Skip to main content
Zapraszamy

Czytelników, rozmówców na forum, Autorów, Blogerów, Redaktorów,...

Przeczytaj o możliwościach korzystania z witryny i współpracy

Salon Business Dialog Klub Inspirations Klub Dialog CIO Business Meeting Point Kwintesencja Projekty Business Dialog

CO2, czyli lepiej będzie, jak będzie drożej

September 22, 2018 by Anonimowy

Pan Minister Energii Krzysztof Tchórzewski na Jasnej Górze w czasie uroczystej mszy świętej zawierzył polską energetykę Matce Bożej Królowej Polski. Chyba nie pomogło za bardzo, bo teraz zwrócił się do Komisji Europejskiej w sprawie wzrostu cen CO2 (w ciągu roku o ponad 140 procent). Zdaniem Ministra „warto się zastanowić, czy rynek uprawnień do emisji CO2 nie przyciągnął kapitału spekulacyjnego”. Spekulantom mają się ponoć przyjrzeć także służby specjalne! Może podpowiem służbom, żeby podpowiedziały Panu Ministrowi,  że do Komisji Europejskiej nie ma się w tej sprawie skarżyć, bo to za jej sprawą ceny tak rosną. Naśmiewałem się z tego 10 lat temu (dziesięć)! Więc teraz przypomnę, co pisałem tuż po upadku Lehmana.
 
„Komisja Europejska, wielu członków której pracowało w „instytucjach finansowych” albo pewnie zamierza w przyszłości w nich pracować, wymyśliła sobie (albo przyjęła za swój od „instytucji finansowych”) plan aukcyjnej sprzedaży prawa do emisji CO2. Bardzo symptomatyczne jest to, z jakim uporem świat, pogrążony w chaosie finansowym, trzyma się jak „pijany płotu” pomysłu walki z globalnym ociepleniem poprzez ograniczenie emisji CO2 przy pomocy handlu prawami do niej. No ale jak nie wiadomo o co chodzi, wiadomo że chodzi o pieniądze. Co prawda w oryginale jest, że chodzi o dziewczynę – ale wiadomo, że kto nie ma szczęścia w kartach, ten nie ma pieniędzy na miłość. Żeby je mieć, trzeba pohandlować emisjami. Podstawową sprawą, do której nie wolno dopuścić, jest prawo do handlowania prawem do emisji przez „instytucje finansowe”. Gdy na przełomie czerwca i lipca 2008 roku szalały ceny ropy naftowej przekraczając granicę 145 dolarów za baryłkę, 80 procent transakcji na NYMEX-sie (Nowojorska Giełda Towarowa – New York Mercantile Exchange) dokonywanych było przez „instytucje finansowe”. Wirtualne zyski z handlu ropą przykryć miały straty na różnych derywatach hipotecznych. Tak samo będzie z CO2. Zdaniem różnych analityków:
„Rynek emisji CO2 odzyskał nieco mocy przełamując w czwartek, 27 listopada, poziom 16 EUR, uprzednio jednakże spadając do rocznego minimum odpowiednio na poziomie 14,80 EUR dla kontraktu EUA-Dec08 oraz 13,25 EUR dla kontraktu sCER-Dec08. Kontrakt EUA-Dec08 zyskał ostatecznie w ciągu tygodnia 1,28 EUR i zamknął się ceną 16,31 EUR. Agresywna sprzedaż ze strony instalacji, na przestrzeni ostatnich kilku tygodni, wywierała presję na rynek emisji, osiągając swoje apogeum w zeszłym tygodniu i powodując nie tylko spadek cen europejskich uprawnień (EUA) do poziomu 15 EUR, lecz również implikując pod koniec ostatniego tygodnia redukcję spreadu EUA/CER do 1,20 EUR. W wyniku zmniejszonej aktywności sprzedażowej instalacji przemysłowych na rynku spot, do głosu ponownie doszły czynniki fundamentalne, takie jak ropa, energia, gaz i węgiel. Zrównoważony pozytywny trend osiągnął maksimum w czwartek, 27 listopada, gdy uprawnienia do emisjizyskały w ciągu dnia około 68 centów, na co wpływ miała przede wszystkim silna niemiecka energia (Kontrakt Cal09 Baseload zamknął się ceną 61,10 EUR/MWh, o około 3,85 EUR powyżej otwarcia). Jednak globalne spowolnienie ekonomiczne nie pozwala o sobie zapomnieć i jego negatywne oddziaływanie na instalacje systemu EU ETS będzie głównym czynnikiem cenotwórczym dla uprawnień do emisji CO2 w nadchodzących miesiącach, również w odniesieniu do fundamentów tego rynku.
Niepewność co do rozmiarów recesji na jakiś czas pokryje niebo nad rynkiem CO2 czarnymi chmurami. Pomimo braku obaw o całkowite załamanie się rynku, podobne do tego jakie miało miejsce w fazie I EU ETS, możliwość występowania sporadycznych znaczących spadków cen wydaje się w dalszym ciągu wysoce prawdopodobna.”

Ten przydługi nieco cytat wspiera postawioną wyżej tezę, że „jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze”. Dzięki tej prostej maksymie wiemy, że lepiej będzie wtedy, gdy będzie drożej! Bo ktoś na tym zarobi. Kto? „Instytucje finansowe”.
Zjawiska takie jak spadek produkcji skutkujący zmniejszeniem zużycia energii – ergo zmniejszeniem emisji – ergozmniejszeniem zapotrzebowania na prawa do emisji mają mieć skutek „negatywny”. I na odwrót: „pozytywny” trend to zwiększenie emisji – ergo zwiększenie zapotrzebowania na prawa do emisji. A przecież mamy walczyć z ociepleniem spowodowanym przez emisję. Ideałem byłoby więc, z tego punktu widzenia, gdyby cena EUA wynosiła… „0”. Bo to by oznaczało, że nikt nie emituje CO2, więc nie grozi nam już globalne ocieplenie. Ale to chyba nie dla wszystkich byłby „ideał”.
Kupować prawa do emisji powinni móc tylko ci, którzy CO2 emitują. Co prawda taka „proteza” i tak będzie gorsza od zdrowej nogi, ale wariatów, którzy chcą sobie w nogę strzelić, chyba już nic nie powstrzyma. Zresztą może to nie są tacy wariaci. Analitycy z wielu banków już od miesięcy snują prognozy, ile prawa do takich emisji będą kosztować. Analizy różnią się oczywiście znacznie. Będziemy mieć kolejny balonik… Coś z tymi bilionami dolarów, jenów, euro, funtów i franków, które pompowane są właśnie z kieszeni podatników do „instytucji finansowych” trzeba będzie zrobić! I obok tych wszystkich pięknych nazw instrumentów finansowych opartych na hipotekach pojawi się nam „wysokostrukturyzowane i najwyżej zabezpieczone prawo do powietrza”.
Skoro „prawo do emisji” CO2, nie oznacza prostego prawa do wypuszczenie w powietrze CO2, lecz jest „walorem”, którym można „obracać” na „rynkach finansowych”, to było tylko kwestią czasu, kiedy zaczną się z nim dziać różne dziwne rzeczy  – o których też pisałem w 2011 roku.
„Zaczęło się od… kradzieży. Z konta rumuńskiego producenta cementu zniknęły prawa do emisji warte 80 mln euro. Z czeskich kont zniknęło niedawno 2 mln praw wartych ponad 30 mln euro. I zaczęły się wyłudzenia podatku VAT. Część transakcji wykonywanych jest fikcyjnie tylko po to, by zarobić na odliczeniu VAT. Stosowana jest do tego odmiana tak zwanej „karuzeli podatkowej”. Jedna firma kupuje prawa do emisji CO2 za granicą. Taka wewnątrzwspólnotowa dostawa usług jest zwolniona z podatku VAT. Potem ta sama firma sprzedaje je w swoim kraju drugiej firmie. Przy tej transakcji pierwsza firma nalicza drugiej VAT zgodnie z obowiązującą w ich kraju stawką. Druga sprzedaje uprawnienia do emisji CO2 za granicę, stosując znowu zerową stawkę VAT i  występuje o zwrot VAT do rodzimego urzędu skarbowego. Nie trudno zauważyć, że najbardziej się to opłaca w państwach, w których VAT jest najwyższy a kontrole skarbowe najsłabsze. I jeszcze jeden – groteskowy już zupełnie – przykład z gazem HFC-23, uważanym za jeden z pięciu najbardziej odpowiedzialnych za cieplarniane efekty. Zdecydowano, że za zmniejszenie jego emisji o jedną tonę będzie można otrzymać 11.700 uprawnień do emisji CO2. Na potęgę budowano tanie zakłady wykorzystujące HFC-23, na przykład do produkcji mrożonek, tylko po to, żeby je zaraz zamknąć w zamian za uprawienia do emisji CO2, które można sprzedać. Im wyższa jest ich cena, tym lepiej. Zainwestowanie w fabrykę używającą gaz HFC-23 100 mln dolarów daje prawa do emisji CO2 warte dziś… 6 mld dolarów. Czysty nonsens”.
No to teraz – w 2018 roku – mogę napisać, że „czarne chmury” nad rynkiem „derywatów CO2” rozwiewa wiatr. Kwestia czasu kiedy będzie wielka burza na  „rynkach finansowych”.
Na całe szczęście „resort energii zapewnił, że gospodarstwom domowym nie grożą zmiany cen energii elektrycznej”! Orlen i Lotos wzięły na siebie opłatę paliwową i fakt, że cena etyliny 98 dochodzi do 5,50 zł nie ma z tym nic wspólnego. Wzrost cen  praw do emisji „wezmą na siebie” Energa, Enea, Tauron i PGE. Albo piekarnie! I cena chleba nie wzrośnie po wzroście ceny prądu do pieca do pieczenia chleba. Tak nam dopomogą Matka Boża Królowa Polski i… służby specjalne.

W blogu Spostrzeżenia 09/22/2018 - 14:33 Czytaj

Business Dialog Bulletin - widok książki

Premium Drupal Themes by Adaptivethemes