trzeba pamiętać o przewagach komparatywnych. Bez sensu jest, by dwoje ludzi robiło to samo, skoro jedno z nich robi coś znacznie lepiej – jak w przypadku Anglii i Portugalii, z tym, że produkcję sukna i wina może zastąpić zmywanie i prasowanie. Ogólna zasada jest jednak ta sama.

W blogu Spostrzeżenia 10/07/2018 - 11:17 Czytaj

Business Dialog Bulletin - widok książki

Premium Drupal Themes by Adaptivethemes